YESSPORT I LIGA B
LORENZ - J&J Skotniki 1:2
W meczu z Lorenzem dla J&J Skotniki liczyły się tylko 3 punkty i podtrzymanie szans na mistrzowski tytuł. Pierwsza połowa stała na wysokim poziomie i choc obie drużyny stworzyły sobie kilka ciekawych okazji na tablicy świetlnej widniał wynik 0:0. Goście w swoim stylu długo utrzymywali się przy piłce, szukając okazji do rozmontowania szczelnej defensywy Lorenz-u, który szybkimi atakami próbował zagrozic bramce Skotniczan. W drugą połowę lepiej weszli gospodarze, którzy po szybko rozegranym rzucie rożnym wyszli na prowadzenie. Karol Boratyński zwiódł obrońcę i bez zastanowienia huknął pod poprzeczkę bramki Pawła Sekuły. Na odpowiedź J&J nie trzeba było długo czekac. Artur Piszczek zagrał mocną piłkę wzdłuż linii bramkowej, a tam czekał już na nią Bogdan Kaszuba i doprowadził do remisu. Zawodnicy w białych koszulkach zaczęli zdecydowanie przeważac i po kilku minutach udokumentowali tą przewagę zwycięskim golem. Świetnym dryblingiem popisał się Marcin Dziedzic, oddał strzał, piłka odbiła się jeszcze od obrońcy i zatrzepotała w siatce. W końcówce gospodarze powinni wyrównac, ale Piotr Wątor fatalnie spudłował. Po bardzo dobrym i emocjonującym spotkaniu J&J Skotniki pokonał Lorenz 2:1 i pozostaje w grze o tytuł.
MPO Kraków - A.S.A 4:2
Zgodnie z oczekiwaniami nie zabrakło emocji w starciu MPO z A.S.Ą. Jak przystało na derbowy pojedynek nie zabrakło w nim determinacji, woli walki i ostrych spięc. Dodatkowo naładowani zawodnicy obu ekip od pierwszej do ostatniej minuty robili wszystko, aby zwycięstwo przypadło w udziale jego drużynie. Lepiej spotkanie rozpoczęli gospodarze, którzy za sprawą Rafała Rutkowskiego wyszli na prowadzenie. Obrońca MPO popisał się świetnym dryblingiem w polu karnym i po minięciu obrońcy i bramkarza zapakował piłkę do pustej bramki. Goście poczuli, że kruszy im się grunt pod stopami i ruszyli do odważniejszych ataków. Świetna akcja Aleksandra Lipińskiego dała im wyrównanie, a minutę później bramkę zdobył Grzegorz Bauer i A.S.A prowadziła 2:1. Radośc w szeregach gości nie trwała jednak długo. Dawid Tatar bez zastanowienia huknął "z dużego palca" i na przerwę schodziliśmy przy wyniku 2:2. Lepszego wejścia w drugą częśc gry zawodnicy gospodarzy wymarzyc sobie nie mogli. Adam Pawłowski pokonał bramkarza i wyprowadził MPO na prowadzenie. Goście starali się odpowiedziec, ale nie mogli znaleźc sposobu na dobrze ustawionych w obronie gospodarzy. Aleksander Lipiński dwoił się i troił, ale wobec braku wsparcia wśród kolegów był skazany na niepowodzenie. W końcówce jedną z szybkich kontr wykorzystało MPO i w meczu derbowym pokonało A.S.Ę 4:2.
