Bajer Miki ograło Spartę...

YesSport I LIGA B

MPO – State Street II 2:4

Pierwszy mecz wieczoru był okazją by obejrzeć w akcji dwie ekipy walczące o pozostanie w lidze. O ile jednak nawet porażka nie przekreślała szans pomarańczowych, o tyle strata oczek przez gospodarzy była dla nich praktycznie tożsama ze spadkiem. Mieli więc o co walczyć i to właśnie oni w pierwszych minutach prezentowali się lepiej i odważniej. Mimo, iż z czasem rywalizacja stała się bardziej wyrównana, przed zmianą stron MPO pozostawiło po sobie lepsze wrażenie. Brakowało mu jednak strzelonej bramki, która pozwoliłaby nieco uspokoić grę niebieskim. Gola tego za to, na początku drugiej połowy strzeliło State i od tamtej pory to właśnie ten zespół był w uderzeniu. Swoją przewagę udokumentował drugim trafieniem, lecz wtedy ponownie przebudzili się gospodarze. Błyskawicznie odpowiedzieli kontaktową bramką, a gdyby nie pech i poprzeczka po strzale z rzutu wolnego trafiliby po raz trzeci. Zamiast tego kolejny raz do siatki trafili gracze State. I choć ponownie kontakt złapali ich przeciwnicy, nie byli już w stanie odrobić straty. W samej końcówce po raz czwarty ukłuli za to goście i cieszyć się mogli z trzech oczek.

J&J Skotniki – Komputeo 4:3

W drugim spotkaniu Komputeo chciało sprawić niespodziankę i pokonać białych, którzy z kolei nie mogli pozwolić sobie na stratę oczek ze względu na pogoń za liderem. Zapowiadało się więc świetne widowisko, które trzeba przyznać, spełniło pokładane w nim oczekiwania. Niezwykle wyrównana i zacięta pierwsza połowa upłynęła głównie pod znakiem uważnej gry w defensywie obu stron i próbach zaskakiwania rywala z kontry. Lepsi w tej części futbolowego rzemiosła byli gospodarze, którzy zdołali przed zmianą połów dwa razy trafić do siatki. Zaraz po wznowieniu gry kontakt złapali pomarańczowi a po kolejnych kilku minutach gry doprowadzili do wyrównania. Na murawie zagościły ogromne emocje. Obie strony zdecydowanie atakowały, mniejszą niż wcześniej wagę przywiązując do gry w obronie. Efektem tego było znacznie więcej bramek. W festiwalu strzeleckim drużyn istotną rolę odgrywali bramkarze, niejednokrotnie ratując swoje zespoły przed stratą gola. Po dwudziestu minutach walki okazało się, że lepiej skalibrowane celowniki miało J&J. Jego dwa kolejne gole pozwoliły obronić przewagę z pierwszej połowy i cieszyć się z trzech oczek. Komputeo zbliżyło się co prawda do przeciwnika na zaledwie jednego gola, lecz doprowadzić do remisu już mu się nie udało.

Nafta/HostelDeco – Napad.pl 10:1

W trzecim starciu mieliśmy okazję oglądać lidera. Czerwoni podejmowali Napad.pl, który jednak przystąpił do meczu w zaledwie siedmioosobowym składzie i bez swojej największej gwiazdy – Mariusza Nawrota. Niebiescy, skupieni na obronie spisywali się bardzo dzielnie. Skutecznie odpierali ataki wyżej notowanego przeciwnika i choć sami zagrożenie pod jego bramką stwarzali sporadycznie, mogli mieć powody do zadowolenia. W końcu twierdza gości jednak padła – Nafta objęła prowadzenie i od tamtej pory grała znacznie spokojniej. Nie oznacza to jednak, że zdobywanie goli przychodziło jej łatwiej – Napad bowiem ciągle stawiał zaciekły opór i choć po pierwszych dwudziestu minutach przegrywał 0:3, nadal mógł mieć nadzieję na odwrócenie losów meczu. Niestety, druga odsłona rozwiała wszelkie nadzieje. Gospodarze zyskali wyraźną przewagę, którą mimo sporej nieskuteczności potwierdzili zdobyciem aż siedmiu kolejnych goli. Napad, osłabiony dodatkowo kontuzją jednego ze swoich graczy zdołał strzelić tylko honorową bramkę, choć przyznać trzeba, że rozmiary porażki ani odrobinę nie oddają ambitnej postawy tego zespołu.

