Lider YesSport I Ligi B skomplikował sobie życie...

Yessport I LIGA B

I liga B

ABB – A.S.A 6:4

W starciu z A.S.Ą dla trzeciego w tabeli ABB liczyły się tylko 3 punkty, które pozwoliłyby jeszcze wierzyć w awans do Kraksport Extraklasy. Pierwsze minuty to odważne ataki z obydwu stron, ale bramkarze nie dali się pokonać. Wreszcie składną akcję przeprowadzili gospodarze i Krystian Nawrot trafił do siatki. Stracony gol sprawił, że goście ruszyli odważniej do ataków i pod bramką ABB zaczęło się robić naprawdę groźnie. Do remisu powinien doprowadzić Grzesiek Przysiężniak, któremu piłkę jak na tacy wyłożył Aleksander Lipiński, ale w dobrej sytuacji trafił tylko w słupek. Okres przewagi udało się jednak wykorzystać. Cudowne podanie Lipińskiego wykorzystał Kamil Bąk i mieliśmy remis. Do przerwy jednak goście nie wytrzymali i stracili bramkę. Strzelcem gola okazał się Wojciech Kędziora i przy prowadzeniu ABB sędzia obwieścił koniec pierwszej połowy. Drugą część gry lepiej rozpoczęli goście. Rafał Lisowski dostał piłkę tyłem do bramki, z łatwością odwrócił się z futbolówką przy nodze i mocnym strzałem wyrównał stan meczu. Kolejne minuty upłynęły nam pod znakiem zdecydowanej dominacji gości, którą bezwzględnie wykorzystali. Hattrick Lisowskiego sprawił, że A.S.A prowadziła już 4:2, a gospodarze myślami byli chyba jeszcze w „szatni" wraz ze swoimi koleżankami, które wspierały ich w tym meczu. Jak mawiał klasyk: drużyna zareagowała pozytywnie, i podniosła się z „kolan". Na 3:4 trafił Bartłomiej Podolski, a do remisu doprowadził Łukasz Woś. W końcówce szalę zwycięstwo na swoją korzyść przechylili gospodarze, a ojcem sukcesu okazał się Krystian Nawrot, który ustrzelił hattrick. ABB po pełnym emocji spotkaniu pokonało A.S.Ę 6:4.

Nafta – Hostel Deco – State Street II 4:5

Pierwsze minuty starcia Nafty ze State Street II nie rozpieściły widzów zgromadzonych na trybunach. Mecz nie stał na wysokim poziomie, tempo było dość niskie, a sytuacji jak na lekarstwo. Wreszcie przebudził się super snajper gospodarzy – Paweł Słonina i lider objął prowadzenie. Po chwili fatalny błąd we własnym polu karnym popełnił obrońca gości, który bezwzględnie wykorzystał walczący o koronę króla strzelców Słonina. Dwubramkowy debet sprawił, że goście ruszyli do ataku i jeszcze przed przerwą za sprawą Piotra Rusina zmniejszyli straty. Tuż po zmianie stron mieliśmy już remis. Świetną kombinację całej drużyny wykończył Grzegorz Janus i goście uwierzyli, że nie taki lider straszny jak go malują. Nafta osłabiona brakiem kilku podstawowych zawodników rzuciła się do ataków i po kilku minutach znowu prowadziła. Hattrick skompletował Słonina, a na 4:2 podwyższył Michał Seweryn. „Stempel" w obu akcjach postawił Mirosław Kubic, który swoimi świetnymi zagraniami siał zamieszanie w defensywie „pomarańczowych". Goście się jednak nie załamali i nie zamierzali oddać tego meczu bez walki. Rusin golem na 4:3 dał sygnał do ataku, a po chwili było już 4:4. Świetna kontra State Street! Piłkę na własnej połowie odebrał Paweł Sugalski i nie oddał jej już nikomu. Huknął zza pola karnego pod poprzeczkę, nie do obrony dla bramkarza. Na minutę przed końcem koszmar Nafty stał się faktem. Rozgrywający świetne zawody Michał Maruszewski trafił na 5:4 i niespodzianka, jeśli nie sensacja stała się faktem. Nafta mając rywala na łopatkach nie potrafiła go dobić i słoną za swoją nonszalancję zapłaciła.

