I LIGA A
Bank BPH – Lorenz 3:5
Spotkanie bez wyraźnego faworyta rozpoczęło się od dominacji pomarańczowych. Bardzo odważna i agresywna gra już od pierwszej minuty dość szybko przekute zostały w prowadzenie. Wynik 1:0 absolutnie nie gwarantował jednak gospodarzom sukcesu. Jakby nie zdając sobie z tego sprawy, ci oddali inicjatywę przeciwnikom. Lorenz rozpędzał się powoli, lecz jeszcze przed zmianą stron przejął pełną kontrolę nad wydarzeniami na boisku. Zdołał też z nawiązką odrobić stratę po trafieniach Łukasza Góreckiego i Krzysztofa Kowalczyka. W drugiej połowie inicjatywa nadal była po stronie gości. BPH ograniczało się do kontr i strzałów z dystansu, z których jednak niewiele wynikało. Proste błędy w defensywie popełniane przez pomarańczowych pozwalały Lorenzowi raz po raz groźnie atakować, co przynosiło czerwonym kolejne bramki. Ostatecznie strzelili ich pięć a zwycięstwo zespołu Mirosława Dębosza po przerwie ani przez moment nie było zagrożone. Co prawda po strzeleniu swojej drugiej bramki gospodarze ruszyli do odrabiania strat, lecz nie udało im się zbyt wiele wskórać. Ostatecznie ulegli różnicą dwóch goli, co powoduje, że poniedziałkowy rywal zrównał się z nimi liczbą punktów.
Auchan Bonarka – Fideltronik 1:10
Wynik meczu jest bardzo mylący. Co prawda wyższość lidera nad ostatnim zespołem tabeli ani przez moment nie podlegała dyskusji, lecz rozmiary porażki nie odzwierciedlają postawy czerwonych. Ci bardzo długo stawiali zaciekły opór Fideltronikowi i dopiero w końcówce spuścili z tonu. Od samego początku goście mieli spore problemy z trafieniem do siatki. Strzały z dystansu świetnego w defensywie Łukasza Tlałki rzadko zmierzały w światło bramki a próby gry kombinacyjną piłką z powodzeniem niweczyli obrońcy Auchana. Przed przerwą udało się co prawda białym dwukrotnie pokonać świetnie dysponowanego bramkarza rywali, lecz każdy z piłkarzy tej ekipy na pewno czuł, że druga połowa może nie być łatwa. I rzeczywiście, zaczęła się ona od bardzo wyrównanej gry i kontaktowego gola dla gospodarzy autorstwa Wojciecha Wróbla. Był to kluczowy moment spotkania. Czerwoni, wierząc w możliwość sprawienia sensacji ruszyli do przodu i na moment odciążyli Łukasz Tarnowski. Taka ofensywa była jednak ryzykowna, o czym Auchan wkrótce się przekonał. Dwie szybkie bramki dla Fideltronika skutecznie podcięły mu skrzydła i wybiły z głowy marzenia o korzystnym wyniku. Gospodarze odpuścili i w efekcie schodzili z murawy z bagażem aż dziesięciu straconych bramek, choć gdyby sprawy przy wyniku 1:2 potoczyły się inaczej, być może doszłoby do sensacji.
