Ostatni mecz wieczoru był prawdziwą jego perełką, gdyż kibice mieli w nim wszystko: ostrą, fizyczną grę, finezję i techniczny polot, rzut karny i pretensje do sędziego. Nie były one jednak uzasadnione, bo o 23:15 ręce w górę wznosiła drużyna bez dwóch zdań tego wieczoru lepsza. Już sam początek i szybkie trafienie Grzesiaka pokazało RMF-owi, że nie będzie mu tego dnia lekko. I rzeczywiście nie było, choć przez długie chwile ostateczne rozstrzygnięcie meczu wisiało na włosku. Raz strzelali jedni, raz drudzy, ale nikt nie potrafił zdobyć znaczącej przewagi. Przybylski do przerwy prowadził już 4:2, jednak do końca musiał martwić się o dowiezienie zwycięstwa. Ambicji zespołowi gości nie brakowało na pewno. W jego szeregach wyróżniał się szczególnie zawodnik z numerem 3, który groźnie szarżował i uderzał. Ekipa Przybylskiego tez miała jednak tego dnia w swoich szeregach perełkę i to kto wie, czy nie większą: Grzesiaka. Strzelec czterech goli był prawdziwym objawieniem, robił z piłką co chciał ośmieszając obrońców przeciwnika. Wykładał on także piłki partnerom. Poza nim trafiali również Słomka i Ugorek. Dla RMF zaś gole strzelali Suder, Belewejder, Kościółek i Mostowik.
Przegrana w tym meczu spycha gości na przedostatnie miejsce, które z pewnością nie odpowiada ich ambicjom. W ekipie Przybylskiego zaś, sądząc po nastrojach i wyniku, doszło we wtorkowy wieczór do pozytywnej przemiany, która być może potwierdzi się w kolejnych spotkaniach.