MPO Kraków – J&J Skotniki 2:3

Marzący jeszcze o mistrzowskim tytule J&J Skotniki mierzyło się z MPO i od pierwszego gwizdka sędziego zdominowało boiskowe wydarzenia. Długie rozgrywanie piłki, gra po obwodzie, wymiana pozycji, to znaki rozpoznawcze gości, którzy w każdym spotkaniu niezależnie od rywala starają się grać „swoją" piłkę. Gospodarze zamknięci we własnym polu karnym z rzadka przedostawali się za linię środkową boiska, ale gry już się przedostali to wyszli na prowadzenie. Dawid Tatar uderzył zza pola karnego i zrobiło się 1:0. Zdezorientowani goście zaczęli popełniać błędy i MPO powinno przynajmniej jeden z nich wykorzystać, ale brakowało zimnej krwi pod bramką Pawła Sekuły. Po kilku minutach goście ponownie opanowali sytuację na boisku i zaczęli stwarzać coraz groźniejsze sytuacje. Wreszcie na strzał z dystansu zdecydował się Rafał Staśko i Paweł Tatar zmuszony był wyjąć piłkę z siatki. Zmiana stron nie przyniosła zmiany boiskowej sytuacji. Dalej w zdecydowanej ofensywie było J&J, ale klarownych okazji było jak na lekarstwo. Zawodnicy w białych koszulkach często decydowali się na strzały z dystansu, ale Tatar spisywał się bez zarzutu, większość piłek parując na rzut rożny. Wreszcie goście się przełamali i za sprawą Norberta Szczypczyka wyszli na prowadzenie. Ozdobą meczu było trafienie na 1:3. CU-DO-WNA „klepa" Szczypczyka z Grzegorzem Knotkiem, piłka trafia do nieobstawionego Jakuba Giermka, który nie daje szans bramkarzowi. W końcówce rozmiary porażki zmniejszył jeszcze Rafał Rutkowski i J&J Skotniki pokonało MPO Kraków 3:2.

KOMPUTEO – Napad.pl 7:3

Gdy w pierwszej minucie meczu z KOMPUTEO do siatki trafił Mariusz Nawrot nic nie wskazywało na tak dotkliwą i wyraźną porażkę Napadu. Goście z prowadzenia cieszyli się tylko chwilę, bo bardzo szybko do wyrównania doprowadził Drechny. Gospodarze z minuty na minutę zaczęli uzyskiwać zdecydowaną przewagę, ale nie potrafili udokumentować jej gole. Dwie świetne okazje zaprzepaścił Adam Rogala, który dwukrotnie przegrał pojedynek z bramkarzem Napadu. Gdy wydawało się, że pierwsza część gry zakończy się remisem Drechny cudownie przymierzył z rzutu wolnego i „pomarańczowi" schodzili do „szatni" przy prowadzeniu 2:1. Drugie 20 minut to zdecydowana dominacja KOMPUTEO. Na 3:1 mierzonym strzałem, obok interweniującego bramkarza podwyższył Łukasz Wietecha, a po chwili było już 4:1, a strzelcem gola okazał się Rogala. Napad co prawda odpowiedział golem Nawrota, ale przewaga gospodarzy była zdecydowana. Kombinacyjne akcje, w szybkim tempie, naprawdę z przyjemnością oglądało się tego wieczora KOMPUTEO. Na 5:2 po szybkiej kontrze trafił Konrad Nowakowicz. Znowu odpowiedział Nawrot, ale w końcówce kolejne dwa gole zdobyli gospodarze i bezapelacyjnie pokonali Napad 7:3.

II LIGA D

Teva – Selvita 8-0

Zmagania w II Lidze D rozpoczęliśmy od pojedynku Tevy z Selvitą. Goście z pewnością chcieli przełamać swoją złą passę i zdobyć pierwsze punkty. Tak się jednak nie stało, Teva bardzo pewnie zwyciężyła.
Gospodarze przejęli inicjatywę i to oni posiadali przewagę w posiadaniu piłki. Początkowo zawodziła skuteczność. Jednak pierwsza bramka zdecydowanie rozluźniła napastników Tevy, którzy w kolejnych sytuacjach nie zawodzili. Dwie pierwsze bramki, strzelone przez Orła i Banaśkiewicza wpadły do siatki w odstępie kilkunastu sekund. Wynik spotkania uderzeniem z półwoleja podwyższył Dawid Augustyn. W pierwszej części gry, Teva zdobyła jeszcze jedno oczko. Dobre podanie Kacpra Cichowlasa na bramkę zamienił Orzeł.
W drugiej połowie gospodarze również zdobyli cztery bramki. Strzelanie w tej odsłonie rozpoczął Augustyn, który dobił strzał kolegi. Selvita generalnie nie zagrażała rywalom. Najlepsza okazja dla tej drużyny to niewykorzystany rzut karny. Ta sytuacja zemściła się. Szóstą bramkę dla Tevy, uderzeniem z dystansu zdobył Marcin Urbański. Na 7:0 trafił Orzeł, który tym sposobem ustrzelił hat-tricka. Kanonadę zakończył kapitan Tevy, Łukasz Niepsuj.

Sparta – IBM 3-2

Spartanie nie mogli pogubić punktów jeśli wciąż jeszcze marzyli o mistrzostwie. Koniecznością było zdobycie pełnej puli. Tak też się stało, jednak nie przyszło to łatwo.
Drużyna IBM lepiej weszła w to spotkania. Czarni przeważali, a ich główną bronią były uderzenia z dystansu. Po dłuższym okresie niemocy strzeleckiej, padła upragniona, premierowa bramka. Autorem trafienia został Marcin Pacult.
W drugiej części gry obserwowaliśmy więcej goli. Sparta wyrównała z rzutu karnego, który pewnie wyegzekwował Piotr Wojciechowski. Goście wyszli po raz drugi na prowadzenie. Wykorzystali grę w przewadze, po żółtej kartce dla jednego z graczy w białych koszulkach. Jednak Sparta po raz kolejny wyrównała. Cenną bramkę zdobył Wojciechowski. „Szóstka" w ekipie Sparty całkowicie pogrążyła Czarnych. Jego trzecia bramka dała trzy punkty ekipie Spartan. Dzięki temu zwycięstwu, marzenia Białych o pierwszej lokacie mają wciąż rację bytu, przynajmniej do przyszłego tygodnia.

