Aktualny mistrz nie składa broni...

KRAKSPORT EXTRAKLASA

Przybylski DV-BOX – Art-Gum 4:6 (1:1)

Art-Gum zrewanżował się za porażkę z pierwszej rundy. Prowadzenie objął Przybylski za sprawą Wojciecha Błażejowskiego. Podwyższyć starał się niezwykle dynamiczny Piotr Krawczyk, ale w bramce równie dobrze spisywał się Jan Zachariasz. Przed przerwą „Oponiarze" doprowadzili do remisu, a gola zdobył Daniel Klim. Na początku drugiej odsłony drugi cios zadał rewelacyjnie spisujący się beniaminek (bramka Bartosza Polańskiego). Ponownie stan rywalizacji wyrównał Daniel Klim. Przybylski wyprowadził dwie zabójcze kontry i zrobiło się 4:2. Wtedy sygnał do odrabiania strat Art-Gumowi dał Dariusz Kuźma oraz Kamil Frasik. Gdy wydawało, że mecz zakończy się podziałem punktów sprawy w swoje ręce, a raczej nogi wziął Daniel Klim, który popisał się efektownym lobem. Wynik konfrontacji ustalił Mirosław Mikołajczyk.

FIDELTRONIK – Oknoplast 5:4 (1:4)

Niezwykle zacięty i dramatyczny przebiegł miało drugie spotkanie. Po pierwszej połowie nic na to nie wskazywało, bowiem Oknoplast prowadził 4:1. Strzelanie rozpoczął Robert Ślęczka. Prowadzenie podwyższył Mateusz Spolitakiewicz. Na 3:0 mocnym strzałem z dystansu trafił Robert Ślęczka. Oknoplast na tym nie poprzestał (bramka Sebastiana Pamuły). Jeszcze przed przerwą gola dającego nadzieję zdobył Adrian Hajduk. Jak się później okazało, był to moment zwrotny tego spotkania. W drugich dwudziestu minutach oglądaliśmy zgoła odmienny FIDELTRONIK, który zdominował wydarzenia boiskowe, odrabiając straty z nawiązką. Zaczął mocnym strzałem z rzutu wolnego Bartłomiej Podolecki. Na 3:4 ładnym, technicznym strzałem zza pola karnego trafił Adam Kuraś, a do remisu doprowadził Adrian Kolano. Zwycięstwo gospodarzom zapewnił Marcin Włudarz.

Kraków Airport Taxi – Elektrownia Skawina 3:4 (2:1)

Wiceliderowi sporo krwi napsuli „Taksówkarze", którzy przez długi czas prowadzili z Elektrownią. Zaczęło się od och mocnego uderzenia. Na 1:0 trafił Marek Baster. Wyrównał Robert Banaszek, na raty, ale skutecznie. Groźnie z dystansu uderzał Mateusz Sekuła, ale na posterunku był golkiper gospodarzy. Zbyt wiele do powiedzenia nie miał jego vis-a-vis przy golu Pawła Izowskiego, który popisał się mocnym i celnym uderzeniem z woleja. Na początku drugiej odsłony do remisu doprowadził niezawodny Robert Banaszek. Kraków Airport Taxi, niesiony dopingiem sporej grupy kibiców, nie dawał za wygraną i po raz trzeci objął prowadzenie (gol Michała Klimka). Elektrownia ma w swoich szeregach Roberta Banaszka, który najpierw wyrównał, a później obsłużył idealnym podaniem Bartłomieja Baligę, któremu nie pozostało nic innego, jak skierować futbolówkę do siatki.

DHL Express – Fitness Platinium 2:6 (2:3)

Spotkanie rozpoczęło się od prowadzenia DHL-u. Łukasz Mirus zagrał wzdłuż pola karnego, a tam stał niepilnowany Adam Łuszcz, który dopełnił formalności. Wyrównał Tomasz Wolak, popisując się mocnym uderzeniem z rzutu wolnego. Chwilę później doskonałym podaniem obsłużył Mariusza Wyrobę, który z najbliższej odległości skierował piłkę do pustej bramki. DHL nie składał broni i szybko wyrównał. Roberta Augustyna pokonał Jakub Kielar. Jeszcze w pierwszej połowie gola na 3:2 dla Fitness Platinium zdobył Paweł Komisarek. Po zmianie stron strzelali już tylko goście. Bramka na 4:2 mogłaby śmiało być pokazywana młodym zawodnikom, jako materiał szkoleniowy. Długie zagranie, wycofanie z pierwszej piłki przez Mariusza Wyrobę i Artur Nazarowicz umieszcza piłkę w siatce. Ostatnie minuty to popis duetu Rafał Kozieł – Tomasz Wolak, którzy dobili gospodarzy. Ten pierwszy mógł zdobyć jeszcze jedną bramkę, ale jego techniczne uderzenie zza linii pola karnego wybronił Dariusz Chwajoł.

