I LIGA A
Apriso – Motorola 2:4
W pierwszym spotkaniu V kolejki I Ligi A swoje siły zmierzyli dwaj beniaminkowie: Apriso oraz Motorola. Przedmeczowe nastroje na pewno bardziej dopisywały drużynie gospodarzy ponieważ z 5 punktami na swoim koncie, zespół Apriso znajdował się w 'środku tabeli', podczas gdy Motorola zamykała stawkę.
Już w pierwszej akcji spotkania na prowadzenie mogli wyjść niżej notowani zawodnicy Motoroli. Jednak strzał Dariusza Wojciechowskiego okazał się minimalnie niecelny. Po przeciwnej stronie boiska swoją okazję wykorzystali gospodarze i otworzyli wynik spotkania. Jednak 'nie dowieźli' prowadzenia do przerwy. Idealne dośrodkowanie z rzutu rożnego trafiło na głowę Kamila Irzyka, który nie zmarnował swojej szansy. W drugiej odsłonie, ponownie jako pierwsi bramkę zdobyli gracze Apriso. Po tym wydarzeniu uwidoczniła się przewaga optyczna graczy Motoroli. Efektem takiej gry było zdobycie trzech bramek i niezagrożone zwycięstwo z przewagą dwóch oczek.
ERNST&YOUNG – iCar 1:8
Drugą parę rywali stworzyli Ernst&Young oraz iCar. Czarni to chyba najbardziej pechowa ekipa stawki. Bardzo rzadko zdarza się, by do zwycięstwa zabrakło jej więcej niż jednego gola. Rywale, jako spadkowicz z Kraksport Extraklasy, przed meczem zajmowali pozycję niedającą awansu do wyższej klasy rozgrywkowej. Dlatego za wszelką cenę chcieli zdobyć w punkty w starciu z ERNST&YOUNG.
Tak też uczynili. Bezapelacyjne zwycięstwo drużyny iCar nie było dziełem przypadku. Zawodnicy w żółtych koszulkach przeważali każdym elemencie piłkarskiego rzemiosła. Lepsze wyszkolenie zarówno taktyczne jak i techniczne obrazowało różnicę klas między dwoma ekipami. Świetne zawody rozegrał Dawid Wrzodek, który swoimi czterema trafieniami został katem bramkarza rywali.
Drużyna iCar po tym spotkaniu plasuje się na drugiej pozycji. Zawodników w żółtych koszulkach czeka niełatwe zadanie. Już za tydzień zmierzą się z Kompanią Piwowarską, z zespołem który również ma 'chrapkę' na awans do Kraksport Extraklasy.
Kompania Piwowarska – DiscoverCracow 3:3
Drużyny Kompani Piwowarskiej oraz DiscoverCracov stworzyły najciekawsze, a zarazem najbardziej wyrównane widowisko poniedziałkowej przygody z I ligą A. 'Emocje sięgały zenitu' a wynik do samego końca spotkania 'wisiał na włosku'.
Otwierającą bramkę zdobyli gospodarze. Jednak, w krótkim odstępie czasu, zawodnicy Discover odpowiedzieli wyrównującym trafieniem. Szczęśliwym autorem bramki został Maciej Bałaziński. Przed przerwą, goście zdobyli jeszcze jedno oczko. Sprytnie rozegrany stały fragment gry, czego skutkiem było trafienie Rafała Moryto. Krótko po zmianie stron, wszyscy obserwatorzy spotkania przecierali oczy ze zdumienia. Mariusz Kijas, niczym Zlatan Ibrahimović, zgasił piłkę 'angielką' po czym huknął z dystansu w samo okienko bramki przeciwników. Zawodnicy Kompani Piwowarskiej zdobyli jeszcze jedno trafienie, po świetnie wyprowadzonej kontrze. Gdy wynik stał się dla drużyny gospodarzy korzystny, czerwoni zdecydowali się cofnąć głębiej do obrony. Jednak nie ustrzegli się od błędów i tuż przed końcem spotkania, Michał Karwan zdobył wyrównującą bramkę.
iCar III – Rigor Mortis 2:0
W czwartym spotkaniu zmierzyły się ekipy, które znajdowały się w zupełnie innych częściach ligowej tabeli. Zawodnicy gospodarzy walczą o awans do najwyższej klasy rozgrywkowej, natomiast Rigor Mortis muszą zdobywać punkty, aby nie spaść do II ligi.
