I LIGA B
LORENZ – State Street II 2:4 (1:2)
W pierwszym spotkaniu doszło do sporej niespodzianki, o ile nie powiedzieć sensacji. „Czerwona latarnia" rozgrywek State Street II pokonała ekipę LORENZ. Strzelanie rozpoczął Paweł Sugalski, a na 2:0 trafił Piotr Matlak, wykorzystując błąd przeciwnika. Gospodarze za sprawą Pawła Gawęckiego szybko złapali kontakt. Przed przerwą przed szansą podwyższenia prowadzenia stanął Michał Klimaczak, ale trafił tylko w słupek. Po zmianie stron pewnym egzekutorem „jedenastki" był Piotr Matlak. LORENZ w końcówce przycisnęło oponenta. Po ładnym uderzeniu z dystansu Mirosława Dębosza, piłka odbiła się od przeciwnika i wpadła do siatki. Ostatnie słowo należało jednak do State'u. Kropkę nad „i" strzałem w długi róg postawił Michał Surma.
APLA – A.S.A 4:5 (2:3)
APLA, przeżywająca ostatnio lekką zniżkę formy, tym razem musiała uznać wyższość ekipy A.S.A, która znakomicie rozpoczęła to spotkanie. Podanie Aleksandra Lipińskiego na gola zamienił Grzegorz Przysiężniak. Chwilę później uderzeniem zza pola karnego podwyższył Kamil Bąk, a kolejny cios przeciwnikowi zadał Aleksander Lipiński. APLA obudziła się dopiero pod koniec pierwszej połowy. Marcin Porada wykorzystał prezent od przeciwnika, a wynik do przerwy ustalił Jerzy Anton. Drugą odsłonę znów lepiej zaczęła A.S.A (gol Bolesława Michałowskiego). Starał się odpowiedzieć Jerzy Anton, ale świetnie między słupkami spisywał się Maciej Dzięgiel. Na 5:2 strzelił Kamil Bąk i nic nie zapowiadało nerwowej końcówki. Dwa gole Marcina Porady nie dały APLI nawet jednego punktu.
Nafta - Hostel Deco – J&J Skotniki 6:1 (4:1)
W najciekawiej zapowiadającej się konfrontacji Nafta rozbiła lidera – J&J Skotniki i zepchnęła go na drugą lokatę. Bardzo dobra pierwsza połowa w wykonaniu „Nafciarzy" przesądziła o ich końcowym zwycięstwie. Na przerwę schodzili przy wyniku 4:1. Wyróżniającą się postacią był Paweł Słonina, który strzelał jak na zawołanie, a gdy trzeba było, to asystował przy trafieniach Bartosza Adamczaka. Druga „połówka" zaczęła się od mocnego uderzenia Nafty. Po rozegraniu rzutu rożnego piłkę do siatki skierował Piotr Chamerliński. Ducha w J&J Skotniki próbował tchnąć Grzegorz Knotek, czy doświadczony Bogdan Kaszuba, ale obaj nie mogli znaleźć sposoby na Rafała Ślusarka. Do siatki po raz szósty trafiła za to Nafta, a dokładniej Paweł Słonina, umieszczając futbolówkę tuż przy słupku.
ABB – Napad.pl 5:1 (3:1)
W ABB debiutował Paweł Hebda, który pewnie spisywał się w bramce i pomógł kolegom w odniesieniu ważnego zwycięstwa z Napadem.pl. Już po kilku minutach było 2:0 dla ABB, a na listę strzelców zapisywali się Miłosz Miśkiewicz oraz Tomasz Kuczek. Napad po szybkiej kontrze załapał kontakt z rywalem. Piłkę do siatki skierował Robert Stec. Jeszcze przed przerwą odpowiedziało ABB. Skuteczną „główką" po dośrodkowaniu z rzutu rożnego popisał się Miłosz Miśkiewicz. W drugiej połowie strzelało tylko ABB. Strzał Sylwestra Jarosińskiego ofiarnie twarzą obronił Karol Bąk, ale później był już bez szans. Na 4:1 po ładnej, indywidualnej akcji trafił Miłosz Miśkiewicz, kompletując hat-tricka. Wynik spotkania ustalił Michał Buczak.
