Auchan Bonarka
Przebieg sezonu: Rzut oka na wykres pozycji zespołu czerwonych mówi wszystko. Od pierwszej do ostatniej kolejki okupowali oni ostatnią lokatę, gromadząc w całym sezonie zaledwie cztery punkty. Ekipa ewidentnie odstawała od pozostałych drużyn, na co przełożyły się m.in. kłopoty kadrowe i brak tak ważnej już na tym szczeblu stabilizacji składu. Teraz pora na proces odbudowy na boiskach II ligi.
Najlepszy mecz: Jedyny wygrany – w ostatniej kolejce z InPostem. Czarni to uznana marka, która w zakończonym właśnie sezonie przez chwilę liczyła się nawet w grze o awans do Kraksport Extraklasy. Auchan na pożegnanie z I ligą potrafił jednak wznieść się na wyżyny i wypunktować przeciwnika po bardzo dobrym meczu.
Największa niespodzianka: Ostatnie miejsce w tabeli. W poprzednim sezonie Auchan zdołał wygrać aż sześć spotkań, parokrotnie prezentując się z naprawdę dobrej strony. W tym jednak czerwoni byli cieniem samych siebie. Co prawda zdarzały im się przyzwoite (pomimo porażek) mecze, lecz do formy z debiutanckich gier w I lidze nie udało się nawiązać. A szkoda, bowiem przed sezonem to właśnie w tej ekipie niektórzy upatrywali kandydata na mogącego namieszać „czarnego konia”.
Gwiazda: Bramkarz zespołu, Łukasz Tarnowski. Co prawda aż 142 stracone przez Auchan gole nie do końca bronią tego wyboru, lecz każdy kto widział w akcji tego zawodnika zgodzi się chyba, że był najmocniejszym punktem drużyny. Jego postawa w rewanżowym spotkaniu z Fideltronikiem (1:10) była wręcz olśniewająca. Gdyby nie on, czerwoni przegraliby najprawdopodobniej różnicą nie dziewięciu a dziewiętnastu goli.
Lorenz
Przebieg sezonu: Czerwoni, po całkiem przyzwoitym poprzednim sezonie tym razem ponownie mieli liczyć się w walce o awans. Niestety, brak kilku ważnych w poprzednich rozgrywkach ogniw drużyny nie pozwoliło na nawiązanie walki o czołowe lokaty. Lorenz długo nie mógł złapać właściwego rytmu, będąc do spółki z Auchan zdecydowanie najsłabszą ekipą ligi. Kiedy już jednak się rozkręcił, punkty zaczął zdobywać seriami. Niestety, przebudzenie nastąpiło zbyt późno i pomimo tego, że do gwarantującego utrzymanie miejsca zespół stracił tylko cztery oczka, żegna się z ligą zajmując przedostatnią lokatę.
Najlepszy mecz: Zwycięstwo w XII kolejce nad zespołem Kraków Airport Taxi. Mistrzowie przystępowali do pojedynku z czerwonymi pewni swego i spokojni o komplet punktów. Boiskowa postawa Lorenza mocno ich jednak zaskoczyła. Świetna i odważna gra tej drużyny od pierwszej minuty szybko przyniosły bramkowe efekty. To pozwoliło uwierzyć jej we własne możliwości i pewnie zwyciężyć, strzelając aż sześć bramek i tracąc cztery.
Największa niespodzianka: Spadek. Jeszcze dwa sezony temu Lorenz walczył w Kraksport Extraklasie. Teraz z kolei żegna się z I ligą, mimo iż zgromadził aż 20 punktów. To, że ekipa zajęła dopiero dziewiątą pozycję jest w dużej mierze pokłosiem słabej pierwszej części sezonu. Po raz pierwszy czerwoni wygrali bowiem dopiero w XII kolejce i to z outsiderem – Auchan Bonarka.
Gwiazda: Piotr Wątor. 9 goli i 8 asyst tego piłkarza to najlepszy wynik z wszystkich zawodników Lorenza. Pod nieobecność najlepszego w tamtym sezonie Kamila Białko to właśnie Wątor nadawał ton poczynaniom ekipy. Czerwoni muszą jednak chyba rozejrzeć się za snajperem. Wyróżniony gracz to piłkarz uniwersalny, lecz z pewnością nie typowy egzekutor, którego ekipie brakuje.
