II Liga B
State Street I - Lumesse 8:0
Do jednej bramki
W pojedynku zespołów z dolnych rejonów tabeli na boisku grała tylko jedna drużyna… Niebiescy całkowicie zdominowali wydarzenia na boisku i przez cały przebieg spotkania kontrolowali wynik. Trzy bramki zdobyte w pierwszej części spotkania praktycznie przesądziły o wyniku spotkania. State w drugiej połowie dołożyli kolejnych pięć bramek, co pozwoliło im na odniesienie tak okazałego zwycięstwa.
MPO Kraków – IBM BTO 2:18
W pięciu nie da się grać…
Różnica dwóch zawodników w polu to tak ogromna dysproporcja, której nawet najlepsi zawodnicy nie potrafili by zniwelować. Pomarańczowi grali w pięcioosobowym składzie i trzeba przyznać, że do przerwy jeszcze jakoś się trzymali (0:5). Gdy całkowicie opadli już z sił w drugiej połowie to Błękitni skrzętnie to wykorzystali urządzając sobie kanonadę. Najlepszymi egzekutorami okazali się: Mateusz Pączek oraz Jochen De Vriese, którzy łącznie zdobyli osiem bramek.
Dragon – ProEko 1:5
Pewna wygrana
Fioletowi od samego początku ruszyli na swojego rywala aplikując im trzy trafienia przed przerwą. Bramka Zbigniewa Olesińskiego, zdobyta po zmianie stron, dała jeszcze nadzieję Pomarańczowym na korzystny rezultat lecz kilka minut później Mieszko Pacanowski celnym strzałem pozbawił złudzeń zespół Dragona. Fioletowi dołożyli jeszcze jedno trafienie i okazałe zwycięstwo ProEko stało się faktem.
Bank BPH – Nidec 6:3
Dwie, odmienne połowy
Pierwsza połowa zdecydowanie należała do Bankowców. Filip Dobosz i spółka przez pierwsze 20 minut spotkania pokonali bramkarza rywali aż pięciokrotnie. Po przerwie, Nidec ruszył do ofensywy doprowadzając do wyniku 5:3. W tym momencie gra Banku BPH stała się bardzo chaotyczna, a ich akcje nie kleiły się. Z odsieczą przyszedł Tomek Świder, który bardzo dobrym strzałem ustalił wynik spotkania i potwierdził, która drużyna zasługiwała bardziej na wygraną.
Black Mesa – Capita 2:2
Biali tracą punkty
Capita nie może tracić cennych oczek w starciu z niżej notowanymi rywalami jeśli realnie myśli o wejściu do wyższej klasy rozgrywkowej… Pierwsza połowa była pozbawiona czysto piłkarskich emocji. Coś drgnęło na początku drugiej odsłony kiedy to Biali wyszli na prowadzenie, lecz ich radość nie trwała długo, gdyż w kolejne akcji Black Mesa wyrównali. Kolejna bramkowa zdobycz należała jednak do Capity, lecz tym razem również Czarni wyrównali.
____________________________
II Liga C
ZasadaAuto - Zamak Mercator 5:0 - walkower
4F - Lynka 5:2
Zaskoczyło po przerwie
Minęło sporo czasu, zanim któraś z ekip pokusiła się o odważniejsze ataki. Dodakowe siły w szeregi zespołu 4F wlał Miłosz Mikołajczyk, popisując się znakomitym refleksem w można powiedzieć beznadziejnej sytuacji. Kluczowe dla losów spotkania okazały się pierwsze minuty drugiej połowy, o których jak najszybciej będzie chciała zapomnieć Lynka. Trzy gole w pięć minut, błędy bramkarza i proste straty przy wyprowadzaniu piłki. Przy stanie 4:1 oglądaliśmy bardzo nerwowe zawody, w których nie brakowało nieczystych zagrań. Po okresie brzydkiej gry 4F potwierdziło przewagę nad wyżej notowanym przeciwnikiem i sprawiło sobie miłą niespodziankę.
Dedax - AMARA 1:5
Stracili siłę rażenia
W najbliższych tygodnach Dedax będzie musiał radzić sobie bez swojego bombardiera Andrzeja Ślazyka, któremu życzymy szybkiego powrotu na boisko. Jego brak był aż nadto widoczny w starciu z AMARĄ, która skutecznie wykorzystała osłabienie przeciwnika i od pierwszych minut dyktowała warunki gry. Dedax raził niedokładnością i nieporadnością. Losy spotkania próbował odwrócić Przemysław Kaliski, ale był osamotniony w swoich działaniach. AMARA zagrała bardzo mądrze w obronie, a w końcówce postawiła kropkę nad ,,i''.
PKO Bank Polski - Polplast 1:5
Zgodnie z planem
Polplast, jak mogliśmy się tego spodziewać, od samego początku starał się narzucić swój styl gry, ale znakomicie między słupkami spisywał się Konrad Naworol. Jego znakomita postawa nie zniechęciła ekipy Rafała Brasia, którą umiejętnie napędzał Łukasz Nowak, popisując się kilkoma efektownymi rajdami. Po raz kolejny o sobie dał znać Robert Kowalczyk, który mocną ,,główką'' otworzył wynik meczu. PKO Bank Polski dłużej utrzymywał się przy piłce, dzięki doświadczeniu Grzegorza Kowalczyka, ale im bliżej byli bramki, tym większe mieli problemy. Honor ,,Bankowców'' uratował Jacek Dziduszko, ale tego dnia to było za mało na rozpędzony Polplast.
