KRAKSPORT EXTRAKLASA
FIDELTRONIK - Art-Gum 4:8
Nie było niespodzianki w starciu Fideltronika z Art-Gumem. Powracający do wysokiej formy z poprzedniego sezonu zawodnicy gości byli zespołem zdecydowanie lepszym i odnieśli zasłużone zwycięstwo. Na prowadzenie wyprowadził ich Dariusz Gębala, który cennym strzałem po długim rogu wykończył zespołową akcję całego zespołu. Po chwili zrobiło się 0:2, kiedy to Marcin Kossak zagrał piłkę na „ścianę" do Daniela Klima, który z ogromną łatwością obrócił się z obrońcą na plecach i mocnym strzałem pod poprzeczkę nie dał szans bramkarzowi. Ozdobą spotkania było trafienie na 3:0 autorstwa Marcina Kossaka. Rozgrywający świetne zawody Kossak ruszył z dryblingiem z połowy boiska, balansem ciała „posadził" na ziemi Mikołaja Mikulskiego, minął dwójkę kolejnych obrońców i pewnym strzałem umieścił piłkę w siatce. Akcja jakiej nie powstydziłyby się największe gwiazdy futsalu! Gdy kontaktowe trafienie zanotował Mikulski wydawało się, że emocje w tym meczu jeszcze się nie skończyły, ale Klim i Kossak szybko wybili gospodarzom marzenia o dobrym wyniku w tym spotkaniu dokładając dwa kolejne gole. Przed przerwą trafił jeszcze Bartłomiej Podolecki i na przerwę schodziliśmy przy wyniku 2:5. W drugiej części spotkania goście nie grali już z takim polotem, co wykorzystali gospodarze częściej pojawiając się w polu karnym Jana Zachariasza. Dobre zawody rozgrywał Podolecki, ale nie miał wystarczającego wsparcia kolegów z drużyny, aby można było marzyc o korzystnym rezultacie z tak mocnym przeciwnikiem. Ostatecznie Art-Gum pokonał Fideltronik 8:4 i liczy się jeszcze w walce o ligowe podium.
Kraków Airport Taxi - „Przybylski DV-BOX" 2:5
Lepiej to spotkanie dla gospodarzy rozpocząc się nie mogło. Przejęcie piłki, szybka kontra, w słupek trafia Tomasz Ziółko, piłka odbija się jednak tak szczęśliwie dla gospodarzy, że trafia pod nogi nieobstawionego Kamila Piórkowskiego, który takich okazji po prostu nie marnuje i wyprowadza „Taksówkarzy" na prowadzenie. Wyraźnie podrażnieni goście ruszyli do zdecydowanych ataków. Jeden z nich zakończył się golem wyrównującym. Kamil Płoskonka dograł piłkę wzdłuż linii bramkowej, gdzie czekał już na nią Piotr Krawczyk i mocnym strzałem pod poprzeczkę doprowadził do wyrównania. Goście nie rezygnowali i po chwili wyszli na prowadzenie. Piłkę dostał Grzesiak i w swoim stylu nie dał szans bramkarzowi. „Przybylski" konstruował kolejne ataki, ale co chwilę nadziewał się na kontrę. Jedną z nich wykorzystał Marek Baster i emocje w drugiej części spotkania zapowiadały się ogromne. Na drugą odsłonę zawodnicy „DV-BOX-a" wyszli napakowani jak kabanosy chcąc strzelic gola i uspokoic to dośc nerwowe spotkanie. Goście grali dobrze, ale tylko do wysokości pola karnego. Pod bramką Tomasza Czerwca dopadał ich jednak „paraliż" i nie potrafili wykorzystac stworzonych sytuacji. Świetne okazje marnował Kamil Płoskonka, któremu bardzo zależało na premierowym trafieniu w barwach „niebieskich". Sztuka ta wreszcie mu się udała i goście wyszli na prowadzenie. Po chwili efektownym lobem popisał się Mateusz Ziółko, który pokonał Czerwca strzałem...prawą nogą, udowadniając tym samym, że nie służy mu ona tylko do podpierania. W samej końcówce efektownym wolejem popisał się Krawczyk, ustalając tym samym wynik spotkania na 2:5.