Lorenz – A.S.A 5:2

Zaplanowany jako przedostatni pojedynek pomiędzy walczącym o podium Lorenzem a przedostatnimi w stawce bordowymi rozpoczął się od zdecydowanej przewagi czerwonych. To oni objęli prowadzenie, które w kolejnych minutach podwyższyli do dwóch goli. Starali się później kontrolować przebieg gry, lecz dysponujący ogromnym potencjałem goście zdołali wydobyć się z marazmu. Stopniowo zyskiwali boiskową inicjatywę i w końcu strzelili kontaktową bramkę. Dzielnie walczyli o drugą i cel swój w końcu osiągnęli – tuż przed przerwą doprowadzili do wyrównania i sprawili, że rywalizacja o punkty zaczęła się od początku. Po zmianie stron ponownie lepiej zaczęli gracze Lorenza. Oni też ponownie objęli prowadzenie po bramce z rzutu karnego, lecz w kolejnych minutach już tak dobrze nie było. A.S.A nie mając nic do stracenia ruszyła do ataków. Grała wyśmienicie, lecz powstrzymywał ją w pojedynkę znakomicie dysponowany golkiper czerwonych. Przetrzymał nawałnicę granatowych i doczekał skutecznej kontry kolegów z zespołu, po której grało im się już znacznie lepiej. Ostatecznie gospodarze zdołali jeszcze strzelić piątego gola i zdecydowanie pokonali mających za sobą, podobnie jak Lorenz, występy w Extraklasie gości.

II LIGA D

KDWT - IBM SWG 5:0

Nie było niespodzianki w meczu otwierającym 11 serię gier II ligi D. Kroczący od zwycięstwa do zwycięstwa zespół KDWT nie dał szans IBM SWG i wygrał pewnie 5:0. Od pierwszego gwizdka sędziego do zdecydowanych ataków ruszyli gospodarze i za sprawą Dawida Witki wyszli na prowadzenie. Lider klasyfikacji strzelców huknął z rzutu wolnego, nie dając najmniejszych szans Wojciechowi Misiowi. Strzelony gol wprowadził dużo spokoju w poczynania lidera, którzy grali z polotem i raz po raz dochodzili do dobrych okazji strzeleckich. Jedną z nich wykorzystał Witko, który "przełożył" obrońcę i strzałem lewą nogą umieścił piłkę w długim rogu bramki IBM. Jeszcze przed przerwą kolejną składną akcję wykończył bardzo aktywny w tym spotkaniu Piotr Paszkiewicz, który wykorzystał podanie Marcina Niemkiewicza. Po przerwie do głosu zaczęli dochodzic goście, ale na wysokości zadania stawał Piotr Ozga. Grając na dużym luzie KDWT dołożyło kolejne trafienia. Witko zagrał z pierwszej piłki do Paszkiewicza i zrobiło się 4:0. W samej końcówce klepę z Paszkiewiczem wymienił Tomasz Jakubczyk i pewnym strzałem ustalił wynik spotkania na 5:0.

Nazwa.pl - Teva 2:5

Emocji nie zabrakło w starciu Nazwy.pl z Tevą. Było to bardzo ważne spotkania dla dolnych rejonów tabeli i zwycięsko wyszedł z niego zespół Tevy. Od początku zarysowała się przewaga gości, którzy po serii rzutów rożnych objęli prowadzenie. Dośrodkowanie Cichowlasa wykorzystał Łukasz Banaśkiewicz. Stracony gol pobudził nieco gospodarzy, którzy za sprawą Górkiewcza doprowadzili do remisu. Na twarzach zawodników Tevy widac było ogromną złośc, gdyż z przebiegu gry nie zasługiwali na stratę tego gola. Rządni szybkiego powrotu na prowadzenie ruszyli do zdecydowanych ataków, których zwieńczeniem było trafienie Artura Bułata. Po przerwie goście po kontrach stworzyli sobie kilka okazji do podwyższenia prowadzenia, ale pierwszego gola w tej części gry strzelili gospodarze. Ponownie Górkiewicz okazał się mężem opatrznościowym Nazwy i strzałem w długi róg doprowadził do wyrównania. Nie załamało to jednak dobrze dysponowanych tego dnia gości, którzy znowu zdecydowanie zaatakowali. Po jednym z fauli obrońcy gospodarzy sędzia podyktował rzut wolny, który na bramkę zamienił Bogusław Orzeł. Napastnik Tevy kilka minut później podwyższył na 4:2, a jego partner z ataku Łukasz Banaśkiewicz ustalił wynik spotkania na 5:2 dla Tevy.