Bank BPH
Przebieg sezonu: Oglądając pomarańczowych na murawie trudno było odnieść wrażenie, że w akcji widzimy jedną ze słabszych drużyn ligi. BPH bowiem niejednokrotnie potrafiło zagrać bardzo dobre spotkanie i zawiesić przeciwnikom poprzeczkę niezwykle wysoko. Tabela jednak nie kłamie: 21 oczek pozwoliło na zajęcie dopiero ósmej pozycji, co oznacza spadek z ligi.
Najlepszy mecz: Wygrana z J&J Skotniki w X kolejce. Zajmujący wtedy ósmą lokatę pomarańczowi mierzyli się z liderem. Liderem, który zanotował do tamtej pory tylko dwie porażki. Jedną z nich jednak w spotkaniu otwarcia z... BPH. Bankowcy potwierdzili, że mają skuteczny patent na czołową drużynę sezonu i wygrali 4:2. Szybkie ataki od pierwszych minut sprawiły, że ekipa objęła dwubramkowe prowadzenie, którego do samego końca już nie oddała.
Największa niespodzianka: Problemy w ofensywie. Po odejściu z zespołu prawdziwej gwiazdy, Łukasza Grędy okazało się, że BPH ma kłopot ze zdobywaniem goli. W całym sezonie strzeliło ich 44, co jest, nie licząc Auchana, najsłabszym wynikiem w całej lidze. W dużej mierze to właśnie dramatyczne obniżenie względem poprzednich rozgrywek skuteczności jest powodem tak niskiej pozycji. Aż trzydzieści strzelonych goli mniej to na pewno nie przypadek.
Gwiazda: Adam Grudzień. Jeden z najbardziej doświadczonych graczy zespołu okazał się być tym, który na swoje barki pod nieobecność Grędy wziął strzelanie goli. Szło mu to nieźle – 11 trafień, czyli dokładnie 1/4 dorobku całej drużyny to wynik bardzo przyzwoity. Widać jednak, że ten piłkarz to nie typowy egzekutor, a zawodnik, który lubi też rozegrać piłkę. Dlatego mimo wszystko, chcąc wrócić na zaplecze Kraksport Extraklasy, BPH musi rozejrzeć się za snajperem.
Ernst&Young
Przebieg sezonu: Czarni zaczęli sezon całkiem udanie. Bardzo przyzwoita gra i odnoszone zwycięstwa pozwoliły drużynie plasować się w ścisłej ligowej czołówce i do mniej więcej połowy rozgrywek pozostawać w grze o awans. Druga część to jednak nieco słabsza gra ekipy i w końcówce rozpaczliwa walka o utrzymanie, którą ostatecznie, na skutek remisu w ostatnim meczu była walką przegraną.
Najlepszy mecz: Zwycięstwo w III kolejce z Especto. Były wątpliwości, czy za najlepszy pojedynek drużyny nie uznać przegranego pojedynku z XIV kolejki, kiedy to przeciwnikiem czarnych było J&J Skotniki. Ernst przegrywał już 0:3, lecz zdołał doprowadzić do remisu i choć ostatecznie przegrał, pozostawił po sobie świetne wrażenie. Ostatecznie jednak wyżej cenić trzeba zwycięstwo nad trzecim zespołem stawki, które po równie ciężkim boju zakończyło się triumfem 5:4.
Największa niespodzianka: Miejsce w tabeli. Podobnie jak w przypadku BPH, pozycja w stawce nieco rozmija się z tym, co widzieliśmy na boisku. Ernst bowiem grał bardzo ładną dla oka, ofensywną piłkę, czego dowodem są aż72 strzelone przez niego bramki. Miał jednak problem z przechyleniem szali zwycięstwa na swoją stronę – aż pięciokrotnie bowiem remisował i gdyby zamiast dzielić się punktami w każdym z tych starć był górą, kończyłby na czwartej pozycji.
Gwiazda: Michał Durak. To sytuacja bez precedensu, że król strzelców jest graczem dopiero siódmej ekipy tabeli. 30 goli tego piłkarza mówi jednak samo za siebie. Durak ma za sobą kolejny bardzo udany sezon, w którym nadaje ton poczynaniom Ernst&Young. 16 asyst piłkarza oznacza, że swój udział miał on w dokładnie 63% bramek zespołu.
