Americana
Przebieg sezonu: Sezon skończył się dla czerwonych wyjątkowo szybko. Po zamieszaniu z awarią oświetlenia podczas meczu ósmej kolejki z IBM, Americana pokazała się kibicom już tylko raz. Miało to miejsce w dziewiątej serii spotkań. Porażka z Shellem przelała jednak chyba czarę goryczy. W sezon drużyna weszła jednak z przytupem. Po dwóch kolejkach liderowała stawce!
Najlepszy mecz: Spotkanie drugiej kolejki ze State Street. Czerwoni urządzili sobie wtedy ostre strzelanie, które wywindowało ich w efekcie na fotel lidera. Zwyciężyli aż 8:0! O ile po pierwszej serii gier forma Americany mogła być uznawana za chwilowy wyskok, to już to zwycięstwo jasno pokazało, że z tą drużyną trzeba się będzie liczyć.
Niespodzianka: Dyspozycja na początku sezonu. Konia z rzędem temu, kto obstawiałby, że po dwóch kolejkach Americana będzie liderem! Poprawienie, względem ostatniego sezonu, gry w obronie oraz obecność w zespole gwiazdy futsalu, Roberta Dąbrowskiego robiły swoje. Niestety, tylko do czasu.
Gwiazda: Robert Dąbrowski. Zawodnik, który w futsalowej reprezentacji Polski rozegrał 64 mecze, okazał się być tym, czego brakowało Americanie. Jego bramki dawały czerwonym cenne punkty. Ustrzelił ich aż 22, co sprawiło, że mimo iż po raz ostatni wystąpił w dziewiątej kolejce, ostatecznie uplasował się na szóstej lokacie w klasyfikacji najskuteczniejszych.
Shell
Przebieg sezonu: W poprzednim sezonie Shell swoją postawą zyskał sobie miano „rycerzy wiosny". Tym razem już tak różowo nie było. Kiepska pierwsza część rozgrywek i niewiele lepsza runda rewanżowa spowodowały, że żółci zakończyli je na dziewiątym miejscu. Mimo to w samej końcówce widać było, że w zespole zaczyna się rodzić coś fajnego. Tradycyjnie już niejako, w osiąganiu lepszych rezultatów Shellowi przeszkadzały braki kadrowe. Jeżeli uda się je uzupełnić, obraz gry popularnych „benzynowych" może wyglądać zupełnie inaczej.
Najlepszy mecz: Zwycięstwo nad IBM SWG w dwunastej kolejce. Żółci powzięli piękny rewanż za porażkę w pierwszej rundzie i z kwitkiem odprawili wyżej notowanego rywala. Mimo, iż w składzie Shella zabrakło wtedy dwóch ważnych ogniw (Thomasa Jurgenlohmanna i Erica Djeukam-Monkam) i tak potrafili oni odnieść tak znaczący sukces, co tylko potwierdza ich potencjał.
Niespodzianka: Postawa w przeciągu całego sezonu. Po poprzednim, w którym Shell był czołową ekipą rundy rewanżowej można było liczyć, że tym razem zmagania od początku rozpocznie z dużego C. Niestety tak się nie stało. Ten sezon był, choć zabrzmi to brutalnie, jeszcze gorszy niż poprzedni. Nie pomogły wzmocnienia w trakcie ani ogromne postępy poczynione przez golkiperów. Być może w kolejnych rozgrywkach coś się zmieni.
Gwiazda: Paradoksalnie, mimo przeciętnej postawy, Shell posiadał całkiem sporo wybijających się zawodników. Bramkarz, Thomas Jurgenlohmann, Napastnik, Eric Djeukam-Monkam czy Łukasz Ślusarczyk to postaci, które w praktycznie każdym zespole ligi „robiłyby różnicę". Wybór pada jednak na Jurgenlohmanna, który niejednokrotnie popisywał się świetnymi interwencjami i w przeciągu sezonu prezentował się chyba najlepiej.