Pierwsza połowa to typowo męska, twarda gra z niewielką ilością sytuacji podbramkowych. Świetną okazję, sam na sam, zaprzepaścił Mariusz Nowakowski. Również bardzo dobrą sytuację do zdobycia bramki miał Jakub Rybicki, jednak ponownie bramkarz gospodarzy stanął na wysokości zadania. 'Niewykorzystane sytuacje lubią się mścić' – ponownie ta maksyma okazała się być prawdziwą. Jedyną bramkę w pierwszej połowie zdobyli zawodnicy iCarIII. Na strzał z dystansu zdecydował się Łukasz Wojciechowski, a bramkarz Rigor Mortis skapitulował. Po zmianie stron drugą bramkę dołożył Marek Mazurek. Gospodarze kontrolowali sytuację na boisku, mogli zdobyć jeszcze kilka bramek, lecz brakowało skuteczności.
Bank BPH – Especto 4:1
Jako ostatnie zagrały BPH i Especto. Skazywani w tym sezonie na pożarcie pomarańczowi póki co radzą sobie bardzo dzielnie i jak na razie bliżej im do podium niż spadku. Odmienne nastroje panują za to w obozie czarnych. Ci, przed meczem mieli na koncie ledwie punkt i musieli wziąć się w garść by powalczyć o coś więcej niż tylko pozostanie na tym szczeblu rozgrywek.
Bankowcy rozpoczęli spotkanie 'z wysokiego C'. Już w pierwszej akcji spotkania zdobyli bramkę dającą prowadzenie. Adam Grudzień z półwoleja uderzył w taki sposób, że piłka zanim wpadła do siatki, zdążyła odbić się jeszcze od słupka. Gracze Especto posiadali przewagę w posiadaniu piłki, zamknęli przeciwników w hokejowym zamku. Jednak bankowcy bardzo dobrze radzili sobie w obronie i raz po raz wyprowadzali kontry. Wielkie brawa należą się bramkarzowi Banku BPH, ponieważ wielokrotnie swoimi paradami ratował swoją drużynę przed utratą oczek. W wyniku tak wyśmienitej dyspozycji bramkarza gospodarzy, Especto zdobyli tylko jedną bramkę. Natomiast grający z kontry gospodarze dołożyli jeszcze trzy. Tym sposobem odnotowano wynik końcowy 4:1 na korzyść drużyny Banku BPH.
II LIGA A
Taxcare – BWI 2:11
W pierwszym meczu stawały naprzeciw siebie dwie ekipy, które jak dotąd nie odniosły jeszcze zwycięstwa. Mimo tego, oraz faktu, że przewagę jednego punktu mieli gospodarze, za faworyta uchodziła ekipa BWI. Przedmeczowe przypuszczenia szybko się sprawdziły – goście rozpoczęli bowiem spotkanie z wysokiego C. Już po pierwszej akcji sędzia podyktował rzut karny na ich korzyść, który pewnie zamienili na gola. Po chwili na ekipę Taxcare spadły dwa kolejne ciosy. Grający w „6" piłkarze gospodarzy po pierwszych pięciu minutach zmuszeni byli do odrabiania ogromnych strat. Mimo, iż po kolejnych kilku siły na boisku się wyrównały a przewaga gości nie była już tak widoczna, przed zmianą stron gospodarze ani razu nie zdołali trafić do siatki. BWI po dwudziestu minutach prowadziło za to aż 4:0 i w myślach cieszyło się już prawdopodobnie z pierwszych punktów.
Druga połowa nie przyniosła znaczącej zmiany obrazu gry. Nadal widoczna była lekka przewaga gości, którzy częściej byli przy piłce. Taxcare stwarzało co prawda sporadycznie zagrożenie pod bramką rywala, lecz niewiele z tego wynikało. Do końca spotkania zespół zdołał tylko dwukrotnie trafić do bramki BWI, podczas gdy goście po przerwie dołożyli aż siedem goli. Ich przewaga ani przez moment nie podlegała dyskusji, choć przyznać trzeba, że gdyby nie korzystne dla nich otwarcie, mecz mógł potoczyć się różnie.
