YesSport I LIGA B
Lorenz – State Street II 5:3
Pierwsze spotkanie kolejki, w którym mierzyły się ekipy Lorenz i State Street obfitowało w emocje. W pierwszych minutach lekką przewagę mieli gospodarze, lecz nie potrafili zamienić jej na bramkę. Po pewnym czasie pomarańczowi przełamali napór przeciwnika i sami zaczęli coraz częściej gościć w jego polu karnym. Kiedy ich przewaga była już na tyle wyraźna, że lada moment można było spodziewać się bramki, niespodziewanie skutecznie skontrował Lorenz i było 1:0. Po chwili, grający odtąd dużo spokojniej czerwoni podwyższyli na 2:0 i taki właśnie wynik utrzymał się do przerwy. Zaraz po wznowieniu gry kontaktowego gola strzelili jednak piłkarze State i na murawie przez moment zrobiło się niezwykle ciekawie. Niestety, jedynie przez moment. Lorenz bowiem wkrótce wyprowadził dwa ciosy, które przesądziły o wyniku spotkania. Strzelone jedna po drugiej bramki sprawiły, że z 2:1 zrobiło się 4:1 i szanse gości na zwycięstwo były już tylko iluzoryczne. Mimo to walczyli oni do ostatniej akcji i choć strzelili dwa kolejne gole, nie zdołali odwrócić losów starcia. Mecz z czwartą drużyną tabeli nie przyniósł im jednak wstydu i potwierdził, że świetna postawa ekipy w ostatnich tygodniach nie była przypadkiem.
Nafta/Hostel Deco – J&J Skotniki 5:2
Hit kolejki i mecz decydujący o losach mistrzowskiego tytułu nieco rozczarował. Mało było w nim bowiem ładnej gry a więcej walki o każdy centymetr boiska. Walki często na pograniczu faulu, co zaowocowało aż pięcioma żółtymi i jedną czerwoną kartą w całym spotkaniu. Ale po kolei. Pierwsze minuty to lekka przewaga drużyny gospodarzy, która jednak długo nie mogła znaleźć potwierdzenia w postaci gola. Piłka odbijała się od słupka bramki Skotnik, lecz nie chciała wpaść do siatki. W końcu jednak czerwoni objęli prowadzenie, lecz ich radość nie trwała długo. Po zaledwie kilku minutach gry wyrównali biali i na murawę wróciły ogromne emocje. Obie strony nie odkładały nogi. Często przerywana przez sędziego gra była mało płynna. Po zmianie stron do głosu doszli za to goście. Mieli kilka wyśmienitych okazji, lecz żadnej z nich nie udało im się zamienić na gola. Później nadeszły jednak trzy minuty, które rozstrzygnęły o przebiegu spotkania. W ciągu tych trzech minut dwa fatalne błędy popełniła defensywa J&J a raz fatalnie pomylił się jego golkiper. Nagle mieliśmy 4:1 dla gospodarzy i niemal pewne już zwycięstwo w ich rękach. Co prawda biali starali się jeszcze odwrócić losy starcia, lecz lider zwyczajnie nie mógł sobie na to pozwolić. I rzeczywiście, utrzymał przewagę, strzelając jeszcze jedną bramkę. Skotniki po przerwie stać było tylko na swoje drugie trafienie, które nie zmieniło już jednak niczego. To gospodarze cieszyć się mogli z kompletu oczek.
ABB – Napad.pl 7:4
Starcie ABB z Napadem zapowiadało się jako mecz, który może przynieść sporo emocji. Takie towarzyszyły nam jednak tylko przez pierwsze dziesięć minut pierwszej połowy. Dość niespodziewanie na prowadzenie wyszli niebiescy. Gospodarze odpowiedzieli dwoma bramkami, lecz kolejne słowo znów należało do Napadu, a właściwie do Mariusza Nawrota. Niezawodny snajper gości trafił po raz drugi, podtrzymując nadzieje drużyny na korzystny wynik i sprawienie niespodzianki. Końcówka pierwszej połowy należała już jednak do ABB. Dwie strzelone przez ten zespół bramki pozwoliły objąć bezpieczne prowadzenie i kontrolować przebieg gry. Przewaga gospodarzy potwierdziła się też w drugiej połowie. Trzy kolejne strzelone gole ostatecznie przesądziły kwestię zwycięstwa białych. W tej części gry Napad co prawda podwoił swój dorobek bramkowy, ale nie pozwoliło to na wiele.