Sinoma
Przebieg sezonu: Sinoma grała grubo poniżej oczekiwań zarówno swoich, jak i kibiców. Od samego początku, mówiąc delikatnie, nie należała do ligowej elity, okupując dolne rejony tabeli. Przez dwie kolejki zamykała nawet stawkę, lecz z czasem zdołała się wydobyć z dna i finiszowała na ósmej lokacie. To zdecydowanie najczęściej remisująca ekipa ligi – aż pięć razy dzieliła się z rywalem punktami. Niestety, tylko dwa zwycięstwa nie pozwoliły na więcej niż końcowa lokata.
Najlepszy mecz: Ostatni mecz sezonu, wygrany ze State Street 3:2. Jedyna wygrana Sinomy wywalczona na boisku przyszła w samą porę. Pozwoliła bowiem rzutem na taśmę wyprzedzić ekipę Shella i znaleźć się na finiszu tuż przed nią. Samo wydarcie trzech oczek pomarańczowym również ma swoją wartość. Poczynili bowiem oni spory postęp.
Niespodzianka: Słaba postawa obrońców. To ona zdaje się była głównym powodem, dla którego przez większość sezonu Sinoma nie potrafiła zwyciężyć. Trzecia największa liczba straconych goli i niekiedy dwucyfrowe porażki mówią tu same za siebie. To element, który bezwzględnie trzeba poprawić przed kolejnym sezonem.
Gwiazda: Mariusz Zieliński. Zdobywca blisko 1/3 bramek dla Sinomy parokrotnie pokazywał wysoką dyspozycję i był zdecydowanie najlepszym zawodnikiem swojego zespołu. Gdyby w jego ślady poszli również koledzy, zieloni na pewno graliby o wyższe cele.
State Street II
Przebieg sezonu: Największy kolektyw całej ligi, czyli State Street poczynił w stosunku do poprzednich rozgrywek znaczący postęp. Poprawiło się wszystko: styl ich gry, defensywa, oraz przede wszystkim skuteczność. Dzięki temu udało się pomarańczowym wygrać aż sześć spotkań, parokrotnie prezentując bardzo dobry futbol. Co prawda w przeciągu sezonu zdarzały się i poważne wpadki (patrz punkt „niespodzianka"), lecz i tak Michał Surma i koledzy mogą być chyba zadowoleni. Jeżeli podtrzymają tendencję wzrostową, kolejny sezon może być dla State bardzo ciekawy...
Najlepszy mecz: State Street błysnął zwłaszcza dwukrotnie i, co ciekawe, z tym samym przeciwnikiem. Mowa o IBM, które pomarańczowi dwa razy pokonali, i to wysoko. Patrząc na różnicę punktową w tabeli (16 punktów), nie da się nie ulec wrażeniu, że State musi mieć na bordowych jakiś patent. Pozostaje tylko życzyć, aby w kolejnym sezonie znalazło go również na pozostałych rywali.
Niespodzianka: Zdecydowanie mecz rozegrany ze Spartą tuż przed świętami Bożego Narodzenia. Do dzisiaj nie sposób się nadziwić, jakim cudem State go... przegrało. Do przerwy prowadziło z już wtedy należącą do czołówki drużyną 5:1 i miało trzy punkty praktycznie w swoich rękach. Ostatecznie przegrało 6:9, w drugiej części gry nie istniejąc na boisku. Zawodnicy pomarańczowych do dziś zadają sobie pewnie pytanie: jak to się stało?
Gwiazda: Michał Surma. Filigranowy napastnik okazał się najskuteczniejszym piłkarzem swojej ekipy, zdobywając w przeciągu sezonu aż piętnaście goli. A może być tylko lepiej, bo patrząc na progres, jaki zrobiła cała drużyna State Street, kolejny sezon zapowiada się dla niej naprawdę interesująco.
