Extend Vision
Przebieg sezonu: Drugi sezon w Biznes Lidze okazał się dla szarych znacznie gorszy od tego pierwszego. Tylko dwa zwycięstwa, zaledwie 24 strzelone gole i ostatnia pozycja w tabeli są tego potwierdzeniem. Początkowo nie zapowiadało się jednak, że ekipa szarych zamknie ligową stawkę. Po ósmej kolejce była bowiem nawet na siódmej pozycji, lecz ostatecznie dała się jeszcze wyprzedzić trzem innym ekipom.
Najlepszy mecz: Zwycięstwo 8:0 nad zespołem ZDANIA. Spotkanie z białymi było jedynym, w którym Extend zdołał strzelić sporo goli. Ba, to właśnie w nim zespół „nabił” aż 1/3 całego swojego bramkowego dorobku Nic zatem dziwnego, że wyróżniamy właśnie to starcie. To właśnie w nim bowiem piłkarze pokazali, że potrafią się z prezentowanym przez siebie poziomem zbliżyć do najlepszych.
Największa niespodzianka: Dramatycznie niska liczba strzelonych goli. Szarzy tylko 24 razy trafiali w zakończonym właśnie sezonie do siatki, co jest jednym z najgorszych wyników w całej Biznes Lidze. Jeśli dodać do tego fakt, że aż 1/3 z tej liczby Extend Vision strzeliło w jednym tylko, wspomnianym już starciu jasne staje się, co było główną przyczyną tak kiepskich wyników.
Gwiazda: Piotr Waśkiewicz. Zdobywca ośmiu bramek był zdecydowanie najskuteczniejszym graczem zespołu, na którym starał się on opierać swoją grę. Nie okazało się to co prawda receptą na sukces szarych, lecz mimo wszystko to postawa właśnie tego piłkarza jest dla ekipy promykiem nadziei na to, że pobyt w trzeciej lidze może być dla niej tylko jednosezonową banicją, a nie zesłaniem bez powrotu.
ZDANIA
Przebieg sezonu: Przez większą część sezonu biali nie mogli się odnaleźć. Przegrywali mecz za meczem i okupowali ostatnią lokatę. Coś w ich grze drgnęło dopiero w XII kolejce. Po zwycięstwie nad RMF Maxxx zespół złapał wiatr w żagle i zaczął powoli gromadzić na swoim koncie punkty. Od tamtej pory przegrał już tylko trzykrotnie i przez moment zaczął się nawet ponownie liczyć w grze o utrzymanie. Ostatecznie walkę o ósmą lokatę zdecydowanie przegrał i w efekcie debiut ZDANIA kończy się pod kreską.
Najlepszy mecz: Nie ma tutaj większych wątpliwości. Jest nim wspomniane już zwycięstwo 6:5 nad drużyną RMF Maxxx. Spotkanie, którego zdecydowanym faworytem była radiowa ekipa od pierwszych minut układało się na korzyść ZDANIA. Dominacja na murawie i odważna, bezkompromisowa gra dawała efekty w postaci bramek, których piłkarze w białych strojach strzelili aż sześć, odprawiając z kwitkiem walczących jeszcze wtedy o awans przeciwników.
Największa niespodzianka: Za taką uznać chyba należy właśnie zwycięstwo nad drużyną RMF Maxxx. No bo kto w pojedynku czwartej, walczącej wciąż o mistrzowski tytuł ekipy z mającą tylko trzy oczka na koncie i zamykającą stawkę postawiłby na tych drugich? ZDANIA pokazały w tym meczu, że w futbolu nadal istnieje to, co czyni go pięknym – nieprzewidywalność. I zagrały wspaniałe spotkanie, za co należą im się brawa.
Gwiazda: Sebasitan Biel. Dziesięć goli tego zawodnika strzelonych w jednej tylko, rewanżowej rundzie musi budzić uznanie. Młody napastnik był jedną z najbardziej wyróżniających się postaci na tej pozycji w całej lidze i „ciągnął” grę białych. Szkoda tylko, że dołączył do drużyny tak późno, bo z nim w składzie ZDANIA były znacznie groźniejsze.