Oknoplast - Elektrownia Skawina 2:13
Spotkanie Oknoplastu z Elektrownią Skawina śmiało można określic mianem meczu bez przeszłości. Od pierwszej do ostatniej minuty zawodnicy w żółtych strojach dominowali w każdym aspekcie piłkarskiego rzemiosła i odnieśli bardzo przekonywujące zwycięstwo. Początek nie zwiastował tragedii, która ma wkrótce nadejśc. Oknoplast dzielnie się bronił, wyprowadzając kontry napędzane przez Enmanova. Wystarczyła jednak chwila nieuwagi, aby goście za sprawą Mariusza Napory wyszli na prowadzenie. Po chwili do pustej bramki trafił Robert Banaszek, a na 3:0 podwyższył Mateusz Sekuła. W tym momencie spotkanie się „skończyło". Rozpędzony wicelider wjeżdżał w obronę Oknoplastu jak w masło, raz po raz stwarzając okazję do podwyższenia prowadzenia. Na przerwę obie drużyny schodziły przy wyniku 0:5 dla Elektrowni Skawina. Po przerwie obraz gry nie zmienił się ani o jotę. Ogromna przewaga w kulturze gry była aż nadto widoczna. Bramkarz gospodarzy robił co mógł, ale strzałów było zbyt dużo. Oknoplast stac było tylko na dwa trafienia. Z karnego trafił Sebastian Pamuła, a drugą bramkę dołożył Alan Gerycz. Świetną partię w zespole ze Skawiny rozegrał Robert Banaszek, który do hattricka dołożył jeszcze 5 asyst i mówiąc kolokwialnie został królem „polowania". Elektrownia Skawina pewnie pokonała Oknoplast 13:2, a już za tydzień szlagierowo zapowiadające się starcie z trzecim w tabeli Przybylskim, na które zęby ostrzy sobie cała Biznes ligowa społeczność.
DHL Express - ALIOR BANK 5:6
Bardzo ważne spotkanie dla dolnych rejonów tabeli rozegrali zawodnicy DHL-u i Alior Banku. Lepiej w mecz weszli goście, których na prowadzenie strzałem z rzutu wolnego wyprowadził Grzegorz Suszek. Stracony gol zmotywował gospodarzy do bradziej zdecydowanych ataków. Do wyrównania doprowadził Stomasz Starko, a po chwili Wojciech Salamon wykorzystał fantastyczne prostopadłe podanie Daniela Duszyka i zrobiło się 2:1 dla DHL-u. Jeszcze przed przerwą wyrównał jednak Rafał Szyndler, dając nam nadzieję na duże emocje w drugiej części gry. Druga odsłona nie zawiodła kibiców zgromadzonych na trybunach. W poczynaniach obu ekip widac było ogromną chęc uzyskania korzystnego wyniku i poprawienia swojej sytuacji w ligowej tabeli. Na trafienie Suszka błyskawicznie odpowiedział Duszyk i w dalszym ciągu mieliśmy remis. Na bardziej zdecydowanie ataki zdecydowali się jednak goście i kilka dobrych minut w ich wykonaniu wystarczyło do wywalczenia 3 punktów. Bramki: Szyndlera, Winiarczyka i Glijera wyprowadziły Alior Bank na prowadzenie 6:3 i uspokoiło ich grę. DHL starał się jeszcze dogonic rywala, ale po trafieniach Kozaka i Duszyka na więcej zabrakło czasu. Alior Bank po zwycięstwie 6:5 nad DHL-em dopisał cenne 3 punkty w tabeli, co pozwoliło choc przez chwilę z optymizmem spojrzec w przyszłośc.
