Poprzednie starcie Interii ze State Street dostarczyło nam wielu emocji i po trzysetowym boju zakończyło się zwycięstwem ekipy Agaty Szydłowskiej. Tym razem aktualny lider Siatkarskiej Biznes Ligi nadzwyczaj łatwo, w dwóch partiach poradził sobie z ,,Czarnymi’’. Od początku spotkania przewagę miał State, którą z czasem dzięki świetnej grze Łukasza Pękali, wspieranego powracającym Bartoszem Iwankiem, powiększał. W pewnym momencie było już 18:12 i Interia wiedziała, że tego seta już nie wygra. Po zmianie stron sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie. Raz prowadził State, raz Interia. Przewaga była niewielka, raptem dwa punkty. Cały czas któraś z ekip odskakiwała, a rywal momentalnie wyrównywał i odrabiał straty z nawiązką. W końcówce jednak skuteczniejsi na siatce, czy to w ataku, czy bloku okazali się siatkarze State Street, którzy wygrali drugiego seta do 20 i całe spotkanie 2:0.
Równocześnie na drugim boisku trwał pojedynek 4F z LORENZ. Nie trudno było wskazać faworyta tej pary. Tomasz Rzeżuchowski i spółka nie zlekceważyli niżej notowanego rywala, który do tej pory wygrał jedno spotkanie i pewnie poczynali sobie przez cały pojedynek, nie tracąc ani na chwilę koncentracji. LORENZ na czele z Piotrem Karczem dzielnie walczył, popisał się kilkoma dobrymi atakami, ale w obu partiach musiał uznać wyższość rywala, przegrywając w obu setach do 16.
Podobnie miała się sytuacja w starciu ALIOR Banku z HCL Poland. Wszyscy spodziewaliśmy się spacerku ,,Bankowców’’, ale ci osłabieni brakiem kilku podstawowych zawodników momentami męczyli się z ,,Błękitnymi’’, szczególnie w drugim secie, kiedy to beniaminek siatkarskich zmagań prowadził nawet 6:3. Kiedy trzeba było, ALIOR wrzucał wyższy bieg i mocnymi zagrywkami, czy też atakami po prostej, czy skosie zdobywał seryjnie punkty. Dobrze na zagrywce poczynała sobie Paulina Witek. Kapitan ALIOR Banku swoimi zagraniami sprawiła sporo problemów rywalowi. Ostatecznie mecz zakończył się zgodnie z planem. ALIOR wygrał 2:0 (25:15, 25:15).
Ostatni poniedziałkowy mecz to prawdziwa wisienka na torcie. Obrońca mistrzowskiego tytułu walczył z rozkręcającym się z kolejki na kolejkę Rolls Royce’em. Biprotech do meczu przystąpił w pięcioosobowym składzie, co nie wróżyło najlepiej. Na domiar złego kilka dni wcześniej kontuzji doznała dwójka podstawowych zawodników, co wyłączy ich z gry na jakiś czas. Dla aktualnego jeszcze mistrza jest to spory cios, który powoli zaczyna wypadać z walki o najwyższe cele. Obie ekipy pokazały kawał dobrej siatkówki, ale najbardziej zapamiętane zostaną ambicja i poświęcenie Macieja Rogi i spółki. Pierwszy, zacięty set zakończył się zwycięstwem Biprotechu (25:23). W drugim, przy stanie 17:11 nie zanosiło się na to, że będziemy świadkami trzeciej partii. A jednak. Fantastyczna pogoń Rollsa. Dziewięć punktów z rzędu i zrobiło się 20:17 dla RR, a w końcówce więcej zimnej krwi i szczęścia zachował Rolls Royce (25:23) i do wyłonienia zwycięzcy potrzebowaliśmy rozegrać set numer trzy. W nim Rolls bezlitośnie wykorzystywał każdy, najmniejszy błąd Biprotechu, a sam popisał się skuteczną zagrywką, w efekcie czego, wygrał 15:8 i cały mecz 2:1.