PKO Bank Polski
Przebieg sezonu: Po fatalnych dla białych poprzednich rozgrywkach, o których oni sami mówili jako ich najgorszych w historii, w zakończonym właśnie sezonie liczyli oni na przełamanie. Niestety, pierwsze kolejki były powtórką koszmaru z zimy. Bezradność zespołu i serie porażek sprawiły, że PKO do niemal ostatniej kolejki nie było pewne swojego pozostania w lidze. Utrzymanie zapewniło sobie dopiero w przedostatniej serii gier, kiedy to po dobrej grze pokonało Extend Vision.
Najlepszy mecz: Zawodnicy bankowej ekipy najlepiej zaprezentowali się w pierwszej kolejce zmagań. Ich przeciwnikiem był bardzo mocny iCar, który jak się wydawało, na samym starcie będzie chciał pokazać rywalom, że będzie walczył o mistrzostwo. PKO nie przestraszyło się przeciwnika. Grało mądrze, kiedy była taka potrzeba – twardo, lecz co najważniejsze – dobrze w obronie. To właśnie był klucz do zatrzymania rywala, który o zdobytym wtedy jednym punkcie może mówić jako dość szczęśliwym dla niego rozstrzygnięciu.
Największa niespodzianka: Bardzo dobra gra formacji defensywnej. Co prawda od dawna wiadomo, że jednym z najmocniejszych punktów zespołu jest bramka. Konrad Naworol w tym sezonie miał jednak do pomocy całkiem solidną obronę, która nawet w starciach z najlepszymi nie pozwalała na wiele. W porównaniu z poprzednim sezonem, kiedy PKO straciło blisko 90 goli, ten (52) na pewno zapisze się pod tym względem znacznie korzystniej.
Gwiazda: Wspomniany już Konrad Naworol. W zakończonym sezonie ostoja i najpewniejszy element układanki PKO, którego dobra postawa niejednokrotnie ratowała drużynę przed porażką. Miejmy nadzieję, że taką dyspozycję podtrzyma także i zimą, a wtedy, kto wie, może biali pójdą w ślady Kompanii Piwowarskiej i tak jak ona staną się ekspertami od obrony.
Gazownicy Krakowscy
Przebieg sezonu: Po bardzo przyzwoitym poprzednim sezonie, tym razem początek w wykonaniu granatowych był fatalny. Swoje pierwsze punkty zdobyli oni dopiero w V kolejce. Runda rewanżowa w wykonaniu Gazowników była już jednak znacznie lepsza. 17 zdobytych w niej punktów (wobec tylko 7 w pierwszej) pozwoliło drużynie spokojnie się utrzymać, a w końcówce włączyć jeszcze do walki o piątą pozycję.
Najlepszy mecz: Zwycięstwo nad Bajer Miki 2:1 w XV kolejce. Po kilku niezłych spotkaniach granatowi musieli mierzyć się z próbującymi się jeszcze włączyć do walki o podium zielonymi. Silny i zmotywowany zespół nie był sobie jednak w stanie poradzić w starciu z doświadczeniem i odbudowaną przez Gazowników formą. Analizowany zespół po ciężkim boju zwyciężył 2:1 i wydarł rywalowi komplet punktów.
Największa niespodzianka: Katastrofalny start sezonu. Analizując przed sezonem szanse poszczególnych ekip wydawało się, że Gazownicy mogą liczyć się w grze o awans. Miejsce drużyny w pierwszej piątce było zaś niemal pewnikiem, stąd słaba gra w pierwszych meczach była ogromnym zaskoczeniem. Taki a nie inny obrót spraw zaskoczył też chyba samych piłkarzy granatowych, którzy długo nie mogli odkryć, co kryje się za ich słabą dyspozycją. Na szczęście dla nich, zrobili to w porę.
Gwiazda: Michał Miłek. Po Konradzie Naworolu kolejny bardzo dobry bramkarz w lidze. Podobnie jak w przypadku golkipera PKO, także od postawy Miłka w dużej mierze zależało, na co stać było jego zespół. Występując bez niego, nie był on w stanie stawiać czoła najsilniejszym przeciwnikom. Kiedy jednak między słupkami stał doświadczony bramkarz, Gazownicy stawali się groźni nawet dla najlepszych.