Rigor Mortis
Przebieg sezonu: Rigor rzutem na taśmę utrzymał się w I lidze, choć przez niemal połowę sezonu był pod kreską. Zaczął bardzo dobrze, od wygranych, które pozwoliły mu na zajmowanie przez trzy pierwsze tygodnie drugiej pozycji. Później już tak kolorowo nie było, lecz walka do samego końca i wykorzystanie potknięcia Ernst&Young pozwoliło ekipie wyprzedzić czarnych o punkt i cieszyć się tym samym z pozostania w lidze, co oznacza uratowanie sezonu.
Najlepszy mecz: Choć przegrany 1:2, to właśnie pojedynek Rigor z Kraków Airport Taxi z XIV kolejki najbardziej zapisał się nam w pamięci. Skazywani na pożarcie pomarańczowi walczyli bardzo dzielnie i choć stracili jako pierwsi bramkę, zdołali zdobyć wyrównującego gola. Po nim to oni właśnie byli stroną lepszą i choć biali zdołali przechylić w samej końcówce szalę zwycięstwa na swoją korzyść, nie było to, obserwując starcie z boku, rozstrzygnięcie zbyt sprawiedliwe.
Największa niespodzianka: Dopiero szósta pozycja. W poprzednich dwóch sezonach Rigor do samego niemal końca liczył się w walce o awans do Kraksport Extraklasy. Tym razem zaś dość szybko wypadł z gry o najwyższe cele i przyszło mu przyzwyczaić się do nowej rzeczywistości – gry o pozostanie w lidze. Szczęśliwie dość, gry zwycięskiej, choć taki a nie inny obrót spraw powinien być dla ekipy Macieja Łabęckiego ważną lekcją.
Gwiazda: Bartosz Łabęcki. Co prawda w stosunku do poprzedniego sezonu piłkarz ten, podobnie zresztą jak cała jego ekipa zanotował lekki regres, lecz 19 strzelonych przez niego goli i tak zasługuje na uwagę. To przecież więcej niż 1/3 z wszystkich trafień drużyny. Miejmy nadzieję, że w kolejnych rozgrywkach nawiąże on do wcześniejszych sezonów i ponownie stanie się jednym z trzech najskuteczniejszych graczy ligi.
InPost
Przebieg sezonu: Po pierwszej, niezbyt dla czarnych udanej części sezonu mało kto stawiał chyba na to, że InPost jest w stanie namieszać w lidze. Niespodziewanie jednak pod koniec pierwszej rundy ekipa stanęła przed szansą włączenia się do walki o awans. Strata punktowa do czołowych lokat była bowiem niewielka. Zespół nie był jednak w stanie wytrzymać trudów sezonu. Kilka wpadek i słabsza dyspozycja sprawiły, że skończył na piątej pozycji.
Najlepszy mecz: Nie mecz a właściwie dwumecz z Kraków Airport Taxi. Czarni pokazali, że mają patent na mistrzów i potrafili dwukrotnie ich pokonać. Najpierw, co było kompletnym zaskoczeniem, w II kolejce aż 7:1 po bardzo odważnej grze. W rundzie rewanżowej już tyle goli nie padło. 3:0 to jednak i tak wynik, który nie pozostawia złudzeń kto był w tym starciu lepszy. Szkoda tylko, że takiej dyspozycji drużyna nie potrafiła przełożyć na wszystkie spotkania...
Największa niespodzianka: Aż osiem porażek w sezonie. Po zespole, który dwukrotnie okazuje się znacznie lepszy niż triumfator rozgrywek można oczekiwać czegoś więcej. Tymczasem blisko połowę meczy InPost przegrał. Były to jednak w większości przypadków porażki nieznaczne, różnicą jednego lub dwóch goli, co pokazuje, jak waleczną ekipą byli czarni. Z resztą, liczba kartek w zespole (9 żółtych, 1 czerwona) mówi sama za siebie.
Gwiazda: Piotr Wrona i Adam Gawlik. Obaj piłkarze strzelili po 16 goli, dające im szóste miejsce w klasyfikacji najskuteczniejszych graczy ligi. To właśnie wokół nich InPost powinien budować zespół, który w kolejnym sezonie powalczy o awans. Te rozgrywki pokazały bowiem, że jest on absolutnie w zasięgu.
