Fitness Platinium wciąż wierzy w medal, HCL Poland ograł lidera...

KRAKSPORT EXTRAKLASA

Przybylski DV-BOX – Fitness Platinium 2:6

Sromotną klęskę ponieśli niebiescy w starciu z łapiącymi drugi oddech piłkarzami Fitness Platinium. Pierwsze minuty to wyrównana gra obu zespołów. Po chwili inicjatywę przejęli goście i dość szybko objęli prowadzenie. Starali się podwyższyć je do dwóch bramek, lecz na wysokości zadania stawała zawsze w ostatniej chwili obrona gospodarzy. Starali się oni wyprowadzać kontry i to właśnie po jednej z nich doprowadzili do wyrównania. Kiedy po chwili strzelili drugiego gola, wydawało się że wszystko wraca do normy a faworyt jest na dobrej drodze do zwycięstwa. Po znakomitym lobie tylko ogromnej dozie szczęścia Fitness Platinium zawdzięcza, że nie straciło trzeciej bramki. Chwilę po nim ukłuło jednak po raz drugi, doprowadzając do remisu. Taki właśnie wynik utrzymał się do przerwy i naprawdę trudno było powiedzieć, która z ekip ostatecznie zwycięży. Już początek drugiej połowy rozwiał jednak wszelkie wątpliwości. Dwa trafienia czarnych pozwoliły im wnieść do gry dużo spokoju i w zasadzie kontrolować przebieg gry. Przybylski, mimo prób, nie był w stanie ani razu trafić do siatki. Nerwowość wkradająca się z upływem czasu w szeregi drużyny również nie pomagała. Ostatecznie bohater meczu, Artur Nazarewicz oraz koledzy strzelili aż sześć bramek i niespodziewanie odnieśli zwycięstwo, które podtrzymuje ich nadzieje na podium.

Fideltronik – Elektrownia Skawina 2:4

O sporym szczęściu mogą mówić piłkarze wicelidera – Elektrowni Skawina. W starciu z niżej notowanym Fideltronikiem długimi minutami prezentowali się znacznie gorzej od przeciwników, a mimo to wygrali. Mecz rozpoczął się spokojnie. Obie strony badały rywala a grająca bez zmienników ekipa gości próbowała rozsądnie gospodarować siły. Po mniej więcej dziesięciu minutach gry objęła ona prowadzenie po strzale z rzutu karnego. Do głosu dochodzić zaczęli jednak gospodarze. Jeden z ich strzałów zatrzymał się na słupku, kilka innych znakomicie wybronił golkiper Elektrowni a jego koledzy z napadu w międzyczasie skutecznie skontrowali, strzelając drugą bramkę. Przy prowadzeniu gości 2:0 wydawało się, że entuzjazm do gry białych opadnie a wygrana wicelidera jest niezagrożona. Nic bardziej mylnego. Świetnie grający Fideltronik zdobył kontaktowego gola a tuż przed przerwą doprowadził do wyrównania. Druga połowa zapowiadała ogromne emocje, tym większe, że ewentualna strata punktów przez gości niweczyła w praktyce ich marzenia o mistrzostwie. I rzeczywiście, długo kwestia wygranej żółtych stała pod znakiem zapytania. Szczerze przyznać trzeba, że gdyby gospodarze mieli lepiej wyregulowane celowniki, byliby sprawcami sensacji. Napastnikom brakowało jednak zimnej krwi a Banaszek, Grajny i spółka w końcu przechylili szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Dwa zdobyte przez nich gole dały zwycięstwo 4:2 i podtrzymały nadzieje na dogonienie Auto-Gumu w tabeli.

Kraków Airport Taxi – Alior Bank 10:5

Mnóstwo goli zobaczyli kibice, jak zwykle licznie zgromadzeni na spotkaniu Kraków Airport Taxi. Tym razem przeciwnikiem taksówkarzy był Alior Bank, który do meczu przystąpił w zaledwie siedmioosobowym składzie. Mimo to w pierwszych minutach spisywał się nad wyraz dzielnie. Białym gra się nie kleiła, podczas gdy bordowi raz po raz starali się stwarzać zagrożenie pod bramką przeciwnika. Niespodziewanie to właśnie oni objęli prowadzenie, co mocno rozjuszyło gospodarzy. Za wszelką cenę starali się odrobić stratę, lecz bili głową w mur. W końcu obronie gości przydarzyło się jednak fatalne zawahanie, które skrzętnie wykorzystało KAT. Później sprawy potoczyły się już szybko: kolejne bramki dla białych padały w odstępach kilkudziesięciu sekund i stopniowo topiły marzenia gości o korzystnym wyniku. Na przerwę Alior schodził przegrywając różnicą czterech goli. To jednak nie złamało jego ducha: bordowi nadal starali się walczyć i zagrażać bramce gospodarzy, co wychodziło im znacznie lepiej niż w pierwszej połowie. Dość powiedzieć, że po zmianie stron zdobyli aż cztery gole. Sęk jednak w tym, że kolejne pięć dołożyli również piłkarze Airportu i tym samym jeszcze powiększyli swoją przewagę z pierwszej części gry. Za czterdzieści minut walki bordowym należy się jednak ogromny szacunek.