Coca-Cola
Przebieg sezonu: Czerwoni wystartowali z wysokiego C. Przez pierwsze siedem kolejek nie schodzili z ligowego podium, notując w tym czasie tylko jedną porażkę. Później było już nieco gorzej, lecz i tak niemal do samego końca Coca-Cola nie wypadła (nawet pomimo sporych problemów kadrowych) poza pierwszą piątkę. Opuściła ją dopiero po przedostatniej kolejce i jak się okazało, nie była w stanie do niej wrócić, kończąc sezon na szóstej pozycji.
Najlepszy mecz: Zwycięstwo nad iCarem w IV kolejce. Czarni co prawda nie wystartowali najlepiej, lecz wiadomo było że nawet mimo to powinni szybko włączyć się do walki o czołowe lokaty. Do meczu z Coca-Colą przystąpili bardzo zmotywowani na odniesienie sukcesu. I faktycznie, starali się, szarpali, miewali okresy przewagi, lecz i tak uznać musieli wyższość będących wtedy „w gazie” czerwonych, którzy wygrali 4:3.
Największa niespodzianka: Wypadnięcie z gry o podium. Po pierwszej części sezonu wydawało się być niemal pewnym, że to iCar, State Street, RMF Maxxx i właśnie Coca-Cola rozstrzygną pomiędzy sobą kwestię pierwszych czterech miejsc w tabeli. Plaga kontuzji i kłopoty ze skompletowaniem nawet siódemki zawodników na mecz spowodowały jednak, że czerwoni nie byli w stanie dotrzymać kroku pozostałym wymienionym drużynom.
Gwiazda: Kazimierz Lenda. W przeciągu całego sezonu to właśnie on zasłużył na miano najlepszego zawodnika zespołu. Obecny nawet w najbardziej kryzysowych momentach, zawsze starał się poderwać zespół do walki indywidualną akcją czy świetnym wykonaniem stałego fragmentu gry. To właśnie strzały z rzutów wolnych są wizytówką tego piłkarza. Szósty najlepszy strzelec i trzeci asystent całej ligi.
Bajer Miki Kraków
Przebieg sezonu: Analiza pozycji zajmowanych przez Bajer Miki w przeciągu całego sezonu nie jest zbyt odkrywczym zajęciem. Przez większą jego część zieloni plasowali się w samym środku stawki, okupując szóstą lokatę. Zdarzały się im jednak okresy lepszej i gorszej gry, przy czym ten pierwszy miał miejsce w drugiej części sezonu. Wyeliminowanie kłopotów kadrowych, będących największą bolączką ekipy pozwoliło jej na odniesienie paru wartościowych wyników, wywalczony rzutem na taśmę finisz na piątej pozycji oraz zgarnięcie nagrody Fair Play.
Najlepszy mecz: Paradoksalnie nie żadne ze zwycięskich spotkań, lecz remis w III kolejce z iCarem odnotować należy jako najbardziej wartościowy wynik. Zieloni przegrywali już 0:2 a potem 2:4, lecz mimo to zdołali, głównie dzięki świetnej grze Marcina Klisia, doprowadzić do wyrównania i zdobyć w starciu z faworyzowanym przeciwnikiem jeden punkt.
Największa niespodzianka: Bezkompromisowy, ofensywny styl gry. Bajer Miki nie zaprzątało sobie zbytnio głowy dbałością o defensywę. Starało się, mając ku temu predyspozycje, grać „do przodu” i ewentualne zagrożenie neutralizować jak najdalej od własnej bramki. Efektem tego 61 strzelonych, ale i aż 64 stracone gole. To, że mimo tak niekorzystnego bilansu zieloni zdołali zmieścić się w czołowej piątce uznać trzeba za spore osiągnięcie.
Gwiazda: Marcin Kliś. Aż 20 goli tego zawodnika to zdecydowanie najwięcej spośród całego zespołu i blisko 1/3 całego jego dorobku. Bez tego piłkarza zespół na pewno plasowałby się niżej i kto wie, czy nie walczył by o utrzymanie. Na wyróżnienie zasłużyła również postawa Pawła Krężela, który poza 13 bramkami dołożył jeszcze sześć asyst, będąc najbardziej wszechstronnym graczem drużyny.