ABB - KOMPUTEO 5:3
Świetnie mecz z Komputeo rozpoczęło ABB. Sylwester Jarosiński nie dał szans bramkarzowi wyprowadził gospodarzy na prowadzenie. Jarosław Tkaczyk starał się szybko odpowiedziec, ale jego strzał minął o centymetry bramkę ABB. Po chwili jednak piłka zatrzepotała w siatce. Damian Krężel wykończył akcję Konrada Nowakowicza i doprowadził do wyrównania. Remis nie utrzymał się jednak długo. Dariusz Maciocha zdecydował się na strzał z dużej odległości, a bramkarz zaskoczony bramkarz Komputeo pozwolił jej wturlac się do bramki. Jeszcze przed zmianą stron debiutujący w zespole gospodarzy - Krystian Nawrot strzelił kolejnego gola i na przerwę schodziliśmy przy wyniku 3:1 dla ABB. Początek drugiej części gry do optyczna przewaga Komputeo, które za wszelką cenę starało się zniwelowac dystans do rywala. Niestety dla graczy w pomarańczowych koszulkach na 4:1 podwyższył Bartłomiej Podolski i sytuacja gości stała się naprawdę trudna. Ozdobą meczu było trafienie na 4:2. Asystę bez kontaktu z futbolówką zaliczył Dariusz Żółciak, a piłkę do siatki zapakował Piotr Świętek. Goście poszli za ciosem i po chwili było już 4:3 za sprawą Kamila Mazurkiewicza. W samej końcówce dążąc do wyrównania Komputeo nadziało się na kontrę i ostatecznie przegrało mecz z ABB 3:5.
State Street II - Napad.pl 7:1
Jak wiele dla Napadu znaczy Mariusz Nawrot mogliśmy przekonac się w starciu "Niebieskich" z State Street II. Goście bez swojego najbardziej kreatywnego zawodnika nie byli w stanie przeciwstawic się mądremu futbolowi State Street II i zasłużenie ponieśli wysoką porażkę. Gospodarze dominowali w każdym aspekcie piłkarskiego rzemiosła i już przed przerwą wypracowali sobie bezpieczną przewagę. Po szybkim 2:0 gospodarze spuścili nieco z tonu, ale po chwili odpoczynku znowu ruszyli do zdecydowanych ataków i do przerwy prowadzili 4:0. Po zmianie stron Napad przesunął grę na połowę gospodarzy, ale nie przyniosło to wymiernych skutków. Po kilku minutach było już 7:0, ale podłamani goście marzyli już tylko o honorowym trafieniu. Cel swój osiągnęli, a do siatki trafił Łukasz Zagól. Za tydzień ważny test przed "Pomarańczowymi", który pokaże na co naprawdę stac tą ekipę w bieżącej kampanii. Starcie z ABB zapowiada się niezwykle interesująco.
II LIGA D
Teva – ART BLACK 1:3
Pierwsze spotkanie wieczoru, w którym mierzyły się zespoły Tevy i ArtBlack nie przyniosło niespodzianki. Wyżej notowani czarni uporali się z ósmym zespołem stawki, lecz nie przyszło im to łatwo. Pierwsza połowa upłynęła bowiem pod znakiem wyrównanej gry obu stron. Gry toczonej głównie w środku pola i nie porywającej swoim poziomem. Minimalnie lepsze okazje bramkowe stworzyła sobie przed przerwą ekipa gości, ale nie potrafiła żadnej z nich zamienić na gola. Niebiesko-zieloni z kolei mieli kłopot z rozegraniem piłki przed polem karnym przeciwnika, co przeważnie kończyło się stratami. Po dwudziestu minutach gry wynik wynosił więc 0:0, lecz mało prawdopodobne wydawało się, aby takim pozostał do końca meczu. I rzeczywiście, tuż po wznowieniu gry swoją pierwszą bramkę strzelił ArtBlack. Nim Teva zdołała się otrząsnąć, przegrywała już 0:2 po trafieniu z rzutu wolnego. Po pewnym czasie drużyna odzyskała rezon i zaczęła ponownie zagrażać bramce trzeciego zespołu stawki. Dało jej to kontaktowego gola i przyniosło ogromne emocje w końcówce. Emocje, które ukróciło jednak trzecie trafienie gości, pieczętujące ich triumf.