Auto-Gum - Fitness Platinium 2:0
Świetne widowisko stworzyły nam ekipy Auto-Gumu i Fitness Platinium na zakończenie 12 serii spotkań Kraksport Extraklasy. Gospodarze w swoim stylu długo i cierpliwie konstuowali kolejne ataki, goście z kolei szybkimi kontrami starali się zaskoczyc faworyzowanego lidera. Świetnie zorganizowani w defensywie zawodnicy Fitness Platinium postawili bardzo trudne warunki gospodarzom, przez co sytuacji Ci drudzy mieli jak na lekarstwo. Dużo bardziej klarowne okazje mieli goście. Konrad Gołoś i Dawid Dolański po prostu musieli umieścic piłkę w siatce, ale tego dnia nie była ona sprzymierzeńcem drużyny gości. Choc do przerwy gole nie padły, to śmiało można określic tę częśc gry jako: najlepsze 0:0 w historii Biznes Ligi. Po zmianie stron obraz gry się nie zmienił. Auto-Gum starał się znaleźc błąd w ustawieniu gości, Ci z kolei jak atakowali to wielką pompą i pasją. Po jednej z takich akcji w słupek trafił Gołoś, stojąc oko w oko z Michałem Wolskim. Kto wie jak zakończyłoby się to spotkanie, gdyby nie żółta kartka dla Artura Nazarewicza i gra w przewadze Auto-Gumu. Liderowi wystarczyła minuta, aby wykorzystac grę w osłabieniu Fitness Platinium i po świetnym rozegraniu piłki do siatki trafił Daniel Suchan. Dwie minuty później było po meczu. Ponownie Suchan, który tego wieczora przycmił Roberta Dąbrowskiego podwyższył na 2:0 i stało się jasne, że o dobry wynik gościom będzie bardzo ciężko. Do samego końca gospodarze kontrolowali boiskowe wydarzenia i nie dali się dopaśc gościom. Aut-Gum po świetnym meczu pokonał Fitness Platinium 2:0, ale z przebiegu gry nie jest to wynik sprawiedliwy. Goście zaimponowali w tym meczu determinacją, żelazną defensywą i popisowym wyprowadzaniem kontr, do szczęścia zabrakło tylko strzelenia gola.
II LIGA C
LGBS – Crazbud/Dexbud 2:4
Pierwszy mecz był dla czerwonych jednocześnie ostatnią okazją by włączyć się do walki o medal. Tym bardziej, że przeciwnikiem był zespół również walczący o pierwszą trójkę – granatowi. Starcie zaczęło się od przewagi czerwonych. Zdecydowanie naparli oni na przeciwnika i starali się błyskawicznie objąć prowadzenie, zasypując jego bramkę strzałami. Mimo, że z czasem owa przewaga była coraz mniej wyraźna, to właśnie goście objęli w końcu prowadzenie w ostatnich sekundach pierwszej połowy. Kiedy po wznowieniu gry podwyższyli oni na 2:0 po strzale z rzutu wolnego, LGBS znalazło się w poważnych opałach. Błyskawicznie spadł na tę ekipę kolejny, trzeci już cios i wtedy sytuacja do niedawna czwartej drużyny tabeli stała się bardzo trudna. Co prawda zdobyła ona kontaktowego gola, lecz błyskawicznie, odbierając wszelkie nadzieje, swoją czwartą bramką odpowiedział Crazbud/Dexbud. Gospodarze nie mieli wyjścia – musieli zaatakować wszystkimi siłami. Przyniosło to drugie trafienie, lecz czujna defensywa gości nie pozwoliła już na nic więcej.