J&J Skotniki – Ernst&Young 5:4
Trzecie spotkanie wieczoru zapowiadało się jako interesujące i trzeba przyznać, że spełniło oczekiwania, choć pierwsza połowa na to nie wskazywała. Zepchnięty do głębokiej defensywy Ernst miał problemy z opuszczeniem własnej połowy, zaś grający rewelacyjnie biali pod polem karnym rywali robili co chcieli. W efekcie tego prowadzili do przerwy aż 3:0 i mimo iż czarno-pomarańczowi mieli kilka sytuacji (poprzeczkę ostemplował m.in. Iwachow) nie zanosiło się, by byli w stanie odwrócić losy meczu. Na drugą połowę goście wyszli jednak odmienieni. Chwilę rozluźnienia obrony J&J wykorzystał bezlitośnie Durak, strzelając pierwszego gola. Rozbudzone nadzieje szybko przyniosły gościom kolejne bramki. Po kilku minutach na tablicy wyników widniało już 3:3 i spotkanie rozpoczęło się od początku. Szczęśliwie dla siebie, gospodarze w porę się obudzili. Dwukrotnie zdołali ukłuć defensywę gości i po raz drugi w meczu zyskali wyraźną przewagę. Ernst, mimo iż zdołał strzelić czwartą bramkę, nie dał rady po raz drugi odrobić strat. W efekcie tego po porywającym, zwłaszcza w drugiej połowie spotkaniu uznać musiał wyższość wicelidera, który, jak się wydaje, wyeliminował tym samym jednego z kontrkadydatów do awansu.
Kraków Airport Taxi – Rigor Mortis 2:1
Kończące kolejkę spotkanie pomiędzy Kraków Airport Taxi a Rigor Mortis, dość nieoczekiwanie przyniosło nam bardzo dużą dawkę emocji. Od pierwszej minuty toczone w szybkim tempie mogło podobać się kibicom. Goście, skazywani na pożarcie stawiali bardzo dzielny opór wyżej notowanemu przeciwnikowi. Bardzo długo skutecznie bronili się przed atakami białych, samemu przeprowadzając groźne kontry. Mimo straty bramki i stanu 1:0 nie podłamali się i nadal, konsekwentnie realizowali omawianą widocznie wcześniej taktykę. To przyniosło skutek: mająca kłopoty z upilnowaniem Bartosza Łabęckiego defensywa gospodarzy przysnęła i w efekcie stan meczu się wyrównał. Pomimo optycznej przewagi Kraków Airport Taxi, wynik do przerwy nie uległ już zmianie. Druga połowa także upływała pod znakiem ataków trzeciego zespołu tabeli, z którymi dobrze radziła sobie obrona Rigoru. Ze skóry wychodził golkiper pomarańczowych, parokrotnie broniąc w sytuacjach wręcz beznadziejnych. Mimo to w końcu skapitulował. Strzelona w samej końcówce przez białych bramka sprawiła, że goście, nie mając nic do stracenia, rzucili się do ataku. Niestety, chaotyczne i nerwowe próby nie przyniosły rezultatu i w efekcie, pomimo bardzo dzielnej postawy pomarańczowi uznać musieli wyższość gospodarzy, z pewnością czując jednak ogromny niedosyt.
II LIGA A
AMARA - BWI Group 1:2
Pierwszym poniedziałkowym spotkaniem w II lidze A był mecz sąsiadów w ligowej tabeli, a więc drużyn AMARY I BWI Group. Od początku goście dyktowali warunki, raz za razem stwarzając zagrożenie pod bramką AMARY. Zwieńczeniem tej przewagi był gol dający prowadzenie, który padł po bardzo ładnej akcji i genialnemu prostopadłemu podaniu. Chwilę później BWI poszło za ciosem i po błędzie obrońcy, który pozwolił napastnikowi się przepchnąć, a ten drugi po mocnym strzale z woleja wyprowadził swoją ekipę na dwubramkowe prowadzenie. Jeszcze przed przerwą powinno być 1:2, ale sytuacji "1 na 1" z bramkarzem nie wykorzystał napastnik AMARY. Co się odwlecze, to nie uciecze i za sprawą Donatowicza gospodarze złapali kontakt. Pomimo dużej liczby strzałów i niezłych okazji wynik nie uległ już zmianie i BWI zasłużenie zgarnęło 3 punkty.