OSTC
Przebieg sezonu: Fioletowi zaczęli niezwykle efektownie – od wygranej aż 7:1 w meczu z zespołem ZDANIA. Później także nie zwalniali tempa i choć zdarzały się im porażki, cały czas rzucał się w oczy ich ofensywny styl gry i duża liczba strzelanych goli, która stała się wizytówką zespołu. 81 trafień (drugi pod tym względem wynik w lidze) pozwoliło ostatecznie zająć OSTC czwarte miejsce, pięć oczek za RMF Maxxx.
Najlepszy mecz: Wygrana na zakończenie sezonu ze State Street 8:3. W pierwszym meczu ostatniej kolejki fioletowi podejmowali wicelidera, pewnego już srebrnego medalu i awansu do I ligi. Ten nie zlekceważył jednak OSTC i do pojedynku przystąpił w niemal najsilniejszym składzie. Dość niespodziewanie, schodził z murawy pokonany. Po widowiskowym starciu, w którym analizowana ekipa zaaplikowała pomarańczowym aż osiem bramek piłkarze State musieli mieć niezły ból głowy...
Największa niespodzianka: Świetna postawa atakujących. Ładny, ofensywny styl gry to nie wszystko. OSTC potrafiło go łączyć ze zdobywaniem sporej liczby goli, co wbrew pozorom wcale nie jest tak oczywiste. Co warte podkreślenia, aż trzech zawodników zespołu stanowiło o jego obliczu w ofensywie. Byli to Paweł Piętka, Piotr Piętka i Jerzy Kornaś. Dzięki temu fioletowi uniknęli sytuacji, kiedy ich najlepsza strzelba wypada z gry na skutek kontuzji czy nadmiaru żółtych kartek.
Gwiazda: Nie było jednego piłkarza, który wybijałby się zdecydowanie na tle reszty. Dlatego nasz wybór pada właśnie na ofensywne trio wymienione w poprzednim punkcie. Łącznie 36 strzelonych przez nie goli jasno pokazuje, że na boisku rozumiało się doskonale. I zapewne nie powiedziało jeszcze ostatniego słowa...
RMF Maxxx
Przebieg sezonu: Od samego początku piłkarze RMF podkreślali, że interesuje ich tylko walka o awans. Długo wszystko szło po ich myśli – przez pierwsze trzy kolejki liderowali a łącznie przez siedem tygodni znajdowali się na miejscu dającym prawo gry w I lidze. Niestety, załamanie formy w środku sezonu i seria fatalnych wyników przekreśliła szanse radiowej ekipy na miejsce lepsze niż trzecie. Dlatego trzecia pozycja, choć oznacza drugi z rzędu medal, jest dla czarnych bardziej porażką niż sukcesem.
Najlepszy mecz: Piękne zakończenie sezonu, czyli zwycięstwo w ostatniej kolejce nad iCarem 6:2. Chcący zmazać niekorzystne wrażenie po wpadkach środkowej części sezonu, piłkarze RMF podejmowali pewną mistrzostwa taksówkarską ekipę. Świetnie przygotowani taktycznie i niezwykle zdeterminowani nie dali szans zdecydowanie najlepszej drużynie sezonu i odnieśli nad nią wysokie zwycięstwo.
Największa niespodzianka: Kryzys w środkowej części sezonu. Porażki ponoszone przez drużynę (kolejno z iCarem, Gazownikami, ZDANIA i Bajer Miki) na dobre przekreśliły jej szanse na awans. Po części RMF usprawiedliwiają ogromne kłopoty kadrowe, z jakimi ten zespół musiał się borykać, lecz mimo wszystko takie a nie inne rozstrzygnięcia tych pojedynków uznać trzeba za negatywne zaskoczenie.
Gwiazda: Ta grupa II ligi słynąć może z dobrych bramkarzy w niej występujących. Do takich zalicza się też Maciej Urbanek, prawdziwy dyrygent zespołu, który był jego najjaśniejszym punktem. Prawdziwy przywódca i świetny golkiper, dzięki któremu RMF w całym sezonie straciło tylko 36 goli, zaledwie o dwa więcej od mistrza, iCara. Zdecydowanie to on najbardziej zapracował na brązowy medal w tym sezonie.