Dragon - Selvita 5:0

Po pierwszej połowie zanosiło się na nie lada sensację. Grający wolno, bez elementu zaskoczenia gospodarze nie byli w stanie znaleźc sposobu na świetnie dysponowanego Dawida Miodowskiego. Goście starali się tylko bronic i nie stwarzali najmniejszego zagrożenia pod bramką Dragonu. Zdenerwowania poczynania swoimi i kolegów nie krył lider gospodarzy - Bartłomiej Wolsza, który w ostrych, żołnierskich słowach rozmawiał w przerwie ze swoimi kolegami. Ostra wymiana zdań dała zmierzony efekt, bo w drugiej połowie gra Dragonu była już o niebo lepsza. Na prowadzenie graczy w pomarańczowych strojach wyprowadził Zbigniew Olesiński. Strzelony gol napędził gospodarzy, którzy grali znacznie szybciej niż w pierwszej części gry. Ostatecznie skończyło się na 5:0, ale szczególnie za pierwszą połowę drużynie gości należą się słowa uznania.

ART BLACK - 4Football Team 3:0

Dobrą passą kontynuują zawodnicy Art Blacku. Tym razem odprawili z kwitkiem zespół 4Fotball Team i było to zwycięstwo jak najbardziej zasłużone. Wszystko zaczęło się od kuriozalnej bramki Dawida Kozłowskiego, którego dośrodkowanie zamieniło się w strzał i kompletnie zmyliło Miłosza Mikołajczyka. Goście próbowali naciskac, ale ich próby kończyły się przeważnie na linii pola karnego. Jeszcze przed przerwą kolejną składną akcję przeprowadzili gospodarze, a wykończył ją niezawodny w ostatnich tygodniach Arkadiusz Krzyszkowski. Po zmianie stron obraz gry lekko się zmienił. Mający dobry wynik gospodarze pozwolili rywalowi dłużej pograc piłką, licząc tym samym na przejęcie piłki i szybką kontrę. Kilka niezłych okazji gości zatrzymało się jednak na rękach Bartosza Kąklewskiego, który jest bardzo pewnym punktem swojej drużyny w tym sezonie i wydatnie przyczynił się do jej ostatnich sukcesów. Po jednej z kontr wynik spotkania na 3:0 ustalił Andrzej Janecki. Świetna dwójkowa akcja z Krzyszkowskim i pewny strzał do pustej bramki opuszczonej przez Mikołajczyka. Art Black pewnie pokonał 4Football Team i jest mocnym kandydatem do miejsca na podium.

Bajer Miki Kraków - Sparta 4:3

Wydarzeniem dnia był pojedynek trzeciego w tabeli Bajer Miki z wiceliderem - Spartą. Świetnie to spotkanie rozpoczęli goście, którzy już po kilku minutach prowadzili 2:0. Jakub Raj strzałem "stadiony świata" wyprowadził Spartę na prowadzenie, a po chwili na 2:0 podwyższył Maciej Kudej, wykorzystując znakomite podanie Jarosława Kamińskiego. Dwubramkowe prowadzenie wprowadziło nieco rozluźnienia w poczynania gości, z którego skrzętnie skorzystali gospodarze. Na strzał z dystansu zdecydował się Kuba Wróbel i zrobili się 1:2. Bajer naciskał dążąc do wyrównania, ale nadział się na popisową kontrę zawodników w białych strojach. Raj balansem ciała minął obrońcę, podał do Kamińskiego, któremu nie pozostało nic innego jak zapakowac piłkę do siatki. W tym momencie w grę Sparty wdał się za duży luz i jeszcze przed przerwą zrobiło się 3:3. Mateusz Przesór i Robert Nowakowski zanotowali trafienia, które pozbawiły wicelidera pewności siebie przed drugą połową. Drugie 20 minut było naprawdę znakomitym widowiskiem. Obie drużyny dążyły do zdobycia zwycięskiej bramki, nie było kalkulacji, a bramkarze raz po raz musieli popisywac się swoimi umiejętnościami. Bramkę na wagę 3 punktów powinien zdobyc Jacek Tympalski, ale za pierwszym razem minął się z piłką, a po chwili jego strzał z trudem wybronił Bartosz Spólnik. Na minutę przed końcem w obozie Bajer Miki wybuchła euforia. Dośrodkowanie Nowakowskiego na bramkę zamienił Marcin Kliś dając swojej drużynie szalenie ważne 3 punkty. Po świetnym meczu i nagłym zwrotom akcji Bajer Miki ograł Spartę 4:3 i zbliżył się niej w tabeli na 3 oczka.

Marcin Kluska

Masz pytania? Porozmawiaj Dyrektor ds. sprzedaży
i marketingu
T: +48 505 165 566 m.kluska@biznesliga.pl Zadaj pytanie

Tomasz Duda

Masz pytania? Porozmawiaj Administrator rozgrywek
Social media
Sprzedaż strojów
T: 784 338 379 | 505 200 998 t.duda@biznesliga.pl | biuro@biznesliga.pl Zadaj pytanie

Paweł Maślak

Masz pytania? Porozmawiaj Obsługa Rozgrywek
T: +48 602 497 690 info@biznesliga.pl Zadaj pytanie