TESCO - RIgor Mortis 2:3
Hit nie rozczarował
Kto pozostał do końca kolejki, na pewno nie żałuje. Rigor Mortis i TESCO zapewniły nam niesamowite widowisko, które trzymało w napięciu do ostatnich sekund. Nie brakowało w nim ostrej, ale czystej walki, okazji strzelekich, parad bramkarskich czy przede wszystkim bramek. Na początku zarysowała się lekka wyraźna przewaga wicelidera, ale pewnie w bramce poczynał sobie Michał Starmach. Przy uderzeniu Łukasza Bąka był jednak bezradny. Pięknego gola zawodnikowi drużyny przeciwnej pozazdrościł Michail Kisieleuski, doprowadzając do remisu. Przy stanie 1:1 fatalnie spudłował Michaił Kisileuski, a chwilę później ostęmplował poprzeczkę. Górę wzięło jednak doświadczenie i fantastyczne trafienie Artura Katarzyńskiego. TESCO popisało się najefektowniejszą akcją meczu, ale ostatnie słowo należało do Jakuba Rybickiego, który zapewnił Rigorowi cenne zwycięstwo i postawił kolejny krok w drodze do awansu.
____________________________
III Liga C
Qfinance – SSC Internazionale 4:1
Niespodzianki nie było
Choć długo utrzymywał się wynik bezbramkowy, Qfinance zachowało cierpliwość i wypunktowało bezradnych gości. SSC było do tego stopnia przytłoczone przewagą gospodarzy, że nie potrafiło nawet wykorzystać przewagi „7 na 5”. Pierwsze skrzypce w ekipie „białych” grał Bartosz Kozieł. Były zawodnik krakowskiej Wisły „ciągnął” grę swojej drużyny, imponując dryblingami, przeglądem pola oraz skutecznością. Próbką umiejętności tego zawodnika była asysta poprzedzona ruletą a'la Zidane. Palce lizać.
Contact Sales – Atal 4:7
Długo walczyli o zwycięstwo
Atal długo wchodził w mecz, ale koniec końców cel swój osiągnął i zgarnął arcyważne 3 punkty. Gospodarzy wypada pochwalić za postawę w tym spotkaniu, w którym pomimo absencji Szymona Burkata stawiali zawzięty opór mocno zdeterminowanemu rywalowi. Dopiero druga część gry przesądziła o zwycięstwie „czerwonych”, którzy po końcowym gwizdku nie ukrywali ulgi. Gospodarzom zabrakło atutów z przodu żeby móc liczyć na korzystniejszy rezultat. Może gdyby nie pauza Burkata...
HSBC - Rolls-Royce 3:0
Niewykorzystane szanse Rolls-Royca
W pierwszych minutach to goście osiągnęli wyraźną przewagę i po serii doskonałych okazji powinni prowadzić. Tak się jednak nie stało i HSBC ruszyło do ataku, nie czekając dłużej na „litość” ze strony „niebieskich”. Kapitalną partię rozgrywał tego wieczora Gokhan Ulusoy, który z defensorami rywala robił co chciał, będąc dla nich kompletnie nieuchwytnym. Po zmianie stron gospodarze złapali ogromny luz i ciesząc się każdym kolejnym zagraniem pewnie sięgnęli po 3 punkty.
Energoprojekt – HLD 0:4
Wieczór w mieście Gaudiego
Oglądać tego wieczora grę HLD to była prawdziwa przyjemność! Zawodnicy w białych koszulkach niczym katalońska Barcelona imponowali rozegraniem piłki, wymiennością pozycji i przyspieszeniem rozegrania w kluczowym momencie akcji. I tak: Piotr Witkowski niczym Dani Alves, Tomasz Kokoszka niczym Andres Iniesta, a Rafał Witaszek niczym Luis Suarez rozmontowywali defensywę Energoprojektu z dziecinną łatwością, przyprawiając przy tym rywala o spory ból głowy. Ostatecznie wynik zatrzymał się na 4:0, ale mógł i w zasadzie powinien być wyższy.
TNT – Amusys Production 6:0
Odpalili po przerwie
To, że do przerwy tablica wskazywała wynik 0:0 pozostaje jedną z największych zagadek naszych czasów. Gospodarze raz po raz wpadali w pole karne rywala, ale piłka jak zaczarowana do siatki wpaść nie chciała. Nieskutecznością raził szczególnie Marcin Pyla, który do tej pory rozpamiętuje niewykorzystane „setki”. Przerwa podziałała na TNT trzeźwiąco i po gwizdku oznajmiającym start drugiej części ostro wzięli się do pracy. Piłka co po chwilę wpadała do siatki, a gospodarzom zaczęły „puszczać” hamulce, dzięki czemu byliśmy świadkami kilku efektownych zagrań na pełnym luzie. Ostatecznie skończyło się na 6:0 i świetnej grze Marcina Pyli, na którego motywująco wpłynęła niezadowolona z jego postawy w pierwszej części żona.