VSoft - Tauron Dystrybucja 2:2
W kolejnym meczu spotkały się drużyny VSoftu i Tauronu. Dość nieoczekiwanie lepsze wrażenie sprawiała drużyna gospodarzy, która próbowała zaskoczył rywali strzałami z dystansu. Na prowadzenie gracze VSoftu wyszli jednak po składnej, zespołowej akcji i strzałowi w długi róg bramki. Po stracie bramki Tauron ruszył do odrabiania strat, ale raził niedokładnością w rozegraniu piłki. Siłą napędową gości był Krzysztof Sadko, który dwoił się i troił w drugiej linii, na nic jednak to się zdało. Druga połowa to huraganowe ataki trzeciej drużyny w tabeli, ale jak w ciągu 2 minut nie wykorzystuje się dwóch 100% sytuacji to nie można marzyć o 3 punktach. Na domiar złego grając w osłabieniu VSoft strzelił drugiego gola i wydawało się, że mamy po meczu. Nic bardziej mylnego. W samej końcówce Tauron strzelił 2 gole i ostatecznie podzielił się z VSoftem punktami.
Kompania Piwowarska - Food Care 1:1
Emocji i zaciętości nie zabrakło w starciu Kompanii z Food Carem. W pierwszej części gry lepsze wrażenie sprawiali goście, ale w dość banalny sposób nadziali się na kontrę lidera i przez własną niefrasobliwość byli na debecie. Strzelony gol pozytywnie podziałał na gospodarzy i gra przeniosła się na połowę Food Caru. Kompania raz za razem nękała rywala groźnymi strzałami, ale żadnego z nich nie udało się wykorzystać. Niewykorzystane sytuacje lubią się mścić i tak było też i tym razem. Z wysokiego "C" drugą część gry rozpoczął zespół w czarnych strojach i na tablicy wyniów widniał wynik 1:1. Kompania za wszelką cenę starała się przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść, ale widocznie w tym meczu nie było jej to pisane. Dwie sytuacje "1na1" z bramkarzem zostały zmarnowane przez zawodników lidera i wynik do końca nie uległ już zmianie.
Amway - Apriso 0:1
Emocji nie zabrakło również w starciu Amway - Apriso. Od samego początku goście zdominowali rywala i wydawało się, że gole są tylko kwestią czasu. Goście raz za razem wpadali w pole karne Latoszka. Próby "wjechania" do bramki nie przynosiły efektu, więc w kolejnych minutach oglądaliśmy festiwal strzałów z dystansu, ze skutkiem równie mizernym. Do przerwy bez bramek, coraz większe zaniepokojenie na twarzach Apriso. Latoszek w bramce dwoi się i troi, a piłka jak zaczarowana nie chce wpaść do jego bramki. Wreszcie w ostatniej sekundzie spotkania zamieszanie w polu karnym gospodarzy wykorzystuje Marcin Malec, wprawiając w euforię swoich kolegów z drużyny. Ostatecznie Apriso wygrywa zasłużenie, aczkolwiek bardzo szczęśliwie 1:0.
Expedition Club - State Street I 7:2
Na zakończenie tej serii spotkań byliśmy świadkami starcia ekip z dolnych rejonów tabeli. W mecz lepiej weszli goście i objęli prowadzenie. Stracona bramka podrażniła gospodarzy i już po kilku minutach prowadzili 2:1. Musząc gonić wynik State Street zaangażował większą liczbę zawodników w poczynania ofensywne i w ten sposób nadział się na popisową kontrę i do szatni schodził z wynikiem 1:3. Druga połowa to pełna kontrola boiskowych wydarzeń przez zespół gospodarzy. Większa pewność w rozegraniu piłki oraz wyższa kultura gry pozwoliła całkowicie stłamsić rywala. Oglądający to spotkanie kibice byli świadkami wielu popisowych akcji konstruowanych przez Expedition, którym wysokie prowadzenie pozwoliło rozwinąć skrzydła i zagrać na dużym luzie. Ostatecznie po pełnej emocji drugiej połowie State Street I uległ gospodarzom 2:7.
