Auchan – Amara 4:2
Mecz pomiędzy ekipami z dolnej połówki tabeli był dla ekipy gości drogą z nieba do piekła. Spokojny początek nie wskazywał na żadną z ekip. Pierwszą groźną akcję przeprowadzili co prawda czerwoni – groźnie strzelał Dariusz Tarnopolski – lecz poza tym zrywem sytuacji bramkowych po obu stronach było niewiele. Z czasem zaczęła zaznaczać się lekka przewaga Auchana, lecz wtedy to, niespodziewanie, do siatki trafili biali. Kontratak wyprowadzony trójką zawodników na gola zamienił Piotr Bąbala. Chwilę potem było już 2:0 dla Amary – tym razem świetnym uderzeniem z dystansu popisał się Marcin Bąbala. Jeszcze przed przerwą jednak gospodarze zdołali strzelić swoją pierwszą bramkę. Uczynił to Emil Szałęga, niedługo przed gwizdkiem kończącym pierwszą połowę.
Zmiana stron przyniosła też zmianę sytuacji na boisku. Auchan z animuszem ruszył do ataków, czego efektem były szybko zdobyte dwie bramki. Najpierw w zamieszaniu podbramkowym Wojciech Wróbel wykazał się sprytem a już niedługo potem piłkę do własnej bramki goście skierowali sobie sami. Te dwa gole wyraźnie ich podłamały. Od tej pory, mimo prób nie byli w stanie poważniej zagrozić bramce czerwonych. Ci za to, zanim mecz się skończył potrafili ukłuć po raz czwarty. Swoje drugie trafienie zanotował Szałęga i w ten sposób wygrana gospodarzy 4:2 stała się faktem. Amara może mówić o pechu – to już co najmniej drugi z rzędu niezły mecz w jej wykonaniu, wciąż jednak bez zdobyczy punktowej. Auchan notuje ostatnio świetną passę.
IBM BTO – J&J Skotniki 3:4
Wyżej notowani goście poradzili sobie z ekipą niebieskich, jednak nie bez problemów. Początkowo bowiem to Istvan Szeles i koledzy byli na murawie aktywniejsi. W pierwszych minutach sporo dogodnych okazji dla swojej drużyny wypracował Dominik Czul. Jedną z nich udało się zamienić na bramkę – piękny strzał głową obijając się od słupka znalazł drogę do siatki. Odpowiedź J&J przyszła dość szybko. Solową akcję, zakończoną strzałem z dystansu przeprowadził Jakub Giermek i było 1:1. Gospodarze nie zdążyli jeszcze dobrze zorientować się w sytuacji a już przegrywali. Tym razem z bliska pokonał ich Marcin Dziedzic. Dobre tempo spotkania utwierdzało w przekonaniu, że to nie koniec emocji na dziś. I rzeczywiście, jeszcze przed przerwą goście podwyższyli na 3:1 i mimo iż IBM próbował zdobyć kontaktową bramkę na przerwę schodził z takim właśnie rezultatem. Bramkę na 3:2 udało się strzelić dopiero po zmianie stron. Biali w porę na to zareagowali. Kilka ich szybkich ataków i ponownie golkiper niebieskich zmuszony był wyciągać piłkę z siatki. Pomimo konieczności odrobienia co najmniej dwóch goli i upływającego czasu IBM nie poddawał się. Śmiało atakował, co w konsekwencji dało mu trzecią bramkę. Na wyrównanie zabrakło już jednak czasu. I chyba także zimnej krwi, bo w końcówce górę nad poczynaniami na murawie wzięły emocje, co wprowadzało niepotrzebny chaos i nie pozwoliło ostatecznie na sprawienie, bądź co bądź, niespodzianki, jaką byłby przynajmniej remis. W drużynie gospodarzy, poza Czulem dwa razy trafiał Paweł Nawrocki. Dwa gole, tyle że dla Skotnik, zdobył również Jakub Giermek. Pozostałe dwa trafienia były dziełem Tomasza Ptaszka i Marcina Dziedzica.
VSoft - Lorenz 1:3
Czerwoni wygrali z ostatnią drużyną tabeli 3:1. Od początku meczu inicjatywa należała do nich. Już w jednej z pierwszych akcji Kamil Białko trafił w słupek. To miał być jednak dopiero początek pecha tego piłkarza... Przez całą pierwszą połowę goście zdołali pokonać golkipera rywali tylko raz. Zasługa to głównie świetnie zorganizowanej defensywy żółtych i rewelacyjnie się w ten wieczór spisującego w bramce Wojciecha Bryndzy. Dopiero druga część gry przyniosła drobne rozluźnienie z szeregach gospodarz, co Lorenz zamieniał na sytuacje bramkowe. Cóż jednak z tego, skoro nie potrafił ich wykorzystać? Wspomniany Białko w drugiej połowie zanotował dwa strzały w poprzeczkę i jeszcze jedno trafienie w słupek... Mimo to, potrafił dołożyć do swojego dorobku jeszcze dwa gole i przypieczętować wygraną swojego zespołu. Był to mimo wszystko niezły mecz w jego wykonaniu. W ekipie vSoftu szarpać starali się m.in. Szymon Martynuska i Paweł Kiermasz. Honorową bramkę zdobyć udało się jednak nie im, a Tomaszowi Orszulakowi. Największe brawa należą się jednak w zespole gości wspominanemu już golkiperowi. Pewność jego interwencji, wobec nieustannych ataków czerwonych musiała imponować. Sam nie był on w stanie wygrać meczu. Czegoś po raz kolejny ekipie żółtych zabrakło...