DHL Express – Art-Gum 4:7

Ostatni, wobec walkowera dla Auto-Gumu, mecz wieczoru zaskoczył niezwykle żwawym tempem prowadzenia gry przez oba zespoły. Pierwsze minuty były po obu stronach istną kanonadą: trzy szybkie gole strzelili czarni, lecz czerwoni nie zamierzali poddawać się bez walki. Również trafili do siatki, i choć po chwili ponownie to Art-Gum strzelił gola, nadal dzielnie walczyli. Pomimo starań, nie zdołali jednak przed przerwą zmniejszyć już strat do przeciwnika. DHL przegrywał 3:6 i choć nie prezentował się dużo gorzej od obrońców tytułu, szanse na odrobienie trzech bramek wydawały się być mizerne. Druga połowa nieco zweryfikowała tę myśl. Gospodarze prezentowali się w niej znacznie lepiej, mądrzej i uważniej grali w obronie, co spowodowało, że w drugich dwudziestu minutach Art-Gum strzelił tylko jedną bramkę. Sęk jednak w tym, że dokładnie tyle samo razy po zmianie stron ukłuł DHL i choć jego gra zasługiwała na brawa, nie przyniosła mu punktów.

II LIGA C

Ren-Bet – LGBS 1:9

Czwarta ekipa II Ligi C – LGBS nie pozostawiła złudzeń walczącej o utrzymanie drużynie Ren-Betu. Trzy pierwsze bramki zdobyte przez, grających tym razem w pomarańczowych znacznikach, zawodników LGBS zdecydowanie „ustawiły" mecz. Ren-Bet w pierwszej odsłonie stać było na zdobycie jednego trafienia. Tuż przed gwizdkiem kończącym pierwszą połowę, w sytuacji sam na sam z bramkarzem Jakub Malada przelobował goalkeepera LGBS.
W drugiej części spotkania jeszcze bardziej uwidoczniła się przewaga gości, co bezpośrednio przełożyło się na zdobywane bramki. W tej odsłonie, zawodnicy LGBS pokonali bramkarza Ren-Betu aż sześciokrotnie. Kanonadę rozpoczął Przemysław Gajewski, który sprytnym strzałem przeniósł futbolówkę nad interweniującym bramkarzem gospodarzy. Kolejne trafienie to wynik pięknej zespołowej akcji, w której piłka krążyła jak po sznurku. Skutecznym uderzeniem wykończył ją, bardzo dobrze dysponowany tego dnia, Bartłomiej Kądziołka. Zawodnik z numerem 11 w drużynie LGBS zakończył pojedynek z Ren-Betem z trzema trafieniami na swoim koncie.
Następne bramki zdobywane przez gości były bardzo podobne. Szybkie, krótkie piłki posyłane między napastnikami kompletnie destabilizowały poczynania obronne Ren-Betu. Wynik końcowy nie oddaje jednak w pełni przewagi LGBS. Pomarańczowi nie grzeszyli skutecznością, dlatego też taki wynik jest najmniejszym wymiarem kary dla gospodarzy.