Bajer Miki Kraków
Przebieg sezonu: Bajer Miki zakończyło sezon niejako „w zawieszeniu" pomiędzy ekipami walczącymi o podium a drużynami z dołu stawki. Co ciekawe, od piątej kolejki aż do samego końca rozgrywek bez przerwy znajdowało się na szóstej pozycji. Ta „stabilność" z pewnością nie podobała się zielonym, którzy tego sezonu nie zaliczą do udanych. Wiele spotkań oddali praktycznie bez walki. Również zawirowania wokół obsady bramki na pewno nie pomagały i odcisnęły swoje piętno na końcowym wyniku, będącym grubo poniżej oczekiwań.
Najlepszy mecz: Zwycięstwo 8:1 nad Shellem w rundzie rewanżowej. To jedyna tak wysoka wygrana Bajer Miki, odniesiona dodatkowo nad drużyną, która potrafi pokazać pazur. Tak naprawdę właśnie ten pojedynek był jednym z nielicznych momentów, w których zieloni nawiązywali do swojej dyspozycji z poprzedniego sezonu.
Niespodzianka: Fatalny wręcz start sezonu. W czterech pierwszych meczach Miki zdobyło tylko trzy punkty i to wygrywając po mękach z Sinomą. Tak kiepski początek bez dwóch zdań odcisnął swoje piętno na dalszej części rozgrywek. Wydaje się, że gdyby nie ten falstart, wszystko mogło ułożyć się inaczej.
Gwiazda: Roman Szczypczyk. Podczas gdy koledzy z ataku radzili sobie ze zmiennym szczęściem, ten zawodnik trzymał w ryzach obronę i sam nie pozwalał na wiele atakującym rywalom. Efektem jego postawy jest stosunkowo mała liczba straconych przez Miki goli (77). Mogło ich i tak być znacznie mniej, gdyby piłkarze zielonych nie spuszczali głów w meczach z silniejszymi rywalami. Tam już pierwsze stracone bramki „ustawiały" ich grę...
Airline Accounting Center
Przebieg sezonu: Spadkowicz z pierwszej ligi wydawał się być naturalnym kandydatem na zwycięzcę rozgrywek. Niestety, osiemnaście kolejek zweryfikowało jakiekolwiek założenia w tej materii i „posadziło" AAC na piątej dopiero pozycji. Choć wszystko zaczęło się wręcz fatalnie (od 10 miejsca po pierwszej kolejce) a momentami wyglądało bardzo dobrze (druga lokata przez trzy kolejne kolejki), los i przeciwnicy pozwolili jedynie na miejsce w samym środku stawki.
Najlepszy mecz: Rozbicie VanGansewinkela w przedostatniej kolejce. Po serii przeciętnych meczy żółci stawali naprzeciw wicelidera i mało kto dawał im jakiekolwiek szanse. Tymczasem w piękny sposób zaskoczyli i odnieśli bardzo wysokie zwycięstwo 10:2. To spotkanie przypominało najlepsze chwile AAC w I lidze i było znakiem, że czasy, kiedy z ekipą tą liczyć musiał się każdy, śmiało mogą powrócić.
Niespodzianka: Wymieniona wyżej wygrana z Van Gansewinkelem. Konia z rzędem temu, kto przewidziałby takie właśnie rozstrzygnięcie tego pojedynku. W nim objawiła się też największa zaleta AAC – żelazna defensywa. 57 straconych bramek to drugi najniższy wynik w całej lidze po triumfatorze, Sok-Polu. W kolejnym sezonie to właśnie obrona może być kluczem żółtych do sukcesu.
Gwiazda: Choć chwalimy obronę, gwiazda w AAC i tak może być tylko jedna. To oczywiście Dzmitry Ramancou. 23 gole pozwoliły mu załapać się do piątki najlepszych strzelców ligi. Dla żółtych to postać nie do przecenienia. W następnym sezonie to Ramancou powinien być filarem, który pozwoli im powrócić na zaplecze Ekstraklasy.