Euromarket – Przedszkole Fair Play 3:10
Czwarty pojedynek wieczoru był jednocześnie najbardziej jednostronnym widowiskiem. Przedszkole przełamało najwyraźniej kryzys i odprawiło z kwitkiem drużynę beniaminka. Od pierwszych minut narzuciło przeciwnikowi swój styl gry, co szybko zaowocowało golem na 1:0 zdobytym przez Rafała Kuźniara. Potem na chwilę do głosu doszli gospodarze. Kilka ich strzałów sprawiło sporo kłopotów bramkarzowi gości, jednak żaden z nich nie znalazł drogi do siatki. Jak się potem okazało, miało to dla Euromarketu fatalne konsekwencje. Kluczowe dla losów meczu było kilka minut pierwszej połowy. Wtedy to, praktycznie „akcja po akcji" Przedszkole zdobyło trzy bramki. Ten bardzo szybki nokaut wprawił w osłupienie zespół beniaminka. Nim się obejrzał, przegrywał już 0:5 i choć przed przerwą zdołał on zdobyć bramkę po rzucie rożnym, wiadomo było, że w drugiej połowie czeka go bardzo trudne zadanie. Jednak i ta część gry należała do zespołu Rafała Daty. Także i w tych dwudziestu minutach potrafił strzelić on pięć goli i mimo iż Euromarket poprawił swój bilans (dwa strzelone gole, słupek) musiał się pogodzić z dotkliwą porażką. Dotkliwą, aczkolwiek nie do końca adekwatną do tego, co działo się na boisku. Przedszkole nie miało bowiem wielkiej optycznej przewagi. Grało spokojnie, lecz ten spokój właśnie przyniósł zamierzony efekt. Najskuteczniejszym zawodnikiem zespołu był Grzegorz Motak, autor czterech trafień. Po dwa na swoje konto zapisali Tomasz Data i Grzegorz Ottawa, zaś po golu zdobyli Arek Czekaj oraz Rafał Kuźniar. Po przeciwnej stronie boiska trafiali Marian Jasz (2 gole) i Bogusław Pieron.
SPWiO – Alior Bank 7:7
Ostatni mecz kolejki i absolutny jej hit, a może nawet najważniejsze spotkanie sezonu mieliśmy okazję oglądać na zakończenie XII serii spotkań. Przez większość swojego przebiegu było ono niezwykle wyrównane. Obie strony szły „gol za gol", żadna nie mogła wypracować sobie większej niż jednobramkowa przewagi. Na przerwę to jednak Sielec schodził prowadząc 4:3. Alior był jednak zdeterminowany by powalczyć z liderem. Oglądaliśmy świetny, dość ostry, choć czysty mecz. Obie drużyny walczyły na całego. Kiedy jednak trzybramkową przewagę, na skutek nieporozumień bordowych, wypracowali sobie gospodarze wydawało się, że mecz został już rozstrzygnięty. Kilka minut przed końcem było bowiem 7:4 dla SPOiW. Schodzący na zmianę piłkarze gości już zaczynali narzekać na swoją dyspozycję, kiedy to losy meczu wspaniale się dla nich odmieniły. Najpierw strzelili dwa szybkie gole, lecz to najwyraźniej nie podziałało na wyobraźnię zielonych. Alior zatem wciąż napierał i w końcu doprowadził do wyrównania. Tym, który zdobył podwójnie w tych okolicznościach szczęśliwą, siódmą bramkę był Mateusz Stróżyk. Do siatki, po zejściu do środka z prawej strony, trafił on w ostatniej akcji meczu! Sędzia nie wznowił już nawet gry...
Najskuteczniejszy w ekipie Aliora był Maciej Łuczak (4 gole). Dwa razy strzelał Marek Cebula a raz bohater bordowych, Stróżyk. Dla SPOiW najwięcej bramek zdobył tym razem Łukasz Mika (4). Dwa gole zdobył Grzegorz Baran a jednego Robert Banaszek.
