I LIGA B
MPO – Napad.pl 0:6
Spotkanie pomiędzy dwoma ekipami w niebieskich strojach zapowiadało się jako bardzo ciekawe i dość wyrównane. Niestety, boisko brutalnie zweryfikowało takie założenia. Już pierwsza akcja meczu, błąd defensywy gospodarzy i gol dla Napadu pokazały, że to jednak goście mogą dość szybko rozstrzygnąć pojedynek na swoją korzyść. I rzeczywiście, niedługo później goście podwyższyli prowadzenie do dwóch goli i zaczęli po prostu kontrolować przebieg gry. Jeszcze przed przerwą trafili po raz trzeci a MPO, mimo paru znakomitych okazji w końcówce pierwszej części gry nie zdołało strzelić kontaktowego gola. Także i po zmianie stron obraz gry wyglądał podobnie: to goście byli w natarciu i prowadzili grę, podczas gdy gospodarze starali się odpowiadać kontrami. Próby przejęcia inicjatywy nie udawały się im, głównie ze względu na nerwowość i rosnącą frustrację. Druga połowa przyniosła Napadowi kolejne, zdobyte w samej niemal końcówce, trzy bramki i w efekcie niezwykle wysokie zwycięstwo. Zwycięstwo, dodajmy, w pełni zasłużone.
ABB – State Street II 2:1
Drugi mecz wieczoru był pojedynkiem ekip, które za wszelką cenę potrzebowały punktów. Gospodarze, by nie stracić kontaktu z czołówką, goście zaś by wreszcie odbić się od dna. Pierwsze minuty nie zwiastowały wielkich emocji. Delikatną przewagę mieli pomarańczowi, lecz niewiele z niej wynikało. Nie potrafili oni skierować piłki do siatki mimo kilku bardzo dobrych okazji. Po pewnym czasie spotkanie się wyrównało – także i ABB zaczęło zagrażać rywalowi i to właśnie ono, po dość kuriozalnym golu zdobytym w ogromnym zamieszaniu wyszło na prowadzenie. Miało to jednak miejsce dopiero po przerwie – pierwsza część gry nie przyniosła bowiem goli. Po stracie bramki State ponownie odzyskało animusz i próbowało zaatakować, lecz biali skutecznie gości pokarali – po rzucie rożnym strzelili swojego drugiego gola. Od tej pory grało się im znacznie łatwiej. Mogli ograniczyć się do obrony i kontrolować przebieg gry, co z sukcesem udawało się im czynić prawie do samego końca meczu. Na kilka minut przed jego końcem pomarańczowi strzelili kontaktowego gola, lecz było to wszystko, na co było ich stać. Ostatecznie uznać musieli wyższość rywala i po raz kolejny w tym sezonie schodzili z murawy pokonani.
Lorenz – Komputeo 2:1
Trzecie spotkanie wieczoru zakończyło się identycznym rezultatem co drugie. Jego ciężar gatunkowy był jednak znacznie większy – obie ekipy walczyły o miejsce w ścisłej czołówce i zyskanie cennej przewagi nad bezpośrednim rywalem. Pierwsza część meczu upłynęła głównie pod znakiem świetnej postawy bramkarzy obu stron. Parokrotnie ratowali oni swoje drużyny przed stratą bramki, lecz wobec dużej liczby dogodnych sytuacji z obu stron jasne było, że któryś z nich w końcu skapituluje. Padło na golkipera gości, który po około 10 minutach gry zmuszony był wyciągnąć piłkę z siatki. To nie złamało jednak Komputeo. Pomarańczowi starali się jak najszybciej odrobić stratę i swój cel osiągnęli, w dodatku jeszcze przed przerwą. W drugiej połowie wszystko zacząć się miało od początku...
Zmiana stron nie przyniosła zmiany także w obrazie gry. Oglądaliśmy niezwykle zacięte spotkanie, w którym nie brakowało twardej walki ani sędziowskich kontrowersji. Wynik do samego niemal końca był sprawą otwartą i nawet kiedy na 6 minut przed końcem swoją drugą bramkę strzelił Lorenz, do samego końca nie mógł być pewny trzech oczek. Ostatecznie jednak udało mu się obronić przed naporem gości i w efekcie mógł cieszyć się z dającej mu trzecią lokatę wygranej.
Apla – J&J Skotniki 1:4
Przedostatnim akordem wieczoru był mecz pomiędzy Aplą a J&J. Zapowiadał się nam hit wieczoru, który dostarczyć miał sporo emocji. Dość szybko okazało się jednak, że mająca kłopoty kadrowe drużyna gospodarzy nie jest w stanie dotrzymać kroku rywalom. Już od początku przewagę mieli biali i choć gospodarze bronili się bardzo dzielnie, to właśnie oni objęli prowadzenie po sprytnym uderzeniu z dystansu. Biało-pomarańczowi starali się odpowiedzieć, lecz nie byli w stanie poważnie zagrozić bramce rywala. J&J z kolei jeszcze przed przerwą trafił po raz drugi i już po 20 minutach gry znajdował się w znakomitej sytuacji. W drugiej połowie jeszcze swoją przewagę powiększył, strzelając dwa kolejne gole i skutecznie wybijając Apli z głowy marzenia o korzystnym dla niej wyniku. Jedynym, na co było stać ekipę Marcina Porady był honorowy gol, autorstwa Józefa Mazeli. Zwycięstwo pozwala J&J utrzymać fotel lidera, zaś klęska gospodarzy oznacza dla nich miejsce w strefie spadkowej.