Korporaci – MPEC 2:7

Drugie spotkanie, podobnie jak starcie Ren-Betu z LGBS, również było jednostronnym widowiskiem. Goście „załatwili" wygraną praktycznie już w pierwszej połowie, gdzie strzelili cztery bramki. Pierwsza z nich to efekt indywidualnej akcji Pawła Szopy, który wybiegł z piłką z własnej strefy obronnej, minął kilku rywali po czym w sytuacji sam na sam z bramkarzem zachował się po profesorsku umieszczając piłkę w siatce. Kolejna bramka to bezbłędnie wykorzystany rzut karny przez Jakuba Oważanego. Zawodnik ten był zdecydowanie najjaśniejszą postacią tej rywalizacji, kończąc dobre zawody strzeleniem czterech bramek. Gol na 3:0 to świetne podanie Oważanego wykorzystane przez Filipa Fanderowskiego. „Dwunastka" w ekipie białych dopełniła dzieła zniszczenia w pierwszej połowie, dobijając strzał Pawła Szopy.
Korporaci ukłuli tylko raz. Autorem trafienia został Michał Zieliński.
Drugą połowę lepiej zaczęli zawodnicy MPEC. Filip Fanderowski strzałem zza pola karnego podwyższył wynik spotkania. Kolejna bramka padła łupem pomarańczowych. Marcin Nobis skorzystał z bardzo dobrego podania ze skrzydła, dołożył tylko nogę i trafił do „pustaka".
Na 6:2 trafił niezawodny Oważany, wykańczając kontrę swojego zespołu. Kolejne oczko to również dzieło tego zawodnika. Strzelanie w tym spotkaniu zakończył gracz Korporatów, Maciej Cholewa.

ProEko – HCL 2:7

Sensacja. Takie słowo ciśnie się na usta każdego obserwatora śledzącego poczynania w II Lidze C.
Lider był tylko tłem dla internacjonalnej drużyny HCL.
Niebiescy dominowali od samego początku. Pierwszą bramkę zdobył Ricardo Rodriguez, który „huknął" z pierwszej piłki nie dając szans bramkarzowi na skuteczną interwencję. Drugie trafienie dla gości to dzieło Pawła Sobczyka. Nieliczny Polak w szeregach HCL wykorzystał bardzo dobre, długie podanie od Antonio Lenguasco. Takim wynikiem zakończyła się pierwsza połowa. Kibice przecierali oczy ze zdumienia, ponieważ HCL była ekipą zdecydowanie lepszą. To również potwierdzili w drugiej odsłonie. Rezultat spotkania podwyższył Carlo Mollica. Kapitan HCL bezlitośnie wykorzystał sytuację sam na sam z bramkarzem ProEko, Wiktorem Siekierką. Na 4:0 bezpośrednio z rzutu wolnego trafił Ugochukwu Francis Ozurumba. Kolejna bramka padła łupem popularnego Carlo.
Wtedy do głosu doszli gospodarze. Pierwszą bramkę dla ProEko zdobył Paweł Latała. Jednakże bardzo szybko odpowiedział Sobczyk, który skutecznie wykończył zespołową akcję . To nie był koniec strzelania. Zieloni, za sprawą Grzegorza Gorzkowskiego, zdobyli swoją drugą bramkę. Wynik spotkania ustalił ten, który worek z bramkami otworzył - Ricardo Rodriguez. Zawodnik z numerem 21 na niebieskiej koszulce nie pomylił się dość prostej sytuacji i ulokował piłkę obok bezradnego bramkarza.

PKO – Crazbud/Dexbud 1:5

Tym razem doświadczenie przegrało z młodością. Crazbud nie dał cienia szansy zawodnikom PKO na korzystny rezultat. Co prawda bardzo długo utrzymywał się bezbramkowy remis, jednak po jakimś czasie na indywidualną akcję zdecydował się Paweł Musiałek i otworzył wynik spotkania. Po tym trafieniu Bankowcy ruszyli do ofensywy. Najlepszą szansę miał Marcin Hyla, jednak jego strzał z linii bramkowej wybił Tomasz Poproch.
W drugiej części gry zawodnicy Crazbudu naregulowali celowniki. Po raz drugi trafił Musiałek, dobijając strzał Piotra Małka. Autorem kolejnej bramki został Rafał Kluczyński, który posłał piłkę między nogami Konrada Naworola. Na 4:0 strzelił Musiałek kompletując hat-tricka. Po tym wydarzeniu PKO zdobyli swoją pierwszą, a jak się potem okazało – ostatnią, bramkę. Autorem tego trafienia został Mikołaj Leśniakiewicz, który skorzystał z dobrego podania Krzysztofa Koniecznego. Wynik spotkania ustalił Kluczyński.

Marcin Kluska

Masz pytania? Porozmawiaj Dyrektor ds. sprzedaży
i marketingu
T: +48 505 165 566 m.kluska@biznesliga.pl Zadaj pytanie

Tomasz Duda

Masz pytania? Porozmawiaj Administrator rozgrywek
Social media
Sprzedaż strojów
T: 784 338 379 | 505 200 998 t.duda@biznesliga.pl | biuro@biznesliga.pl Zadaj pytanie

Paweł Maślak

Masz pytania? Porozmawiaj Obsługa Rozgrywek
T: +48 602 497 690 info@biznesliga.pl Zadaj pytanie