MPO – Komputeo 3:4
W przeciwieństwie do przedostatniego spotkania, w którym prawdziwe emocje towarzyszyły nam jedynie na początku, starcie MPO z Komputeo trzymało w napięciu zwłaszcza w końcówce. Pierwsza połowa upłynęła pod znakiem spokojnej gry obu stron. Z czasem delikatną przewagę zyskali goście, co zaowocowało dwoma strzelonymi przez nich golami. Przed zmianą stron kontaktowym golem odpowiedzieli niebiescy. W drugiej połowie z minuty na minutę MPO spisywało się coraz lepiej. Przez długi czas nie oglądaliśmy jednak goli ani po jednej, ani po drugiej stronie. Przeciętną drugą połowę uratowała jednak świetna końcówka. Najpierw swoją drugą bramkę strzeliło MPO. Wydawało się, że to ono może w ostatnich minutach przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść, tym bardziej że było w uderzeniu. Niespodziewanie jednak to Komputeo złapało wiatr w żagle. W ostatnich trzech minutach zdobyło dwa gole. Zrezygnowani rezerwowi niebieskich zaczęli opuszczać obiekt, kiedy to gospodarze po raz kolejny trafili do siatki. Na czwartego gola zabrakło im już jednak czasu.
II LIGA D
Teva – IBM SWG 6:2
Miłe złego początki. Tak w skrócie można podsumować mecz Tevy z IBM, z perspektywy zawodników gości. Wszystko zaczęło się od fatalnego podania „na kontrę" obrońcy Tevy, piłkę przejął Cezary Górka, zagrał ją do Marcina Salegi, który okazji nie zmarnował. Gospodarze starali się odpowiedzieć, ale bez zarzutu w bramce „czarnych" spisywał się Wojciech Miś. Gdy wydawało się, gol dla Tevy jest kwestią czasy z kontrą ruszył IBM i ponownie Salega wpisał się na listę strzelców. W tym momencie paradoksalnie mecz dla gości się skończył. Po chwili sędzia podyktował rzut karny, który na bramkę zamienił Bogusław Orzeł i na przerwę schodziliśmy przy wyniku 1:2. Po zmianie stron dominowała już tylko jedna drużyna. Gospodarze napędzeni golem „do szatni" nie pozostawili rywalom złudzeń i w wyrafinowany sposób wykorzystywali błędy przeciwnika. Do remisu doprowadził Łukasz Banaśkiewicz, a minutę później Tevę na prowadzenie wyprowadził Artur Bułat. Goście nie byli w stanie przeciwstawić się rozpędzonym gospodarzom i ostatecznie ulegli rywalom 2:6. Na wyróżnienie w zespole gospodarzy zasłużyli napastnicy: Orzeł i Banaśkiewicz, których współpraca układała się bez zarzutu. Dla Tevy to bardzo ważne 3 punkty w kontekście utrzymania się w II lidze.
Bajer Miki Kraków – Dragon 8:8
Na spotkanie z Dragonem zawodnicy Bajer Miki wyszli napakowani jak kabanosy i początek w ich wykonaniu był do prawdy imponujący. Rywala napoczął Kuba Wróbel, a po chwili głową na 2:0 podwyższył Marcin Kliś. Goście mieli problemy z przedostaniem się na połowę rywala, ale gdy to już się im udało skończyło się zdobyciem gola. Strzelcem gola Robert Ziętara. Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać. Dwukrotnie do siatki trafił Wróbel i było 4:1. Akcje gości zaczęły się zazębiać i trafienie Ziętary na 4:2 było przedniej urody. Piłką krążyła jak po sznurku i zakończył ją ten, który całą akcję rozpoczął, a więc Ziętara. Przed przerwą jeszcze po jednym trafieniu zanotowały obie ekipy i po pełnych emocji 20 minutach wynik brzmiał 5:3 dla Bajer Miki. Poz mianie stron zawodnicy ani myśleli zwalniać tempa. Nie do obrony przymierzył po raz kolejny Ziętara i było 5:4, a chwilę później mieliśmy już remis! Do siatki „zielonych" trafił Marcin Kurczek. Zirytowani gospodarze ruszyli do ataku i po chwili po trafieniu Karola Jakubowskiego po raz kolejny objęli prowadzenie. Radość trwała jednak tylko sekundy. Wyrównał Tomasz Mrowca. W kolejnych minutach gra się zaostrzyła, a dwuminutową karę otrzymał Ziętara. Gospodarze skrzętnie skorzystali z osłabienia rywala i do siatki trafił Marcin Kliś. Dragon nie zamierzał jednak odpuszczać. Najpierw za sprawą Kurczka wyrównał, a po chwili po raz pierwszy w tym spotkaniu wyszedł na prowadzenie, a do siatki trafił Bartłomiej Marona. Na minutę przed końcem fenomenalny tego dnia Kuba Wróbel doprowadził do remisu i sędzie zakończył ten porywający mecz. 8:8! Świetne widowisko!