Nazwa.pl – Art Black 2-6

Bijąca się o trzecią lokatę w ligowej tabeli drużyna Art Black pewnie pokonała przedostatnią ekipę – Nazwa.pl. W pierwszej odsłonie bramki nie padły. Czarni dominowali, mieli więcej z gry, jednak na posterunku stał niezawodny Krzysztof Gross.
Druga połowa zaczęła się od niespodziewanego trafienia gospodarzy. Potem do głosu doszli czarni, którzy zaaplikowali rywalom łącznie sześć bramek. Nazwa.pl zdobyła w międzyczasie jeszcze jedną bramkę. Po raz drugi na listę strzelców wpisał się Filip Górkiewicz. Wiodąca postacią w ekipie gości był Arkadiusz Krzyszkowski, który był zdecydowanie najlepszym zawodnikiem na murawie. Trzy strzelone bramki oraz trzy dołożone asysty przez tego zawodnika wydatnie wpłynęły na końcowy wynik spotkania. Dla czarnych trafiali również: Wiśniewski, Witaszek, Olszewski. Większość bramek zdobywanych przez gości była bardzo podobna. Krótkie, szybkie podania kompletnie dezorientowały rywali, co stwarzało bardzo dobre okazje zawodnikom drużyny Art Black.

4Football Team – Dragon 1:5

Obie drużyny dzielił jeden punkt w ligowej tabeli, dlatego mogliśmy się spodziewać bardzo wyrównanego widowiska. Akcje 4Football Team spadły jeszcze przed pierwszym gwizdkiem sędziego, ponieważ Czarni zaczęli w sześcioosobowym składzie. Przewagę wykorzystali zawodnicy Dragona. Lider drużyny, Tomasz Mrowca spożytkował dobre podanie z głębi pola i strzałem po długim rogu otworzył wynik spotkania.
Niedługo po tym wydarzeniu, stan personalny obu drużyn wyrównał się, co automatycznie zwiększało szanse Czarnych. To właśnie oni strzelili kolejną bramkę. Marcin Tomeczek doprowadził do wyrównania.
W drugiej części gry przewagę uzyskali pomarańczowi. Bramkę dającą prowadzenie zdobył Marcin Kruczek. Podwyższył niezawodny Mrowca, umieszczając futbolówkę między nogami bramkarza. Czarni stwarzali groźne okazje, jednak tego dnia bramkarza Dragona, Andrzej Kwinta był wspaniale dysponowany. Goalkeeper pomarańczowych wielokrotnie ratował skórę swoim kolegom.
Na 4:1 strzałem z główki trafił Bartłomiej Marona, a strzelanie zakończył Mrowca.

Bajer Miki Kraków – KDWT 1-5

Już przed spotkaniem zawodnicy KDWT wiedzieli, że z otwarciem szampanów trzeba będzie czekać jeszcze przynajmniej tydzień. Pomarańczowo – czarni nie zawiedli i zdobyli komplet punktów w starciu z Bajer Miki.
Początkowa faza spotkania to otwarta gra z obu stron, które postawiły na ataku. Owocem takich poczynań było kilka ciekawych sytuacji podbramkowych zarówna dla Bajer Miki jak i KDWT. Jednak bardzo dobrze spisywali się bramkarze i do przerwy nie oglądaliśmy bramek.
Strzelanie zaczęło się dopiero w drugiej odsłonie. Worek z bramkami otworzył Dawid Witko po podaniu Marcina Ziemkiewicza. Zieloni dość szybko doprowadzili do wyrównania, ale jak się potem okazało było to ich jedyne trafienie. Natomiast goście szaleli w ofensywie. Drużynę KDWT na prowadzenie wyprowadził Piotr Paszkiewicz. Kolejne dwie bramki padły w bardzo krótkim odstępie czasu, a ich autorami zostali: po raz drugi Paszkiewicz i Rober Fudala. Wynik spotkania, na 20 sekund przed końcem, pewnym strzałem ustalił Witko.

Marcin Kluska

Masz pytania? Porozmawiaj Dyrektor ds. sprzedaży
i marketingu
T: +48 505 165 566 m.kluska@biznesliga.pl Zadaj pytanie

Tomasz Duda

Masz pytania? Porozmawiaj Administrator rozgrywek
Social media
Sprzedaż strojów
T: 784 338 379 | 505 200 998 t.duda@biznesliga.pl | biuro@biznesliga.pl Zadaj pytanie

Paweł Maślak

Masz pytania? Porozmawiaj Obsługa Rozgrywek
T: +48 602 497 690 info@biznesliga.pl Zadaj pytanie