IBM SWG
Przebieg sezonu: Nowa w stawce drużyna IBM była od początku wielką niewiadomą. Szybko okazało się, że w Biznes Lidze poczyna sobie całkiem dzielnie i stanowi zagrożenie nawet dla tych teoretycznie najlepszych. Udany start i łącznie cztery tygodnie spędzone na podium pokazują to najwymowniej. Co prawda ostatecznie bordowi wylądowali na tak nielubianym przez sportowców czwartym miejscu, lecz to, jak na beniaminka i tak bardzo dobry wynik.
Najlepszy mecz: Piąta i czternasta kolejka, czyli dwa pojedynki ze Spartą. Podobnie jak State Street w meczach z IBM, bordowi znaleźli bardzo dobry sposób na Spartę, wygrywając z nią dwukrotnie. To o tyle ciekawe, że biali to ekipa, która uplasowała się tuż przed bordowymi. Gdyby więc nie trzy oczka straty, to IBM zakończyłby zmagania w pierwszej trójce.
Niespodzianka: Porażki ze State Street. Choć trudno to wytłumaczyć, z tym znacznie niżej notowanym przeciwnikiem IBM dwukrotnie traciło komplet oczek. To właśnie ich zabrakło, by cieszyć się z miejsca na podium. Przedziwne rozstrzygnięcia już się jednak w tej lidze zdarzały... Czyż nie na tym polega przecież piękno futbolu?
Gwiazda: Na miano gwiazdy zespołu i największego odkrycia zasłużył bez dwóch zdań Wojciech Miś. Golkiper bordowych był ostoją drużyny oraz jej najpewniejszym punktem. Często to jego interwencje przesądzały o wynikach spotkań. To po Zbigniewie Dulbie z Sok-Polu zdecydowanie najlepszy golkiper ligi.
Sparta
Przebieg sezonu: Trzecia i jednocześnie najlepsza drużyna spośród beniaminków w grupie E rozpoczęła sezon nieźle, aczkolwiek bez błysku. Dopiero od mniej więcej szóstej kolejki rozpoczął się marsz Sparty w górę tabeli, zwieńczony ostatecznie miejscem na podium. Drużyna ta zasłynęła jako prezentująca najbardziej twardy i nieustępliwy styl gry, który niejednokrotnie przynosił jej zwycięstwo. Nietrudno się oprzeć wrażeniu, że nazwa ekipy nie wzięła się znikąd.
Najlepszy mecz: To spotkanie wymienione w kategorii „niespodzianka" zespołu State Street. Obrócenie losów pojedynku, gdy przegrywa się już 1:5 to nie lada wyczyn. Wygrać w takiej sytuacji aż 9:6 – to już osiągnięcie godne najwyższych pochwał. Kto oglądał ten mecz, pamięta z pewnością zawzięcie, z jakim Sparta rzuciła się do odrabiania strat. Co ważne i godne podkreślenia, ani przez chwilę w oczach białych nie widać było strachu przed porażką. Walczyli i osiągnęli swój cel.
Niespodzianka: Niespodzianką jest samo miejsce na podium Sparty. Co prawda poziom prezentowany przez nową ekipę był niewiadomą, lecz chyba nikt nie spodziewał się, że debiutanci mogą tak zamieszać w stawce, zabierając medale starym ligowym wyjadaczom. To stało się jednak faktem. Sparta, ubiegając innego beniaminka, IBM, wydarła sobie trzecią lokatę.
Gwiazda: Jarosław Kamiński. Chwali się w tej rubryce wielu napastników, lecz takich jak Kamiński jest w Biznes Lidze naprawdę niewielu. Świetna gra tego zawodnika i jego bramki (aż 26) przypieczętowały podium dla Sparty. W kolejnym sezonie (o ile będą w tej samej grupie) zapowiada się fascynujący pojedynek strzelców: Ramancou kontra bohater białych.