Nazwa.pl – Selvita 5:1
Tylko 3 punkty w starciu z Selvitą dawały jeszcze nadzieje Nazwie.pl na utrzymanie. Początek spotkania to duża przewaga gospodarzy, którzy nie potrafili jednak znaleźć sposobu na świetnie dysponowanego bramkarza gości. Zwodnicy w biało-niebieskich strojach starali się odgryzać i stworzyli sobie kilka niezłych sytuacji, głównie po długich wyrzutach bramkarza. Gospodarze grali bez pomysłu i pomimo przewagi nie potrafili narzucić Selvicie własnych warunków gry. Niemoc faworytów postanowili wykorzystać goście i po wzorowo wyprowadzonej akcji na listę strzelców wpisał się Mateusz Gałuszka. Fanki gości zgromadzone na trybunach nie kryły zachwytu. Podrażnieni gospodarzy ruszyli do natychmiastowego odrabiania strat. Dariusz Niedzielski wykorzystał rzut karny i do przerwy było 1:1. Drugie 20 minut było już zdecydowanie lepsze w wykonaniu gospodarzy. Chwilę nieuwagi gości wykorzystał Bartłomiej Świątek i zrobiło się 2:1. W kolejnych minutach Nazwa.pl nie zwalniała, ale bez zarzutu poczynał sobie bramkarz gości. Wreszcie na „uwolnienie" piłkę kopnąć postanowił Konrad Daszyk, ale zrobił to na tyle szczęśliwie, że ta spadła tuż pod poprzeczkę i było już 3:1. W końcówce gospodarze jeszcze bardziej nacisnęli i wygrali ostatecznie 5:1.
4Football Team – KDWT 0:1
Gdy na początku spotkania do siatki trafił Piotr Przełożny wydawało się, że będzie to kolejne łatwe zwycięstwo KDWT. Było jednak zdecydowanie inaczej. Gospodarze postawili liderowi bardzo ciężkie warunki i głównie dzięki świetnie spisującemu się w bramce Piotrowi Ozdze goście w ogóle wygrali. Szybko strzelona bramka wprowadziła rozluźnienie w szeregi KDWT i stroną przeważającą aż do końcowego gwizdka sędziego był 4F. Gospodarze imponowali łatwością w stwarzaniu sytuacji bramkowych, ale razili za to nieskutecznością. Goście zupełnie nie w swoim stylu oddali rywalowi pole gry, samemu nie mając kompletnie pomysłu na grę. Bez wyrazu był tego dnia lider KDWT – Dawid Witko, który poza niezłą okazją w samej końcówce meczu nie stworzył zagrożenie pod bramką 4F. Gospodarze zasłużyli co najmniej na punkt w tym spotkaniu, ale jak nie wykorzystuje się takich okazji jak ta z 38 minuty, to nie można liczyć na cokolwiek. Cudowną indywidualną akcją popisał się Tomasz Wątor, który minął rywali jak Hermann Maier tyczki i wyłożył futbolówkę Jakubowi Kociołowi, który nie pozostało nic innego jak skierować ją do siatki. Ta sztuka mu się nie udała i mecz zakończył się zwycięstwem KDWT 1:0. Klasową drużynę poznaje się po tym, że nawet jak ma słabszy dzień to potrafi dopisać sobie 3 punkty. KDWT potwierdziło dziś, że jest klasową drużyną...
Sparta – ART BLACK 6:4
Zwieńczeniem bardzo emocjonującego dnia w II lidze D było starcie Sparty z Art Blackiem. Spotkanie to miało być o tyle interesujące, że najprawdopodobniej pomiędzy obiema drużynami stoczy się walką o drugie miejsce premiowane awansem. Lepiej w mecz weszli goście, którzy już po kilku minutach prowadzili 2:0. Świetną współpracę potwierdzili Sebastian Wiśniewski z Arkadiuszem Krzyszkowskim i to po trafieniach tej dwójki Sparta była na dwubramkowym debecie. Taki stan rzeczy wymusił na gospodarzach bardziej otwartą grę. Po jednej z akcji piłkę do siatki wepchnął Rafał Kędzior i zrobiło się 1:2. Radość gospodarzy nie trwała jednak długo, bo pięknie z woleja przymierzył Krzyszkowski i Art Black znów prowadził różnicą dwóch goli. Odpowiedź Sparty była natychmiastowa. Tuż po wznowieniu gry zrobiło się 2:3,a tuż przed przerwą po błędzie Kąklewskiego wyrównał Maciej Kudej. Drugie 20 minut było bardzo wyrównane, ale to Sparta wykazała się większą determinacją i skutecznością. Długi wyrzut Tomasza Osory, piłkę zgrał Jarosław Kamiński, a Kędzior cudownym strzałem dał Sparcie prowadzenie. Art Black dążył do wyrównania, ale Kamil Tympalski „urwał się" niczym pies z łańcucha i trafił na 5:3. W samej końcówce przypadkowego gola zdobyli goście, na którego bardzo szybko odpowiedział Kędzior i Sparta pokonała Art Black 6:4 i jest bardzo blisko awansu do I ligi.