State Street II
Przebieg sezonu: Konia z rzędem temu, kto obstawiałby awans State Street przed rozpoczęciem rozgrywek. Pomarańczowi nie zaliczali się do grona faworytów, lecz mimo to zdecydowanie zdominowali pierwszą część sezonu i bez kłopotu wywalczyli srebrne medale. W pewnym momencie byli nawet głównymi kandydatami do złota, lecz Marek Mazurek i jego koledzy z iCara na finiszu rozgrywek okazali się skuteczniejsi.
Najlepszy mecz: Wygrana z RMF Maxxx 5:2 w V kolejce. Przed tym starciem obie ekipy (i trzecia w tabeli Coca-Cola) miały dokładnie taką samą liczbę punktów na koncie. Zwycięzca tego spotkania znajdował się więc w znacznie lepszej sytuacji przed kolejnymi meczami i zyskiwał nad kontrkandydatami do awansu przewagę. Po świetnym starciu pomarańczowi byli górą. Wygrali pewnie, zgarniając trzy punkty i stając się pierwszym zespołem, który zdołał pokonać radiowców.
Największa niespodzianka: Awans. Drużyna, która poprzedni sezon zakończyła w ogonie tabeli i nie dokonała praktycznie żadnych poważniejszych wzmocnień okazała się największym objawieniem ligi i chyba drugim, po Kompanii Piwowarskiej najbardziej sensacyjnym medalistą ligi. Jaka była na to recepta? Konsekwencja. Jak mówił kiedyś w wywiadzie kapitan drużyny, Piotr Rusin, State to ekipa budowana od dawna, która jednak dopiero teraz potrafiła złapać właściwy rytm i zacząć seryjnie wygrywać.
Gwiazda: Krzysztof Włodek. 32 gole tego piłkarza to zdecydowanie najwięcej z całego zespołu i drugi wynik w całej Biznes Lidze. Do miana anegdoty urósł już fakt, że obrońcy przeciwników State przed rozpoczęciem spotkania podchodzili do stolika koordynatorów i pytali „czy jest Włodek?” Odpowiedź twierdząca oznaczała dla nich spory ból głowy...
iCar III
Przebieg sezonu: iCar zaczął sezon mocno przyczajony. Pierwsze kolejki w jego wykonaniu było dość przeciętne, co odzwierciedlała dopiero czwarta pozycja w tabeli. Czarni rozkręcali się z czasem i dopiero po pewnym czasie zaczęli seryjnie gromadzić na swoim koncie punkty. W drugiej części rozgrywek był już zdecydowanie najlepszą ekipą i zasłużenie zgarnęli złote medale, w całym sezonie dając się pokonać tylko dwa razy.
Najlepszy mecz: Demontaż Coca-Coli, urządzony przez iCara w XIII kolejce. Zwycięstwo 14:0 nie wymaga chyba żadnego komentarza. Zdecydowanie lepsi w każdym aspekcie gry piłkarze czarnych dali prawdziwy popis boiskowych umiejętności. Czerwoni nie mieli absolutnie nic do powiedzenia i mimo iż taksówkarzom zdarzało się już odnosić zwycięstwa nad wyżej notowanymi przeciwnikami, to właśnie to zapisało się w pamięci najepiej.
Największa niespodzianka: To, czym iCar zaskoczył chyba najbardziej, to mocno przeciętny start sezonu. Mający po pięciu kolejkach aż siedem oczek straty do lidera zespół wydawał się nie do końca wiedzieć, co jest przyczyną tak słabej dyspozycji. Na szczęście w porę znalazł odpowiedź na to pytanie, zdołał odrobić straty i nawet wypracować sobie przewagę, która zapewniła mu triumf na jedną kolejkę przed zakończeniem rozgrywek.
Gwiazda: Marek Mazurek. Dwie liczby mówią o nim wszystko. 50 bramek i 23 asysty to wynik, który nakrywa czapką wszystkich innych zawodników tej ligi. Na młodego napastnika nie było mocnych. Umiejętnościami zdecydowanie przerastał on ten poziom rozgrywek i wydaje się, że dopiero w I lidze jego gwiazda może rozbłysnąć pełnym światłem.