J&J Skotniki
Przebieg sezonu: Biali przystępowali do rozgrywek z jasnym celem – awansu. Choć spisywali się nieźle, przez osiem tygodni plasując się na miejscu dającym prawo gry w Kraksport Extraklasie, ostatecznie musieli obejść się smakiem i na skutek słabszej końcówki finiszują dopiero na czwartej pozycji, będącej wynikiem gorszym niż ten z poprzedniego, debiutanckiego w I lidze sezonu, kiedy to udało im zmieścić się na podium, zajmując trzecią pozycję.
Najlepszy mecz: Zwycięstwo w VIII kolejce nad triumfatorem rozgrywek, Kraków Airport Taxi. Trzy oczka wywalczone w starciu z mistrzem muszą budzić uznanie, tym bardziej że wywalczone zostały po naprawdę ciężkim boju, w którym sędzia pokazał aż pięć żółtych kartek. Dzięki tej wygranej J&J zbliżył się do swojego przeciwnika na zaledwie dwa punkty i stał się realnym kandydatem do mistrzostwa.
Największa niespodzianka: Brak miejsca przynajmniej na podium. Przed startem rozgrywek w ciemno można było stawiać, że karty rozdawać w nich będą Airport Taxi, Especto i właśnie J&J. Do walki gigantów wtrącił się jednak także Fideltronik i to na tyle skutecznie, że zepchnął jednego z nich z podium. Padło właśnie na ekipę ze Skotnik, która do pierwszej trójki straciła jednak tylko trzy punkty.
Gwiazda: Paweł Sekuła. Choć trzeba przyznać, że w tej grupie brakowało akurat jakiejś wybitnie szczelnej defensywy, to właśnie golkiper J&J był w zespole tym, którego należy wyróżnić. Jeden z najlepszych bramkarzy ligi doskonale kierował swoim blokiem obronnym, czego efektem była najmniejsza liczba straconych bramek spośród wszystkich ekip – 50.
Especto
Przebieg sezonu: Spadkowicz z Kraksport Extraklasy zaczął bardzo dobrze – przez prawie dwa miesiące nie opuszczał miejsca na podium. W środku sezonu przyszło jednak lekkie załamanie formy, przez które ekipa spadła na dopiero piątą lokatę. Szczęśliwie dla siebie w porę odzyskała rezon i ponownie zaczęła wygrywać, dzięki czemu w samej końcówce odzyskała miejsce w pierwszej trójce, które obiektywnie patrząc jak najbardziej jej się należało.
Najlepszy mecz: Zwycięstwo na inaugurację rozgrywek z Fideltronikiem 4:2. Biali nie jawili się przed sezonem jako faworyt do awansu, lecz już pierwszy mecz sezonu pokazał ich wysokie aspiracje. Aspiracje, które jednak na jakiś czas stłumili czarni, odnosząc po trudnym, lecz stojącym na bardzo wysokim poziomie spotkaniu zasłużone zwycięstwo. Całkiem niechcący Especto udzieliło chyba przy tym przeciwnikowi lekcji skutecznej gry, bowiem od spotkania ze spadkowiczem z Kraksport Extraklasy biali spisywali się coraz lepiej.
Największa niespodzianka: Aż sześć porażek. Od ekipy, która spada do I ligi z Kraksport Extraklasy oczekiwać należy z automatu, że będzie jedną z najsilniejszych w lidze. Especto te oczekiwania spełniło, lecz fakt, że aż sześć razy (czyli w co trzecim spotkaniu) schodziło z boiska pokonane, jest dość zaskakujący i tylko potwierdza, jak wyrównany poziom prezentowały wszystkie zespoły grupy A.
Gwiazda: Dariusz Szewczyk. Kolejny bardzo dobry golkiper w lidze. To głównie dzięki niemu Especto straciło tylko 5 bramek, co jest trzecim pod tym względem najlepszym wynikiem w lidze. To dobry znak. Posiadanie w składzie solidnego bramkarza to przecież podstawa do sukcesów całego zespołu, co zapewne Especto potwierdzi już w kolejnych rozgrywkach.