Gazownicy Krakowscy – MPEC 3:3
Lider przystępował do starcia z Gazownikami jako zdecydowany faworyt. I choć nie grało mu się lekko, to właśnie on był znacznie lepszą ekipą w pierwszej części gry. Konsekwencja w konstruowaniu akcji przyniosła mu aż trzybramkowe prowadzenie po dwudziestu minutach i wtedy tak naprawdę mało kto wierzył chyba w jakikolwiek inny scenariusz niż zwycięstwo białych. Także i po zmianie stron to goście prezentowali się lepiej. Nie byli już jednak w stanie pokonać golkipera Gazowników a upływający czas nieco osłabił chyba ich czujność. Doświadczeni gospodarze skrzętnie to wykorzystali. Po pierwszej strzelonej przez siebie bramce złapali wiatr w żagle i zdecydowanie zaatakowali. Szybko dało to efekt w postaci kontaktowego gola, który wprowadził w szeregach MPEC nieco ożywienia. Jak się jednak okazało, przyszło ono za późno. Przebudzeni gospodarze grali jak z nut i raz za razem zagrażali bramce rywala. Strzelili swoją trzecią bramkę, doprowadzając do remisu i kto wie, czy nie strzeliliby czwartej, gdyby nie nieubłaganie upływający czas. Za takie odwrócenie losów meczu Gazownikom należą się ogromne brawa, bowiem takie sytuacje nie zdarzają się często.
HCL – Ren-Bet 3:3
O ile wcześniejsze spotkanie zakończyło się niespodzianką, to wynik tego śmiało uznać można za sensację. Trzeci w tabeli HCL zaledwie zremisował z przedostatnim Ren-Betem. Goście szybko objęli prowadzenie a w kolejnych minutach tylko dużej dozie pecha zawdzięczać mogą to, że nie podwyższyli prowadzenia do dwóch goli. Jednak także i gospodarze nie mogli nijak trafić do siatki bronionej przez Ren-Bet bramki. Piłka odbijała się od linii bramkowej, ale jak zaczarowana nie chciała się zmieścić między słupkami. I choć HCL przed przerwą zdołał wyrównać, wcale nie zanosiło się, by z łatwością przechylił szalę zwycięstwa na swoją korzyść w drugiej połowie. I faktycznie, zanim się obejrzał, ponownie przegrywał. Ta część gry upłynęła pod znakiem zdecydowanej przewagi gospodarzy, z której jednak niewiele wynikało. Znakomicie spisywał się bowiem golkiper gości i mimo iż wyciągał piłkę z bramki dwukrotnie i tak był głównym architektem sukcesu. HCL bowiem w końcu przełamał swoją niemoc i zdołał objąć prowadzenie. Po rzucie rożnym jednak po raz trzeci ukłuł ligowy kopciuszek. Utrzymał remis do końca i sprawił, że walka o medal nadal nie ma zdecydowanego faworyta.
Korporaci – ProEko 1:11
Ostatni mecz wieczoru nie przyniósł nam już niespodzianki. Gospodarze rozpoczynali w zaledwie pięcioosobowym składzie, co skrzętnie wykorzystali zieloni, błyskawicznie obejmując dwubramkowe prowadzenie. Po pewnym czasie siły się jednak wyrównały i zaskakująco to pomarańczowi strzelili kolejnego gola, łapiąc kontakt z przeciwnikiem. Przez chwilę na murawie było naprawdę ciekawie i jeżeli Korporatom udałoby się trafić po raz drugi, bylibyśmy świadkami ogromnej wojny nerwów. Tak się jednak nie stało: kolejne dwie bramki strzeliło ProEko i na przerwę schodziło prowadząc 4:1. Choć wtedy końcowy rezultat nie był jeszcze przesądzony, kolejne minuty skutecznie leczyły gospodarzy z marzeń. To goście raz za razem trafiali do siatki, a ozdobą meczu była bramka z dystansu strzelona przez Bartka Suskiego. Ostatecznie przegrali oni aż 1:11 a ze znakomitej strony pokazał się Mieszko Pacanowski, który strzelił aż osiem bramek. Dzięki trzem oczkom powiększają przewagę nad resztą stawki i są coraz bliżej mistrzowskiego tytułu.