KDWT o krok od tytułu...

I LIGA A

MPO - Napad.pl 6:2

Od samego początku lepsze wrażenie sprawiali gospodarze i to oni szybko wyszli na dwu bramkowe prowadzenie. Nieodpowiedzialne zagranie zawodnika Napadu przez środek w efekcie czego MPO wyszło z kontrą 2 na 1 i nie miało problemów z umieszczeniem piłki w siatce. Chwilę później kolejne fatalnie zachowanie gości w defensywie i Adam Pawłowski po raz drugi wpisał się na listę strzelców. MPO kontrolowało boiskowe wydarzenia, ale wystarczyła chwila nieuwagi żeby kontaktowego gola zdobył Napad. Defensorzy gospodarzy zostawili za dużo miejsca Nawrotowi, który mierzonym strzałem z "dużego palca" trafił na 2:1. Wydawało się, że tuż po przerwie MPO strzeli trzeciego gola, ale nieoczekiwanie gola zdobył Napad. Michał Boroń nie dał szans bramkarzowi i zrobiło się 2:2. Goście remisem nie cieszyli się jednak długo. Jakub Niepsuj błyskawicznie odpowiedział i wyprowadził MPO na prowadzenie. W końcówce gospodarze wykorzystali jeszcze 3 okazje i zasłużenie pokonali Napad 6:2.

ABB - State Street II 0:0

Pomimo bezbramkowego remisu starcie ABB z State Street II mogło się podobać. Zawodnicy obu ekip postawili na twardą defensywę i szukanie swoich okazji w kontratakach. Pierwsza część gry z lekkim wskazaniem na gospodarzy, którzy dłużej rozgrywali akcję, chcąc w ten sposób znaleźć lukę w defensywie rywala. Goście licząc na szybkość Michała Surmy bardzo często uruchamiali go podaniami, jednak osamotniony napastnik "pomarańczowych" nie był w stanie w pojedynkę nic wskórać. Po zmianie stron inicjatywę przejął State Street i był zdecydowanie bliższy strzelenia zwycięskiego gola. Cudów w bramce ABB dokonywał jednak Paweł Hebda, który z czystym sumieniem może czuć się największym wygranym tego spotkania. Piłkę meczową goście mieli po błyskotliwym wyjściu z kontrą. Piotr Rusin stanął przed szansą, ale na jego drodze stanął słupek. Po emocjonującym meczu ABB zremisowało ze State Street II 0:0 i chyba trzeba uznać ten wynik za sprawiedliwy.

Lorenz - Komputeo 2:1

Dobry, stojący na wysokim poziomie mecz stworzyły nam ekipy Lorenz i Komputeo. Optyczną przewagę w pierwszych minutach meczu osiągnęli goście, ale najlepszą okazję do strzelenia gola zmarnowali gospodarze. Popisowa kontra graczy w czerwonych strojach, ale Karol Boratyński trafił wprost w Jakuba Fiałkę. Chwilę później było już 0:1. Na strzał z bardzo daleka zdecydował się Łukasz Wietecha i wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie. W końcówce pierwszej części gry zdecydowanie nacisnął Lorenz, ale wybornymi interwencjami popisywał się Fiałką. Dzięki jego świetnej postawie na przerwę Komputeo schodziło prowadząc 1:0. Drugą połowę lepiej rozpoczęli "pomarańczowi". Byli oni zespołem lepszym, konstruującym ciekawe akcje i stwarzającym sobie groźniejesze okazje. Brak wykończenia sprawił, że wynik na tablicy nawet nie drgnął. Jeżeli nie strzelasz, to zapewne za chwilę stracisz. Tak było i tym razem. Karol Boratyński doprowadził do remisu, a kilka minut później Lorenz wyszedł na prowadzenie. Kapitalna akcja trójki: Boratyński, Wątor, Deryniowski na bramkę zamienia ten ostatni. Szybka strata prowadzenia podcięła gościom skrzydła i już do końcowego gwizdka nie byli w stanie odpowiedzieć. Lorenz pokonał Komputeo 2:1 i pozostaje w grze i medale.