Fideltronik
Przebieg sezonu: Niby nikt na nich nie stawiał i nikt nie liczył, że mogą walczyć o coś więcej niż utrzymanie. Kiedy jednak faworyci do gry o awans gubili gdzieś po drodze punkty, biali spokojnie inkasowali kolejne oczka i pięli się w górę. Nim wielcy ligi połapali się w sytuacji, było już za późno – Fideltronik wypracował sobie taką przewagę, że jego miejsce w pierwszej dwójce stało się niemal pewnikiem. Piłkarzom ekipy szkoda tylko zapewne straconego w ostatniej chwili mistrzostwa, o którym przesądził... jeden gol.
Najlepszy mecz: Zwycięstwo w XII kolejce nad J&J Skotniki. Spotkanie na szczycie ligi było wielką wojną nerwów, z której zwycięsko wyszli piłkarze Fideltronika. Zwycięstwo pozwoliło im przeskoczyć przeciwnika w tabeli i po raz pierwszy w sezonie zasiąść w fotelu lidera rozgrywek, który oddali dopiero po ostatniej serii gier.
Największa niespodzianka: Za taką wypadałoby uznać w ogóle obecność Fideltronika na drugim stopniu podium, ale... Zespół przed ostatnią kolejką liderował i miał trzy oczka przewagi nad plasującą się za nim ekipą Kraków Airport Taxi z którą mierzyć się miał w kończącym sezon starciu. Dodatkowo, pierwsze spotkanie obu drużyn sklasyfikowane zostało jako walkower na korzyść opisywanego zespołu co oznacza, że w rewanżu dopiero zwycięstwo 5:0 dawało mistrzowski tytuł drużynie taksówkarzy. Wydawało się wręcz nieprawdopodobne, by Fideltronik roztrwonił taką przewagę. Nieprawdopodobne... a jednak tak właśnie się stało.
Gwiazda: Bartłomiej Podolecki. Po raz kolejny to właśnie ten zawodnik okazał się być najjaśniejszym punktem drużyny i prawdziwym architektem drugiego miejsca. Niejednokrotnie w pojedynkę przesądzał on o losach meczów a w całym sezonie zdobył aż 26 bramek. Nie można jednak nie wspomnieć również o Adrianie Kolano, który zanotował w sezonie aż 22 asysty i był najczęściej spośród wszystkich piłkarzy ligi wybierany do siódemki kolejki.
Kraków Airport Taxi
Przebieg sezonu: W zasadzie wszystko, co po drodze działo się z zespołem Airport Taxi jest nieistotne, jeśli zna się okoliczności wywalczenia przez niego mistrzowskiego tytułu w ostatnim spotkaniu (patrz wyżej). Nie ma bowiem wątpliwości – takich wyczynów dokonują tylko najwięksi a każdy, kto oglądał rewanżowe spotkanie z Fideltronikiem i widział szał radości kibiców zespołu po zdobytym w samej końcówce piątym golu na pewno zapamięta ten moment na długo.
Najlepszy mecz: Ostatnie w sezonie spotkanie, właśnie z Fideltronikiem. Zdarzało się białym wygrywać wyżej i mierzyć chyba z bardziej wymagającymi rywalami, lecz ten pojedynek był szczególny. Rywale wyszli na murawę z jednym założeniem – przegrać różnicą mniej niż pięciu goli, co da im mistrzowski tytuł. Nawałnica Airportu ruszyła na nich jednak z takim impetem, że nie byli w stanie zbyt długo się bronić. Mimo to, do niemal samego końca starcia zdołali utrzymać wynik 0:4, lecz wtedy geniusz Kamila Piórkowskiego dał ekipie taksówkarzy to, o czym marzyła.
Największa niespodzianka: Okoliczności wywalczenia tytułu. Przed startem sezonu wydawało się, że choć kandydatów do awansu będzie kilku, to właśnie białym należy dawać największe szanse na mistrzostwo. W połowie sezonu ci jednak mocno się pogubili i musieli gonić czołówkę. Nawet gdy już to udało się zrobić, pozostawała jeszcze jedna przeszkoda – Fideltronik. A scenariusza, w jakim Airport się z nim upora nie przewidział z pewnością nikt.
Gwiazda: Kamil Piórkowski. Drugi najskuteczniejszy napastnik ligi, z 26 bramkami na koncie, który w pamięci kibiców Airportu zapisał się zwłaszcza swoim ostatnim w sezonie golem – na 5:0 w ostatnich minutach spotkania z Fideltronikiem. Piłkarz ten był również najlepszym asystentem zespołu, co tylko potwierdza, jak ważny był jej ogniwem.