Auto-Gum – Alior Bank 13:2 (5:2)

Kolejny krok w stronę tytułu mistrzowskiego – tak można podsumować starcie Auto-Gumu z Alior Bankiem. „Bankowcy" w pierwszej połowie stawiali jeszcze opór, w drugiej zabrakło im sił i pomysłu, jak zatrzymać najskuteczniejszego strzelca Kraksport Ekstraklasy – Roberta Dąbrowskiego, który tylko w tym meczu zdobył 9 bramek. W sumie ma ich już aż 46! Drugim czołowym zawodnikiem w szeregach „Oponiarzy" jest Daniel Suchan, który na początku zmarnował wyborną sytuację strzelecką, ale później zrekompensował to sześcioma asystami. Oprócz Roberta Dąbrowskiego do siatki Alior Banku trafiali jeszcze Tomasz Armatys (2), Mateusz Bobek oraz Bartosz Zontek. Tylko przez chwilę w tym meczu zapachniało niespodzianką. Po golach Grzegorza Suszka i Macieja Łuczaka było 2:2, ale później na boisku dzielił i rządził Auto-Gum.

II LIGA C

ProEko – Gazownicy Krakowscy 5:1

Pierwsze spotkanie całej rundy rewanżowej nie przyniosło niespodzianki. Zieloni bez większego kłopotu pokonali doświadczonych Gazowników, aplikując im aż pięć goli. Błyskawicznie objęli prowadzenie a w kolejnych minutach mogli je podwyższyć do co najmniej dwóch goli, lecz piłka jak zaczarowana odbijała się od słupków bramki Michała Miłka. Zamiast drugiej bramki gospodarzy mieliśmy za to zaskakujące wyrównanie: po nieporozumieniu w obronie ProEko goście trafili do siatki i przez moment zapachniało niespodzianką. Granatowi bowiem znacząco poprawili grę w obronie i wyprowadzali groźne kontry, z czym zieloni mieli problemy. Ostatecznie przełamali oni jednak impas i trafili po raz drugi do siatki a wtedy zaczęło się im już grać znacznie lepiej. Strzelony „do szatni" gol na 3:1 wydatnie przybliżył lidera do sukcesu, choć jeszcze niczego nie przesądzał. Szalę na korzyść gospodarzy przechyliły za to ostatecznie dwa strzelone w krótkim odstępie czasu kolejne gole, które wyleczyły Gazowników z marzeń o zwycięstwie. Mimo, iż w kolejnych minutach spisywali się bardzo dobrze, będąc dla ProEko równorzędnym przeciwnikiem, nie zdołali już strzelić ani jednej bramki, ponosząc wysoką, choć nie do końca oddającą różnicę poziomów, porażkę.

HCL – Crazbud/Dexbud 4:2

Drugi mecz wieczoru był zdecydowanie najciekawszym, jaki dane nam było oglądać. Choć pierwsze pół godziny tego nie zapowiadało, na murawie byliśmy świadkami ogromnych emocji. Starcie rozpoczęło się jednak spokojnie. Pierwsze minuty upłynęły pod znakiem dominacji gości, którzy bez większego kłopotu zdobyli dwa gole i mieli wyraźną przewagę w każdym aspekcie gry. Mecz jednak, po pierwszych niezłych minutach wytracił gdzieś swoje tempo o kolejnych jego dwudziestu minutach najlepiej zapomnieć. Nieustannie utrzymywała się dwubramkowa przewaga czerwonych a niebiescy nijak nie mogli się przełamać i zdobyć kontaktowego gola. Zmarnowali nawet rzut karny. Z czasem jednak ich napór systematycznie rósł, co w końcu musiało przynieść efekty. I rzeczywiście, Carlo Mollica kontaktową bramką dał swojej ekipie bodziec do jeszcze zajadlejszych ataków. Bardzo szybko dało to efekt w postaci drugiego gola. Na murawie mieliśmy remis, lecz to HCL nadal był w uderzeniu. Zdezorientowany Crazbud nie był w stanie przeciwstawić się nawałnicy gospodarzy. Efektem tego były dwa kolejne ich trafienia, które przesądziły o ich sukcesie i pokazały charakter zespołu, zdolnego odwrócić losy spotkania mimo dwubramkowej już straty.