VSoft – Max-meble.pl 2:0
Drugi mecz nie miał wyraźnego faworyta. Co prawda w tabeli wyżej plasowali się goście, lecz vSoft, jako drużyna z ogromnym doświadczeniem był przeciwnikiem, z którym absolutnie należało się liczyć. Czarni to rozumieli i w pierwszych minutach bali się otworzyć, starając się długo utrzymywać przy piłce i „wyczuć" rywala. Przez większą część pierwszej połowy optyczną przewagę miała ekipa Max-meble, lecz niewiele z niej wynikało. Bardzo dobrze spisywała się obrona żółtych a postawa golkipera tej ekipy dała mu ostatecznie miejsce w siódemce kolejki. Jeszcze przed gwizdkiem sędziego kończącym pierwszą odsłonę vSoft wykorzystał jedną ze swoich kontr i zaskakująco prowadził 1:0.
W drugiej połowie, podobnie jak w pierwszej, inicjatywę miała ekipa gości. W jej poczynania, wraz z upływem czasu wkradało się jednak coraz więcej nerwowości i niepotrzebnego pośpiechu. Gospodarze z kolei konsekwentnie grali swoje. Obrona nadal prezentowała się perfekcyjnie a napastnicy wciąż stwarzali potężne zagrożenie pod bramką rywala. Mimo to wynik niemal do samego końca był sprawą otwartą. Dopiero w jednej z ostatnich akcji żółci podwyższyli na 2:0 i wyleczyli dotychczasowego wicelidera z marzeń o korzystnym wyniku, samemu windując się na czwarte miejsce.
iCar II – Nidec 1:0
Skromnym zwycięstwem gospodarzy zakończył się trzeci mecz kolejki, który był ostatnią nadzieją Nidec na włączenie się do walki o miejsce na podium. ICar niemal całe spotkanie rozgrywał bez nominalnego bramkarza, lecz niezbyt przeszkadzało mu to w zachowaniu czystego konta. Ogromna w tym zasługa znakomicie grającej obrony czarno-żółtych, która nie dopuszczała w pobliże własnego pola karnego zawodników w białych koszulkach. Potrafili oni zagrozić bramce przeciwnika tylko strzałami z dystansu, lecz również z nich niewiele wynikało. Przewagę w przeciągu całej pierwszej połowy mieli gospodarze, ale długo nie potrafili zamienić jej na gola. Udało im się trafić do siatki dopiero tuż przed jej zakończeniem. Taki „gol do szatni" rozjuszył nieco gości, którzy po przerwie wyszli na murawę z silnym nastawieniem na odrobienie strat. Niestety, nie sprzyjało im szczęście. Aż trzykrotnie po ich strzałach piłka zatrzymywała się na poprzeczce bramki iCara, lecz ani razu nie wpadła do siatki. Gospodarze również nie byli jednak w stanie powiększyć swego dorobku i w efekcie przez czterdzieści minut gry zobaczyliśmy tylko jednego gola.
Kolporter – State Street I 1:5
Ostatni mecz kolejki był okazją do przełamania dla ekipy pomarańczowych. Dla niebieskich z kolei trzy oczka oznaczały wskoczenie na fotel lidera, przynajmniej do czasu rozegrania przez Lanster zaległego spotkania. Obie strony miały o co grać, więc kibice mogli tylko zacierać ręce. Niestety, przebieg starcia nieco rozczarował. Od pierwszych minut zaznaczała się bowiem wyraźna przewaga gości, którzy szybko potwierdzili ją bramkami. Wynik otworzyło trafienie z dystansu Piotra Wojtasiewicza. Już chwilę później na tablicy wyników widniało 2:0. Pomimo prób, Kolporter nie był w stanie strzelić kontaktowej bramki, w czym sporą zasługę miał, rozgrywający kolejny świetny mecz, golkiper niebieskich. Po zmianie stron sytuacja na boisku nie uległa zmianie. Nadal to State był w uderzeniu a pomarańczowi próbowali za wszelką cenę dotrzymać mu kroku. Niestety, bezskutecznie. Trzy kolejne gole gości wyleczyły rywali z myśli o pierwszym w sezonie zwycięstwie. Jedynym, na co było ich stać było honorowe trafienie niezawodnego Janusza Dziaduły.