Nafta/Hostel Deco – A.S.A 5:2
Na zakończenie czerwoni, którzy przed tygodniem zaprezentowali się wręcz rewelacyjnie, podejmowali pozostającą bez zwycięstwa na koncie ekipę A.S.A. Dość szybko uwidoczniła się przewaga gospodarzy, którzy od pierwszych minut zdecydowanie naparli na przeciwnika. Przyniosło to efekt w postaci prowadzenia Nafty, która szybko strzeliła na 1:0. Granatowi starali się strzelić wyrównującą bramkę, lecz zamiast tego zmuszeni byli wkrótce wyciągać piłkę z siatki po raz drugi. Przy stanie 2:0 udało im się co prawda strzelić kontaktowego gola, lecz odpowiedź czerwonych była błyskawiczna. Trzecie trafienie gospodarzy, uzyskane niemal natychmiast po stracie przez nich gola dość jasno pokazało rywalom kto tego dnia rządzi na murawie. Potwierdziło się to także w drugiej połowie. Także i ją Nafta/Hostel wygrała, strzelając w niej dwie bramki i tracąc tylko jedną. Dzięki trzem oczkom gospodarze pozostają na drugim miejscu w tabeli, ze stratą zaledwie punktu do liderującej ekipy ze Skotnik. Goście z kolei muszą zaczynać się martwić – mają już pięć oczek straty do miejsca gwarantującego utrzymanie.
II LIGA D
Teva - IBM SWG 0:1
Pełne emocji i zaciętości widowisko stworzyły drużyny Tevy i IBM. Od początku zarysowała się minimalna przewaga gości, którzy starali się dłużej utrzymywac przy piłce i szukac dobrej okazji do zagrożenia bramki Tevy. Sposobem gospodarzy na strzelanie goli były uderzenia z dystansu, których wykonali kilkanaście w samej pierwszej połowie. Na prowadzenie po indywidualnej akcji Cezarego Górki i trafieniu Tomasza Górki wyszło IBM. Podrażnieni gospodarze ruszyli do huraganowych ataków. Raz za razem zagrażali bramce strzeżonej przez Wojciecha Misia, ale piłka jak zaczarowana nie chciała znaleźc drogi do siatki. Po przerwie obraz gry nie uległ zmianie, dalej zdecydowanie atakowała Teva, ale Miś zawarł chyba pakt z diabłem, bo piłka ani myślała zatrzepotac w jego siatce. Pech Tevy nie ustępował. Jak nie niesamowity Miś, to słupek lub poprzeczka. Frustracja na twarzach gospodarzy była widoczna po każdym kopnięciu piłki w kierunku bramki IBM. W końcówce goście mogli podwyższyc prowadzenie, ale Tomasz Górka trafił w poprzeczkę. Ostatecznie IBM pokonało Tevę, a Wojciech Miś pod choinkę od swoich kolegów z drużyny powinien dostac nowe rękawice, bo te stare chyba już się do niczego nie nadają po tak dużej liczbie strzałów...
Sparta - ART BLACK 2:1
To, że przez większośc pierwszej połowy utrzymywał się bezbramkowy remis to w głównej mierze zasługa bramkarzy obu drużyn. Bartosz Kąklewski i Tomasz Osora wybronili kilka groźnych strzałów i dawali upust swojemu niezadowoleniu z gry obronnej swojej ekipy. Nie było to wielkie spotkanie. Zawodnicy skupili się na walce, mało było klarownych sytuacji. Pierwsza połowa z lekkim wskazaniem na gości, którzy sprawiali wrażenie bardziej zdeterminowanych. Okres swojej przewagi udokumentowali trafieniem Tomasza Sobczyka i na przerwę schodzili z jednobramkowym prowadzeniem. Druga połowa to dominacja Sparty. Zawodnicy w białych strojach poprawili rozegranie akcji i zaczęli stawarzac zagrożenie pod bramką Kąklewskiego. Po jednej z takich składnych akcji do remisu doprowadził Jacek Tympalski, który celebrował to trafienie w sposób ekspresyjny niczym Filippo Inzaghi cieszący się po golu strzelonym Liverpoolowi w finale Champions League. Rozpędzeni gospodarze poszli za ciosem i grając w przewadze wyszli na prowadzenie. Do siatki z rzutu wolnego trafił Łukasz Szociński i zapewnił swojej drużynie 3 punkty.