III LIGA B
Nidec – Kolporter II 2-4
Mecz pomiędzy Nidec a Kolporterem rozpoczął się w przewadze liczebnej gości. Gospodarze pomimo osłabienia jako pierwsi zdobywają gola, strzelcem jest Tadeusz Pytraczyk. Wykorzystując nieuwagę gości już w drugiej minucie wychodzą na prowadzenie. Nie trwało ono długo, bo zaledwie dwie minuty później pomarańczowi doganiają rywala doprowadzając do remisu strzałem z daleka, którym może pochwalić się Janusz Dziaduła. Długo trzeba było czekać na kolejne gole, dopiero tuż przed gwizdkiem na przerwę zawodnicy gości umieszczają piłkę w siatce rywala jeszcze dwa razy. Strzelcem jednej z nich jest Szczepan Nogalski a drugą trafia ponownie Janusz Dziaduła. W drugiej połowie gospodarze odpierali ataki przeciwników, gdy dobiegała ona końca nie mieli nic do stracenia i ruszyli to ataku nie zostawiając żadnego obrońcy. Taktyka okazała się dobra, bo przyniosła im gola kontaktowego. Jednak pomarańczowi nie popełnili drugi raz tego samego błędu. W ostatniej minucie gospodarze znów zaatakowali całym zespołem, ale tym razem zostali skontrowani i mecz zakończył się wynikiem dwa do czterech dla Kolportera.
iCar II – Lanster 1-9
W spotkaniu pomiędzy iCar a Lanster można było zobaczyć wiele widowiskowych goli. Już od piątej minuty goście zaczęli zdobywać bramki. Bardzo dobrze grali piłką i dawało im to dużą przewagę na boisku. Równie dobrze wykorzystywali stałe fragmenty gry zamieniając je na bramki, które zdobywali chyba w każdy możliwy sposób. Czy to z daleka czy z akcji sam na sam, z wolnego jak i z rzutu karnego. Dośrodkowania również kończyli celnymi strzałami do bramki przeciwnika, który próbował się bronić ze wszystkich sił. Jednak zabrakło im szczęścia i zawodników z podstawowego składu. W końcówce meczu żółtym udało się zdobyć bramkę honorową, która niestety dużo nie wniosła do meczu zakończonego wynikiem jeden do dziewięciu dla Lanster.
SSC Internazionale – Kraksport 1-3
Pierwszy gol w tym meczu padł w dziewiątej minucie po zamieszaniu pod bramką gospodarzy. W tej sytuacji wyśmienicie zachował się Krzysztof Marek, który z wielkim spokojem dobrze dostawił nogę w tłumie zawodników i skierował piłkę do siatki rywala. Jeszcze w pierwszej połowie bramkę do szatni żółtym posyła Damian Gruchała. Kraksport wychodzi na dwubramkowe prowadzenie. Druga połowa znów zaczyna się od groźnych ataków gości. Gospodarze jednak dobrze radzą sobie w obronie i wyprowadzają kontrataki, które nie raz zagrażają bramce przeciwnika. Jednak w 25 minucie nie wytrzymują presji jaką narzucili czerwoni. Pada kolejny gol, którego strzelcem tym razem jest Grzegorz Mróz. W ostatniej minucie tego spotkania sędzia dyktuje rzut wolny dla gospodarzy, który wykorzystuje Gaspar Goncalo ratując honor drużyny. Spotkanie to kończy się dwiema bramkami przewagi dla Kraksportu.
REN-BET - Shell 0-10
Ostatni mecz tego wieczoru okazał się jednostronnym spotkaniem. REN-BET nie był w stanie utrzymać tempa gry jakie narzucił Shell. Pomimo usilnych starań bramki padały jedna za drugą. Goście grali dobrą i spokojną piłkę. Żółci stawili się na to spotkanie w bardzo liczebnym i mocnym składzie. Mając prawie drugi zespół na ławce rezerwowej często rotowali na murawie boiska i na świeżości pokonywali przeciwników, którzy grali cały mecz bez zmian. Pomimo zmęczenia i dużych strat zawodnicy gospodarzy nie załamywali rąk i grali do końca. Jednak duża przewaga liczebna i tym samym zapas sił gości bardzo wpłynęły na losy tego spotkania, które zakończyło się wynikiem dziesięć do zera dla Shell.