Nafta - Hostel Deco - A.S.A. 5:4

Faworyt starcia pomiędzy liderem tabeli, a drużyną broniącą się przed spadkiem mógł być tylko jeden i pierwsze minuty wskazywały, że Nafta nie będzie miała problemów z A.S.Ą. Na prowadzenie gospodarzy ładnym strzałem wyprowadził Tomasz Wałowicz i nic nie wskazywało na to, że nagle gospodarze zaczną mieć problemy. Odpowiedź gości była natychmiastowa. To były 3 minuty, które wstrząsnęły liderem! Najpierw wyrównał Kamil Wąs, po chwili Grzegorz Bauer wyprowadził gości na prowadzenie, a po chwili było już 1:3! Tym razem na listę strzelców wpisał się Kamil Bąk i Nafta leżała na deskach. Na szczęście dla zawodników w czerwonych strojach jeszcze przed przerwą udało się strzelić kontaktowego gola i z nadzieję przystępować do drugiej części. Po zmianie stron dużą przewagę osiągnęli gospodarze, raz po raz stwarzając zagrożenie pod bramką drużyny A.S.A. Wreszcie dośrodkowanie z rzutu rożnego strzałem głową wykończył Paweł Słonina i Nafta wróciła do gry. W kolejnych minutach zdetereminowani gospodarze dążyli do zwycięstwa i cel swój osiągnęli. Słonina i Adamczyk wyprowadzili Naftę na dwubramkowe prowadzenie i stało się jasne, że gościom szalenie trudno będzie o jakiekolwiek punkty w tym spotkaniu. Na minutę przed końcem cudownie z woleja huknął Wąs, ale zdołał tylko zmniejszyć rozmiary porażki. Lider pokonał A.S.A. 5:4, ale musiał się przy tym solidnie napracować.

 

II LIGA D

Sparta – Selvita 13 : 1

Otwierające XIII kolejkę gier w II Lidze D spotkanie przebiegło zgodnie z zapowiedziami. Druga w tabeli Sparta gładko pokonała „czerwoną latarnię ligi" – Selvitę.
Niebiescy rozpoczęli pojedynek w niepełnym składzie i przez kilka początkowych minut na boisku przebywało tylko 5 zawodników gości. Skrzętnie wykorzystali to Spartanie. Gdy stan personalny obu drużyn wyrównał się, w zasadzie było już po meczu. Przed przerwą, gospodarze zdołali pokonać goalkeepera Selvity aż ośmiokrotnie, przy czym nie tracąc żadnej bramki.
Po zmianie stron wciąż stroną przeważającą byli biali, lecz ich skuteczność nie był aż tak wielka w porównaniu do pierwszej odsłony. Druga połówka przyniosła Spartanom pięć trafień. Gospodarze nie ustrzegli się jednak błędu w obronie, który skrzętnie wykorzystał Michał Brysz, dając Selvicie honorowe trafienie.
Na brawa zasługują wszyscy zawodnicy Sparty, którzy w bardzo mądry sposób rozgrywali piłkę, nie narażając się na zbędne ryzyko w wyprowadzaniu futbolówki. Jednak najjaśniejszą postacią tego spotkania był zdecydowanie Rafał Kędzior, który zaaplikował rywalom 3 trafienia.

Teva – Dragon 4:7

Drugie spotkanie bliźniaczo przypominało starcie Sparty z Selvitą. Do czasu. Dragon miał aż pięciubramkową przewagę, jednak w pewnym momencie coś w drużynie pomarańczowych przestało dobrze funkcjonować i Teva doprowadziła do stanu 5:4.
Zarówno pierwsza, jak i lwia część drugiej połówki przebiegała pod dyktando gości. Po trafieniach Bartłomieja Marony oraz Marcina Kruczka pomarańczowi schodzili na przerwę z dwubramkową zaliczką.
Tuż po gwizdku rozpoczynającym drugą odsłonę mieliśmy już 3:0. Błyskawiczną, dwójkową akcję Kruczek – Mrowca wykończył ten ostatni. Kolejna bramka to efekt świetnie wyprowadzonej kontry, zwieńczonej skutecznym uderzeniem Marcina Kruczka, który tego dnia był nie do zatrzymania. Zawodnik z numerem 3 na plecach pokonał bramkarza rywali czterokrotnie, dokładając do tego dwie asysty. Piąta bramka dla Dragona również była dziełem tego zawodnika. Po tym wydarzeniu, w szeregach pomarańczowych zagościło rozluźnienie i brak koncentracji. W przeciągu kilku minut Teva zdołała trafić do siatki rywali czterokrotnie. Jednakże marzenia gospodarzy o korzystnym wyniku bardzo szybko ukrócił Kruczek, strzelając na 6:4. Ostatnie słowo należało do Tomasza Mrowcy, który po po profesorsku wykończył sytuację sam na sam z bramkarzem przeciwników.