KOMPUTEO – MPO Kraków 4:2 (0:1)
Na zakończenie czwartkowych potyczek byliśmy świadkami niezwykle wyrównanego starcia. Losy meczu ważyły się do ostatnich minut, a na boisku sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie. KOMPUTEO grało, a pierwsi bramkę zdobyli zawodnicy MPO Kraków. Grzegorz Korneluk wykorzystał dużą pasywność obrońców i nie zmarnował dogodnej okazji. Podrażnieni „Komputerowcy" chcieli jak najszybciej wyrównać, ale piłka, jak zaczarowana, nie chciała wpaść do bramki. Na domiar złego po przerwie MPO zadało drugi cios (Adam Pawłowski). Nic nie wskazywało na to, że KOMPUTEO wygra ten pojedynek – a jednak. Sygnał do ataku dał Piotr Świętek. Do remisu doprowadził Adam Rogala, a w końcówce Piotr Świętek zadał dwa zabójcze ciosy, zapewniając KOMPUTEO cenne zwycięstwo, które wywindowało ich na „pudło".
II LIGA D
Bajer Miki Kraków - KDWT 1:6
Po ubiegłotygodniowej wygranej z Dragonem, ekipa Bajer Miki chciała równie dobrze zapunktować w VI kolejce Ligi II C i pokonać kolejnego potentata. Na drodze „zielonych" stanął lider, ekipa KDWT, która w tym sezonie jeszcze punktów nie straciła. Drużyna gospodarzy na to spotkanie wstawiła się jedynie w siedmioosobowym składzie, co jak się potem okazało miało przełożenie na wynik końcowy. W początkowych minutach spotkania Bajer Miki miał przewagę, jednak z każdą upływającą sekundą odczuwalny był brak zmienników. Wykorzystali to goście, którzy tuż przed przerwą zdobyli dwie bramki. W drugiej części gry uwidoczniła się przewaga ekipy w żółtych koszulkach. Drużyna KDWT miała kilka wybornych okazji do zdobycia bramki, jednak świetnie spisywał się bramkarz Bajer Miki. Pomimo tak dobrej postawy goalkeepera „zielonych" , Dawid Witko wraz z Piotrem Paszkiewiczem urządzili sobie trening strzelecki. Słabnąca z każdą chwilą obrona gospodarzy nie grała już tak skutecznie jak na początku spotkania. Dało to możliwość do popisu dla Witko i Paszkiewicza, którzy strzeli po cztery bramki. Drużynę „zielonych" było stać na strzelenie tylko jednego gola w tym spotkaniu. Nieporozumienie między obrońcami, bezlitośnie wykorzystał Mateusz Przesór, zdobywając honorową bramkę.
Teva – Selvita 5:1
Drugie spotkanie środowego wieczoru na obiekcie przy ul. Bulwarowej to korespondencyjny pojedynek o wydostanie się ze strefy spadkowej. Naprzeciw siebie stanęły ekipy Tevy oraz Selvity. Faworytem tego starcia byli gospodarze, gdyż przed VI kolejką mieli na swoim koncie o trzy oczka więcej od swoich przeciwników.
Pierwsza połowa to typowo męska, fizyczna gra z niewielką ilością sytuacji podbramkowych. W tej części spotkania, żadna z drużyn nie była w stanie zdobyć bramki. Sytuacja odmieniła się po przerwie. Gospodarze zaczęli grać spokojniej i dokładniej, czego efektem była przewaga w posiadaniu piłki. Jak się potem okazało, miało to przełożenie na ilość zdobytych oczek. Pierwsza bramka dla Tevy wpadła po błędzie bramkarza, który do tej pory spisywał się wyśmienicie. Bardzo szybko odpowiedzieli goście. Fantastycznym uderzeniem z rzutu wolnego popisał się Kamil Iskra i tym sposobem doprowadził do wyrównania. Jednak potem strzelali już tylko gracze Tevy. Druga bramka tej drużyny była efektem starannie wypracowanej przez cały zespół akcji, która wykończył Łukasz Banaśkiewicz. Gospodarze strzelili jeszcze trzy bramki, a w dwóch z nich udział miał Artur Bułat. Dwukrotnie zdecydował się na strzał z dystansu. Za pierwszym razem piłka zatrzepotała w siatce, a za drugim bramkarz „wypluł" ją przed siebie z czego skorzystał Łukasz Niepsuj, lokując futbolówkę w bramce.
Nazwa.pl – ART BLACK 2:3
Po historycznym, pierwszym zwycięstwie na boiskach Biznes Ligi, drużyna Nazwa.pl chciała pójść za ciosem i ponownie zdobyć komplet punktów. Również ART BLACK miał chrapkę na trzy oczka. Zawodnicy w czarnych strojach nie mogli sobie pozwolić na stratę punktów, jeśli wciąż chcieli myśleć o awansie do wyższej klasy rozgrywkowej.