Nazwa.pl - Selvita 5:2
Starcie drużyn zamykających ligową tabelę obfitowało gole, groźne sytuacje i ładne akcje. Od początku do zdecydowanych ataków ruszyli gospodarze i dośc szybki wyszli na dwubramkowe prowadzenie. Piorunujący początek rozluźnił nieco graczy w białych strojach i pozwolili rywalom na odważniejsze ataki. Nic jednak z tego dobrego dla gości nie wynikało, a gwoździem do trumny był rzut karny w ostatnich minutach pierwszej części. Pewnym egzekutorem okazał się Damian Kubal i na przerwę Nazwa.pl schodziła z trzybramkowym prowadzeniem. Druga częśc gry nie przyniosła żadnych niespodzianek. Nazwa szybko strzeliła czwartego gola, ale pozwoliła rywalom na honorowe trafienie. Rafał Wałkowski strzelił gola, po którym cała drużyna przez chwilę cieszyła się jakby właśnie zdobywali Puchar Świata. Uczciwie trzeba przyznac, że goście na tą bramkę zasłużyli i dopięli swego. Pomimo dużej przewagi gospodarzy nie udało im się wypracowac większej przewagi i ostatecznie wygrali z Selvitą 5:2. Pierwsze 3 punkty dla Nazwy.pl dały tej drużynie dodatkowy zastrzyk energii, który był widoczny jeszcze długo po ostatnim gwizdku sędziego.
4Football Team - KDWT 2:3
Wydarzeniem kolejki było starcie 4Football Team z KDWT. Samo spotkanie było bardzo dobre, prowadzone w szybkim tempie, z dużą ilością sytuacji podbramkowych. Od pierwszych minut lepsze wrażenie sprawiali gospodarze, którzy momentami spychali lidera do głębokiej defensywy. Wraz z upływem minut do głosu zaczęli dochodzic goście, ale ich próby nie były na tyle groźne, aby mogły zagrozic bramce Miłosza Mikołajczyka. Wreszcie długą piłkę za plecy obrońców posłał Jakub Kocioł, a Tomasz Gardeła przelobował Piotra Ozgę i zrobiło się 1:0. Podrażnieni goście starali się błyskawicznie odpowiedziec i po upływie kilku minut ta sztuka im się udała. Na strzał zdecydował się Dawid, uderzenie to sparował Mikołajczyk, ale piłka trafiła wprost na głowę Marcina Niemkiewicza, który okazji nie zmarnował i doprowadził do wyrównania, które utrzymało się do przerwy. Druga połowa to już zdecydowana dominacja KDWT, które stawało na głowie aby wygrac ten mecz. Gospodarze nastawili się na kontrę, ale tak naprawdę w drugiej połowie nie stworzyli sobie klarownej sytuacji. Dobrze broniący się zawodnicy 4F kapitulują dopiero w momencie, w którym grają w osłabieniu. Damian Rębisz na 2:1, a po chwili ponownie Marcin Niemkiewicz i zrobiło się 3:1. W samej końcówce Gardeła zmniejszył rozmiary porażki, ale na więcej zabrakło już czasu. Po świetnym meczu KDWT pokonało 4Football Team 3:2, ale wcale nie było zespołem lepszym...
Bajer Miki Kraków - Dragon 6:3
Gdy z rzutu wolnego bramkę zdobył Bartłomiej Wolsza wydawało się, że Dragon spokojnie w tym spotakniu zwycięży i przedłuży swoją passę kolejnych zwycięstw. Prowadzenie rozluźniło jednak graczy w pomarańczowych strojach, którzy oddali inicjatywę gościom. Drużyna Bajer Miki nacierała coraz bardziej zdecydowanie i za sprawą Mateusza Przesóra doprowadziła do remisu. Gospodarze wyczuli, że Dragon nie ma najlepszego dnia i dalej nacierał. Na prowadzenie wyprowadził ich Maciej Kozieł, który po przechwycie huknął bez zastanowienia, nie dając najmniejszych szans bramkarzowi. Po emocjonującej końcówce pierwszej połowy na tablicy widniał rezultat 3:2 dla gospodarzy. Podrażnieni goście ruszyli po przerwie do bardziej zdecydowanych ataków i po pięknej, zespołowej akcji wyrównali stan gry. Do siatki trafił Bartłomiej Marona, a główne role w tej akcji odegrali jeszcze Maciej Marona i Bartłomiej Wolsza. Na odpowiedź gospodarzy nie trzeba było długo czekac. Przesór dostał piłkę, złamał akcję do środka i mocnym strzałem pokonał Andrzeja Kwintę. Końcówka to już duża przewaga drużyna Bajer Miki i gole Przesóra oraz Marcina Klisia. Ostatecznie Bajer Miki pokonało Dragon 6:3, co uznac należy za małą niespodziankę, aczkolwiek pokonało jak najbardziej zasłużenie.