Bajer Miki – 4Football Team 2:3

Trzecie spotkanie czwartkowych zmagań na obiekcie przy ul. Bulwarowej to zdecydowanie najbardziej wyrównany pojedynek. Zespół Bajer Miki musiał wygrać to spotkanie by móc jeszcze realnie myśleć o awansie do wyższej klasy rozgrywkowej. Tak się jednak nie stało, chociaż zdecydowanie lepiej w to spotkanie weszli Zieloni. Dwie pierwsze bramki padły łupem gracza z numerem 15, Kuby Wróbla. Jak się potem okazało, były to ostatnie trafienia gospodarzy w tym spotkaniu. Przed przerwą, ekipa 4Football Team, za sprawą Tomasza Gardeła strzeliła kontaktową bramkę. Zawodnik ten wykazał się największym sprytem w zamieszaniu i wpakował piłkę do siatki rywali.
Druga odsłona to przede wszystkim wiele ciekawych sytuacji, w których jednak obronną ręką wychodzili bramkarze, a przede wszystkim goalkeeper Czarnych, Miłosz Mikołajczyk, który co raz popisywał się genialnymi paradami. W tej części gry strzelali tylko goście. Wyrównujący gol wpadł za sprawą świetnie rozegranego rzutu wolnego. Autorem bramki został Łukasz Bosowski. Decydującą bramkę w końcówce spotkania zdobył Tomasz Wątor. Jednakże Czarni nie mogli być pewni zwycięstwa do samego końca. Drużyna Bajer Miki zaciekle atakowała, ale swojego posterunku bronił świetnie dysponowany Mikołajczyk.

ART BLACK – IBM SWG 3:1

Zarówno ART BLACK jak i IBM reprezentują czarne barwy. W losowaniu znaczników przegrała drużyna gości. Jak się potem okazało, nie było to ich jedyna porażka czwartkowego wieczoru.
Żółte barwy zdecydowanie nie sprzyjały zawodnikom IBM, którzy jako pierwsi stracili bramkę. Tomasz Sobczyk zdecydował się na uderzenie z dalszej odległości. Doświadczony obrońca przymierzył tak dokładnie, że futbolówka zmieściła się tuż przy słupku bramki IBM. Było to jedyne trafienie w pierwszej części. Akcji z obu stron było bardzo mało, a gra toczyła się w bardzo spokojnym tempie.
Druga odsłona przyniosła nam więcej emocji. Na 2:0 trafił Dawid Kozłowski, który zdecydował się na indywidualną akcję, minął kilku obrońców i strzałem po ziemi ulokował piłkę w siatce.
Kolejna bramka to kontaktowe trafienie dla IBM. Strzał z dystansu Cezarego Górki okazał się być po za zasięgiem bramkarza gospodarzy. Nie był to koniec strzelania w tym spotkaniu. Wynik ustalił Arkadiusz Krzyszkowski. ART BLACK miał jeszcze kilka groźnych akcji, jednakże stan meczu nie zmienił się.

Nazwa.pl – KDWT 2 : 14

Rezultat tego spotkania nie mógł być inny. Lider nie dał najmniejszych szans przedostatniemu zespołowi ligowej tabeli. Od samego początku wykrystalizowała się przewaga KDWT.
Już w pierwszej minucie Dawid Witko pokonał Krzysztofa Grossa. W pierwszej połowie po
2 bramki dla ekipy gości zdobyli: Piotr Paszkiewicz oraz Paweł Stachyra. Nazwa.pl ukłuła tylko raz. Dariusz Niedzielski wykazał się nienaganną techniką – minął dwóch rywali i pokonał bramkarza czarno-pomarańczowych.
Strzelanie w drugiej połowie rozpoczął Stachyra. Zawodnik z 7 na plecach w spotkaniu z drużyną Nazwa.pl zdobył aż sześć bramek. Drugim architektem zwycięstwa był Piotr Paszkiewicz, który do czterech trafień dołożył trzy asysty. Gospodarze, podobnie jak w pierwszej części gry, pokonali bramkarza KDWT tylko raz. Dośrodkowanie z rzutu rożnego na bramkę zamienił Patryk Porabik.
Goście w drugiej odsłonie zdobyli 9 oczek, co pozwoliło wydatnie podreperować indywidualne statystki poszczególnym zawodnikom. Drużyna KDWT jak na lidera przystało, przez cały mecz dyktowała warunki. Różnica klas pomiędzy obiema ekipami była widoczna gołym okiem.

Marcin Kluska

Masz pytania? Porozmawiaj Dyrektor ds. sprzedaży
i marketingu
T: +48 505 165 566 m.kluska@biznesliga.pl Zadaj pytanie

Tomasz Duda

Masz pytania? Porozmawiaj Administrator rozgrywek
Social media
Sprzedaż strojów
T: 784 338 379 | 505 200 998 t.duda@biznesliga.pl | biuro@biznesliga.pl Zadaj pytanie

Paweł Maślak

Masz pytania? Porozmawiaj Obsługa Rozgrywek
T: +48 602 497 690 info@biznesliga.pl Zadaj pytanie