VanGansewinkel
Przebieg sezonu: Bardzo solidnie wzmocniona w stosunku do poprzedniego sezonu ekipa VanGansewinkela wraz z Sok-Polem rozdawała karty w lidze. Co prawda początek miała taki sobie, lecz potem z łatwością odprawiała z kwitkiem kolejnych przeciwników. Efektem tego było drugie miejsce na finiszu rozgrywek, którego niebiescy nie oddali nikomu już od siódmej kolejki! Takiego obrotu spraw nie spodziewał się chyba nikt.
Najlepszy mecz: Paradoksalnie, było to spotkanie przegrane. W trzeciej kolejce VanGansewinkel mierzył się z Sok-Polem, czyli zespołem, który nie ukrywał swoich pierwszoligowych aspiracji. Mimo, iż uległ późniejszemu triumfatorowi rozgrywek 2:3, napsuł mu sporo krwi i był naprawdę bliski nawet odniesienia zwycięstwa. To właśnie ten mecz pokazał, jaką ekipą będzie w mającym się dopiero rozkręcić sezonie team niebieskich.
Niespodzianka: Postawa w przeciągu całego sezonu. Obok Przybylskiego, rywalizującego jednak w innej grupie, VanGansewinkel był zdecydowanie największym zaskoczeniem całej Biznes Ligi. Drużyna, która w poprzednim sezonie miała kłopoty z uzyskaniem... dodatniego salda punktowego na koniec rozgrywek, w tym bez kłopotu stanęła na podium. Sekretem tego są głównie dwa transfery: Piotra Sobockiego i Kamila Smykli.
Gwiazda: Dwie, za to bardzo jasne: wspominani wcześniej Sobocki i Smykla. Duet tak dobrych napastników w pierwszych meczach musiał stanowić dla rywali nie lada szok. W rundzie rewanżowej obrońcy zawsze starali się ich mieć pod baczną kontrolą, lecz niewiele z tego wynikało. Razem strzelili 57 (ze 101) goli zespołu, co mówi samo za siebie.
Sok-Pol
Przebieg sezonu: Sok-Pol przystępował do rozgrywek z jasnym celem wywalczenia mistrzowskiego tytułu. To zadanie udało się zrealizować bez większego kłopotu. Mistrz tylko raz w przeciągu osiemnastu kolejek opuścił pierwszą lokatę. Miało to miejsce po drugiej kolejce. Przez pozostałe przewodził stawce, ostatecznie finiszując z przewagą sześciu oczek nad VanGansewinkelem.
Najlepszy mecz: Rewanżowe spotkanie z VanGansewinkelem. Spore obawy towarzyszyły Sok-Polowi przed tym pojedynkiem. Był on kluczowy dla końcowego układu tabeli. W przypadku wygranej żółci praktycznie zapewniali sobie końcowy triumf. Po emocjonującym meczu udało im się stanąć na wysokości zadania i wygrać, po bramce w samej końcówce, 5:4
Niespodzianka: Trudno powiedzieć, czy w drużynie Sok-Polu cokolwiek zaskoczyło. Jeszcze przed startem sezonu wydawało się jasne, że ekipa ta zrobi wszystko, by wywalczyć sobie awans i cel ten zrealizowała, będąc zdecydowanie najlepszą drużyną ligi. Duża przewaga punktowa, najwięcej zdobytych goli i zdecydowanie najmniej straconych... nawet w pierwszej lidze może być niektórym drużynom ciężko sforsować defensywę mistrza.
Gwiazda: Co najmniej dwie: Zbigniew Dulba i Tomasz Małota. Pierwszy – zdecydowanie najlepszy bramkarz ligi i czołowy golkiper całej Biznes Ligi. Drugi – król strzelców rozgrywek i jeden z czołowych napastników biegających po drugoligowych boiskach. Obaj staną teraz przed szansą „tygrysiego skoku" do Ekstraklasy i to właśnie od ich postawy w dużej mierze zależy, czy uda się Sok-Polowi go wykonać.