Braki kadrowe w zespole gości spowodowały, że drużyna ta zaczęła spotkanie w 6 osobowym składzie. Skrzętnie wykorzystali to zawodnicy ekipy Nazwa.pl i zdobyli bramkę „w przewadze".
Chwilę po tym wydarzeniu, stan personalny obu ekip wyrównał się, przez co automatycznie rosły szansę ekipy ART BLACK. Zawodnicy w czarnych koszulkach doprowadzili do wyrównania, dzięki czemu odnotowano remis 1:1 do przerwy. W drugiej części gry przewagę mieli „czarni". Gol dający prowadzenie tej ekipie to uderzenie z dystansu autorstwa Andrzeja Janeckiego. Trzecią bramkę, goście zdobyli po świetnie wyprowadzonej kontrze, którą wykończył Dawid Kozłowski. Na kilka minut przed zakończeniem spotkania, Nazwa.pl zdobyła kontaktową bramkę. Po tym wydarzeniu, gospodarze zaczęli coraz bardziej nacierać na ART BLACK. Jednak zabrakło im czasu by wyrównać wynik spotkania.
4Football Team – Dragon 2:2
Czwarte spotkanie VI kolejki Ligi II C było zdecydowanie najciekawszym i najbardziej wyrównanym pojedynkiem. Dragon musiał wygrać to spotkanie, aby Sparta oraz KDWT nie uciekły ekipie pomarańczowych na jeszcze większą ilość punktów. Ekipa 4Football Team również musiała zwyciężyć, jeśli w sposób realny chciała jeszcze myśleć o pozycjach dających awans.
Pierwszą bramkę zdobyli goście. Podanie Zbigniewa Olesińskiego na bramkę zamienił Bartłomiej Wolsza. Pomimo starty bramki, to ekipa gospodarzy była stroną dominująca. Fakt, że ekipa pomarańczowych nie straciła bramki w pierwszej odsłonie, to wyłącznie zasługa bramkarza, Andrzeja Kwinty. Po zmianie stron, bardzo szybko wyrównała ekipa 4Football Team. Jakub Kocioł uderzył futbolówkę w stronę bramki, a ta po rykoszecie wpadła do siatki. Zawodnicy w pomarańczowych koszulkach bardzo szybko odpowiedzieli na to trafienie. W kolejnej akcji przeprowadzili kontrę, którą skutecznie wykończył Bartłomiej Marona. Jednak ostatnie słowo należało do gospodarzy. Po zamieszaniu w polu karnym, ponownie snajperskim instynktem wykazał się Jakub Kocioł, dając wyrównanie swojej drużynie.
Sparta – IBM SWG 3:1
Kończące VI serię spotkań w lidze II C spotkanie to starcie ekipy Sparty z IBM SWG. Gracze w białych strojach za wszelką cenę chcieli podtrzymać swoją zwycięską passę, aby zrównać się punktami z KDWT. Jednak to po zawodnikach IBM było widać większą zawziętość w grze. Goście jako pierwsi mieli dogodną sytuację, jednak z odległości kilku metrów w słupek uderzył Przemysław Drochomirecki. Zgodnie z piłkarską maksymą, że niewykorzystane okazje lubią się mścić, zawodnicy Sparty wyszli na prowadzenie. Autorem pierwszej bramki został Maciej Kudej. Chwilę potem, gospodarze mieli kolejną świetną okazję. Piłka uderzona głową przez Rafała Kędziora minimalnie przeleciała obok słupka bramki IBM. Jednak kolejna akcja Sparty okazała się być skuteczną. Ponownie na listę strzelców wpisał się Maciej Kudej ustalając wynik do przerwy. Drugą część spotkania lepiej rozpoczęli zawodnicy w czarnych strojach. Potężne uderzenie z dystansu autorstwa Cezarego Górki ostemplowało słupek, a chwilę później na rajd zdecydował się Paweł Kocoń, po czym uderzył futbolówkę nie do obrony dla bramkarza przeciwników. Pomimo starań, drużyna IBM nie zdobyła kolejnych bramek. Natomiast Sparta dołożyła jeszcze jedno trafienie. Jacek Tympalski podał do swojego syna, Kamila, a ten bez problemu pokonał goalkeepera IBM.