II Liga E
State Street II –VAN GANSENWINKEL 4:6
Ciekawie zapowiadające spotkanie-nie zawiodło naszych oczekiwań. Przystępujący do tego spotkania 'goście' chcieli bez wątpienia zmazać gorycz porażki z Sok-Polem, kiedy to w dramatycznych okolicznościach stracili punkty. Lepiej zaczęli 'niebiescy', niezawodny Piotr Sobocki z zimną krwią wykorzystał podanie Michała Chruściela i w sytuacji jeden na jeden z Kamilem Kotylą nie pomylił się. Następne minuty upływały głównie na walce w środku pola. Strzały z wolnych: Piotra Matlaka i Krzysztofa Wlodka nie znalazły drogi do bramki. Gdy wydawało się, że wyrównanie jest kwestią czasu znów o sobie dał znać zawodnik z nr 13 który z zimną krwią wykorzystał okazję. W drugiej części spotkania gra nabrała rumieńców. Bramki: Piotra Sobockiego i Tomasza Górnego dla VG oraz Michała Surmy do 30 minuty meczu w opinii obserwatorów ustawiły spotkanie. Jednak jak na przekór do głosu doszli gospodarze, bramki: Piotra Rusina oraz Michała Surmy dały nadzieję na punkt. Ostatnie słowo należało do faworyta tego spotkania. Na 2 minuty przed końcem najpierw Kamil Smykla a potem Piotr Sobocki zapewnili 3 punkty swojej drużynie. Zawodnikom State wypada pogratulować waleczności oraz tego, że pomimo niekorzystnego wyniku podjęli rękawicę.
SHELL-IBM 5:2
W meczu nr 3 tego wieczoru Shell podejmował IBM. Faworytem w tym spotkaniu był IBM który do tego spotkania przystępował z 4 miejsca. Od początku zawodnicy jednych i drugich narzucili wysokie tempo. Ozdobą pierwszej połowy był strzał Pawła Koconia który fenomenalnie przymierzył z niemal połowy boiska. Na przeszkodzie stanęło spojenie słupka z poprzeczką bramki Marco Appollonio. Kolejne minuty były popisem skuteczności gospodarzy. Najpierw Łukasz Bak a później Radosław Ochalski pokonali Wojciecha Misia. Do połowy było więc 2:0. W drugiej części spotkania Shell jeszcze bardziej udokumentował swoją przewagę zdobywając kolejne bramki. Na listę strzelców wpisali się: Paweł Kalinowski, Łukasz Ślusarczyk oraz kolejną bramkę dołożył Łukasz Bąk. IBM stać było tylko na dwie bramki autorstwa Wojciecha Szyszko oraz Tomasza Górki. Zasłużone więc 3 punkty wędrują na konto gospodarzy, którzy wygrywając to spotkanie, sprawiają niespodziankę.
Sinoma-Bajer Miki 4:5
Kolejne spotkanie, kolejna dramaturgia. Wszystko zaczęło się pięknie dla Bajer Miki, którzy prowadząc 0:3 do przerwy zgodnie przestrzegali siebie nawzajem by nie dać się ponieść emocją i dalej dobrze rozgrywać zawody. Gol Romana Szczypczyka, który sprytnym strzałem po ziemi z połowy pokonał Andrzeja Drąba była ozdobą pierwszej części meczu. Trafienia dołożyli również Mateusz Kliś oraz Kuba Wróbel. W drugiej połówce przy stanie 1:4 dla Bajeru na 10 min przed końcem spotkania obudzili się 'zieloni'. Bramki imienników Zielińskiego i Balawejdera doprowadziły do wyrównania. W ostatniej akcji spotkania: Norbert Szczypczyk po podaniu Karola Jakubowskiego w sytuacji jeden na jeden pokonał Andrzeja Drąba zapewniając ważne, kończące złą serie zwycięstwo 4:5.
Sparta –Sok-Pol 9:2
Do sporej niespodzianki doszło w ostatnim meczu. Lider, który przed tą kolejką miał status niepokonanej- przegrał i to wysoko. Na wysokie słowa uznania zasługuje Sparta która dzięki tej wygranej umocniła się na podium. W czasie tego spotkania każda formacja, gospodarzy stanęła na wysokości zadania. Umiejętnie zagrali defensorzy, stale powstrzymując ataki 'żółtych'. Przez całe spotkanie 'biali' raz za razem oddawali groźnie strzały w kierunku bramki Marcina Gnyli. Sok-Polowi nie wychodziło kompletnie nic. Zawodził atak, który był mocną stroną. W obronie również pojawiły się luki. Strata 9 goli znaczącą obciąża defensorów. Z dobrej strony pokazali się napastnicy Sparty, którzy mając okazję-strzelali bramki. Wyróżnił Jarosław Kamiński strzelec 3 bramek oraz Rafał Kędziora którego dobra dyspozycja pozwoliła zdobyć 2 bramki i 2 asysty. Tak więc nie ma już drużyny niepokonanej. Dzięki tej porażce, Sok Pol z pewnością będzie znaczniej czuł oddech na plecach napierających przeciwników.