Nazwa.pl – Dragon 7:5
Ogromną sensacją zakończył się drugi mecz kolejki. Pomarańczowi musieli uznać w nim wyższość przedostatniej ekipy stawki, mimo iż spotkanie rozpoczęło się dla nich zgodnie z planem. Pierwsze minuty to bowiem zdecydowana dominacja gości, potwierdzona zdobyciem dwóch goli. Niespodziewanie, kontaktową bramkę strzelili jednak gospodarze i mimo iż na to trafienie szybko, koronkową akcją odpowiedział Dragon, Nazwa coraz bardziej się rozkręcała. Stopniowo zyskiwała przewagę, potwierdzaną zdobywanymi bramkami. Przed przerwą biali zdołali nie tylko doprowadzić do remisu, ale i objąć prowadzenie. Wynik 4:3 zapowiadał spore emocje w drugiej połowie. I takich też nie zabrakło, choć przyznać trzeba, że ich finał był dość nieoczekiwany. Dragon bowiem próbował ponownie wyjść na prowadzenie, lecz jedynym, co mu się udawało było dwukrotne wyrównanie stanu pojedynku. Nazwa nie tylko utrzymała przewagę sprzed przerwy, ale i powiększyła ją do dwóch goli, sprawiając sobie znakomity prezent i wywołując jedną z największych sensacji sezonu.
Bajer Miki – IBM SWG 5:5
Trzecie spotkanie nie miało wyraźnego faworyta. Dość szybko wyłoniło go jednak boisko. Goście błyskawicznie objęli prowadzenie i choć szybko wyrównującym golem odpowiedzieli zieloni, to do IBM należały kolejne minuty pierwszej połowy. Zdominowali oni boiskowe poczynania, strzelając dwa kolejne gole. I choć dwa razy ukłuło również Bajer Miki, odrabiając straty, końcówka pierwszej części gry ponownie była popisem czarnych. Kolejne dwie bramki spowodowały, że goście schodzili na przerwę prowadząc 5:3. Druga połowa, choć nie przyniosła już tylu goli, nie była odarta z emocji. Wręcz przeciwnie, obie strony nadal atakowały, chcąc przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Przewagę miało IBM, lecz fenomenalnie między słupkami spisywał się golkiper Bajer Miki, ratując swoją drużynę z nie lada opresji. Zachował on w drugich dwudziestu minutach czyste konto, co było kluczem do sukcesu zielonych. Sukcesu, jakim bez wątpienia było odrobienie strat w samej końcówce i doprowadzenie do remisu dzięki dwóm zdobytym w ostatnich minutach bramkom.
KDWT – Selvita 9:1
Spotkanie lidera z outsiderem nie zapowiadało wielkich emocji. I faktycznie, ze wszystkich meczy kolejki to właśnie ten najmniej zapisał się w pamięci. Czterdzieści minut gry to nieustanna przewaga gospodarzy, która jednak nieprędko została udokumentowana golami. Selvita bowiem w pierwszych minutach broniła się dzielnie, starając się minimalizować zagrożenie pod własną bramką. W końcu jednak nadeszło nieuchronne. Zasieki obronne gości zostały przerwane a Dawid Witko i spółka jeszcze w pierwszych dwudziestu minutach pięciokrotnie trafiali do siatki, przesądzając kwestię zwycięstwa szaro-pomarańczowych. Pozostawała jednak jeszcze druga połowa a w niej ponownie swoją dominację potwierdzili gospodarze. Cztery kolejne ich gole sprawiły, że spotkanie kończyli oni z dziewięcioma trafieniami na koncie. Niebieskim na pocieszenie pozostało trafienie honorowe.
Sparta – 4Football Team 13:2
Ostatnie spotkanie wieczoru było dość niecodzienne. Biali podejmowali 4F, które do meczu przystąpiło w zaledwie czteroosobowym składzie. Tak naprawdę zwycięstwo gospodarzy można było już wtedy obstawiać w ciemno, lecz zdobywanie goli nie przychodziło im tak łatwo jak powinno. Walcząc z ogromną zaciekłością, gracze gości ze wszystkich sił bronili dostępu do własnej bramki, starając się jednocześnie wyprowadzać groźne, oparte na indywidualnych akcjach kontry. Niestety, nie byli mimo to w stanie przeciwstawić się Sparcie i już do przerwy przegrywali 0:7. Po zmianie stron biali dołożyli kolejne sześć bramek. Byłoby ich znacznie więcej, gdyby nie znakomita postawa bramkarza czarnych, dwojącego się i trojącego między słupkami. Co ciekawe, 4F było w stanie dwukrotnie ukłuć i trafić do siatki, zmniejszając tym samym rozmiary porażki. Mimo klęski, za iście spartańską postawę należą im się ogromne brawa.