Korporaci – Ren-Bet 3:2

Ubiegłotygodniowe starcie obu ekip zakończyło się remisem, oznaczającym pierwszy w sezonie punkt zespołu gości. Tym razem także byli oni bliscy wywalczenia przynajmniej oczka, lecz musieli objeść się smakiem. W mecz dużo lepiej weszli gospodarze. Wykorzystując osłabienie przeciwnika karą minutową objęli prowadzenie, a przed zmianą stron zdołali je jeszcze powiększyć do dwóch goli. To stawiało granatowych w trudnej, lecz nie niemożliwej do odwrócenia sytuacji. Impuls do ataku dał im Grzegorz Gajda, rewelacyjnym strzałem z dystansu lokując piłkę w samym okienku. Chwilę później było już 2:2 i emocje, jak się wydawało, miały rozgorzeć na nowo. Nic takiego się jednak nie stało: Korporaci szybko odpowiedzieli swoim trzecim trafieniem, czym stonowali nieco entuzjazm Ren-Betu. Ten co prawda do samego końca starał się atakować i wydrzeć rywalom przynajmniej punkt, lecz zabrakło mu zimnej krwi i ostatecznie pogodzić się musiał z porażką.

SSC Internazionale – LGBS 3:4

SSC strzeliło tak silnej ekipie jak granatowi aż trzy gole a mimo to... przegrało. Choć trudno w to uwierzyć analizując pozycje obu ekip w stawce, to właśnie żółci byli przez długi czas zespołem lepszym. Oni też objęli prowadzenie po składnej akcji całego zespołu i LGBS potrzebowało sporo czasu, aby odrobić tę stratę. W końcu co prawda zdobyło bramkę na 1:1, lecz gra w ataku ewidentnie się gościom nie kleiła. Jednobramkowy remis utrzymał się do przerwy, lecz już niedługo po wznowieniu gry po raz drugi do siatki trafiło SSC. Nie podłamało to jednak morale granatowych. Wręcz przeciwnie: ruszyli oni do zajadłych ataków, które pozwoliły im odwrócić losy spotkania. Trzy zdobyte kolejno przez nich gole wyprowadziły czwartą siłę tabeli na prowadzenie, którego ta nie oddała już do samego końca. Co prawda gospodarze złapali jeszcze kontakt, skutecznie egzekwując rzut karny, lecz było to ich ostatnie trafienie w spotkaniu. Mimo walki i pokazania naprawdę wielkiego hartu ducha ulegli nieznacznie faworytowi.

PKO – MPEC 0:3

W ostatnim spotkaniu goście chcieli powziąć rewanż za remis sprzed tygodnia. Osłabieni brakiem największej gwiazdy tamtego meczu, Jacka Dziduszki gospodarze nadal wydawali się jednak być bardzo groźnym przeciwnikiem. Stąd widać było duży respekt w poczynaniach MPEC, który objawiał się stosunkowo niewielką liczbą sytuacji bramkowych w pierwszej części gry. Co prawda goście mieli przewagę, lecz skoncentrowani na obronie piłkarze PKO nie pozwalali na wiele. Obrona własnej bramki szła im bardzo dobrze, lecz w końcu musiała upaść. I faktycznie, wicelider objął prowadzenie, co jednak wcale nie sprawiło, że grało mu się łatwiej. Gospodarze nadal murowali własną bramkę, ograniczając się do kontr, z których jednak żadna nie przyniosła pożądanego efektu. Przed zmianą stron po raz drugi trafili za to gracze MPEC, co jeszcze bardziej pogorszyło sytuację gospodarzy. W drugiej połowie starali się oni odważniej wyjść do przodu, ale zamiast kontaktowego trafienia dało im to trzecią bramkę bagażu. Mając tak dużą stratę i walcząc z drugą siłą tabeli bardzo trudno jest już cokolwiek zrobić. PKO nie było w stanie strzelić nawet honorowego gola, jednak porażka różnicą zaledwie trzech goli grając bez zmienników i tak jest wynikiem budzącym szacunek.

Marcin Kluska

Masz pytania? Porozmawiaj Dyrektor ds. sprzedaży
i marketingu
T: +48 505 165 566 m.kluska@biznesliga.pl Zadaj pytanie

Tomasz Duda

Masz pytania? Porozmawiaj Administrator rozgrywek
Social media
Sprzedaż strojów
T: 784 338 379 | 505 200 998 t.duda@biznesliga.pl | biuro@biznesliga.pl Zadaj pytanie

Paweł Maślak

Masz pytania? Porozmawiaj Obsługa Rozgrywek
T: +48 602 497 690 info@biznesliga.pl Zadaj pytanie